Niedziela

Tekst Piotra Zaremby, z którym właściwie zgadzam się w całości. Znów niezbyt przyjemnie o Dobrej Zmianie, ale skoro sama sobie na to zasłużyła… Pisze, moim zdaniem obecnie najbardziej dociekliwy publicysta polski: „Broniłem polskich władz w sprawie ustawy o IPN. Bez entuzjazmu, zwłaszcza odkąd zacząłem poznawać szczegóły wydarzeń. Decyzję aby uchwalić ją natychmiast miał podjąć sam Jarosław Kaczyński, a główną przesłanką był zamiar przykrycia wrażenia wywołanego dokumentem TVN o polskich nazistach.

Niemniej uważam, że Polska ma prawo do takiej ustawy. To Izrael i wiele państw europejskich otworzyli pojemnik z przepisami karnymi chroniącymi prawdę historyczną – decydując się na penalizację kłamstwa oświęcimskiego. Wiele zarzutów stawianych temu prawu brzmi przesadnie lub niewiarygodnie. Nadal nie mam też jasności, czy Izrael zadbał o sprecyzowanie swego stanowiska przed głosowaniem w polskim Sejmie. I czy kierownictwo PiS dysponowało kompletem danych co do politycznych konsekwencji.”
A więc największy chyba kryzys polityczny Dobrej Zmiany wziął się z żenującej prowokacji TVN, który chciał wywołać sensację albo sprawić kłopot Polsce (niepotrzebne skreślić) głupawą opowieścią o „zagrożeniu faszyzmem” w postaci kilku debili, którzy czcząc Adolfa Hitlera, układali w lesie swastyki z prince polo. I w reakcji na tę właśnie aferkę czy raczej – sorry, ale to właściwe słowo – gównoburzę, kierownictwo PiS zdecydowało się zareagować. A że – jak to określił jeden z pisowskich dygnitarzy – „zamazało im horyzonty” wyszła afera na cztery fajery z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Jeśli to prawda, że decyzję podjął sam Kaczyński, to byłby pierwszy tak poważny, strategiczny błąd Naczelnika z Żoliborza. Ale informacje Zaremby wcale nie muszą być ścisłe: po dwóch latach rządów już wiemy, że nie wszystkie ogniwa Dobrej Zmiany są silne i te słabiaki, jak skrewią, starają się wszystko zrzucić na Jarosława.

Ale Zaremba nie ogranicza się do opisu, jak było. Trzeźwo zauważa upojenie sondażami części publicystycznego wsparcia Dobrej Zmiany, która brnie w brednie, byle tylko nie zauważyć faktów, które nie są jej miłe. A zwłaszcza o schłodzeniu stosunków dyplomatycznych z Waszyngtonem, o czym pisał Onet. Pisze publicysta: „Ale czy prawicowi komentatorzy mają rację kontentując się nazywaniem tych podkręconych wieści fake newsem? (…) Wznoszenie okrzyków Polacy, nic się nie stało powiązane z pomysłami na karanie kłamstw mediów (a przecież już w tej chwili mamy dość restrykcyjne przepisy) to brnięcie w ślepą uliczkę. Można zakrywać głowę poduszką. Ale problemy nie znikną. Pojawia się przy tej okazji mnóstwo złudzeń. Wciąż powtarza się śpiewkę, że dobre intencje Donalda Trumpa są hamowane przez ludzi Baracka Obamy. Albo że Trump nie może przecież zrezygnować z Polski jako wiernego sojusznika, bo jest mu potrzebna w rozgrywce z Niemcami”.

Znowu celnie, jak strzał z dyńki w nos. Bo część Dobrej Zmiany i jej klakierów, upojona sondażową gorzałą rzeczywiście zdaje się zakrywać głowę poduszką, żeby nie słuchać żadnej krytyki, bo to „przeca rozkraczeni, albo tacy, co chcą padać na kolana, albo żeby Polska natychmiast skapitulowała, panoćku”. Głosy medialnej klaki nie zmienią tymczasem faktów, co bardzo dobrze wychwyca Zaremba: „Boję się nie tylko osłabienia gwarancji polskiego bezpieczeństwa, ale i – zauważył to w ciekawym komentarzu na portalu wPolityce. pl Konrad Kołodziejski – zmian w nastawieniu prawicowego elektoratu. Na razie jego znaczna część wciąż się łudzi. Że to ciąg nieporozumień, że Onet nakłamał, że Trump nie zna prawdy, ale jeśli pozna… Kiedy te złudzenia prysną, może się pojawić nastawienie zwrócone przeciw całemu już Zachodowi, łącznie z Ameryką. Będzie to obficie zakrapianie poczuciem krzywd z II Wojny Światowej i antysemityzmem, który ostatecznie oddzieli nas od świata.”

Ruska agentura już szczerzy zęby z radości na taki rozwój wypadków. Ostatecznie dla Moskwy, obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce to obraza największego kalibru, którą należy utopić w morzu informacyjnej wojny. Do tego totalniacka opozycja, dla której najważniejsze jest „aby było tak, jak było”, co nie sprzyja jakimś komfortowym rozwiązaniom. Konkluduje Zaremba: „Z pewnością Polska nie powinna rezygnować z ustawowej obrony swego dobrego imienia. Nie mam pomysłu, jak pogodzić ten cel z komfortem kręgów żydowskich. Możliwe, że wystarczy korekta, moim zdaniem ten kompromis też musi mieć swoje granice. Polskie władze działają w arcytrudnej sytuacji. Z opozycją gotową wykorzystać każde potknięcie, nielojalną. Widzieliśmy jak zakrzykiwany był prezydent wygłaszający piękne przemówienie z okazji rocznicy Marca 68. Takie zachowania, upokarzanie te władzy, nie służą szukaniu dróg wyjścia z sytuacji, bo budzą emocje. Choć formalnie między tą rocznicą, a ustawą o IPN nie ma związku. Wystarczy, że Adam Michnik już na początku obchodów zaczął porównywać PiS do Moczara i Gomułki. Ale też trudno nie ulec wrażeniu, że obóz rządzący jako całość zmaga się z kłopotami, które po części sam sobie funduje. Zachęcam go do ostrożności i do strategicznego myślenia.” No i fajnie, ale czy ktoś posłucha? Wątpliwe. Chyba, że sam Naczelnik już wie, że tutaj sprawy nie poszły tak, jak powinny.

 

Wtorek

Napisał o tekście z Onetu Witold Jurasz, którego nieustająco cenię za trzeźwe analizy. I jak zwykle napisał mądrze, ale – jakby to napisał Józef Mackiewicz – „nie trzeba o tym głośno mówić”, żeby Dobrozmiennym nie popsuć nastroju. Ale mimo wszystko tak tu to wstawię: „Andrzej Stankiewicz napisał tekst na podstawie szyfrówki z MSZ o tym, że Stany Zjednoczone grożą Polsce ograniczeniem kontaktów na najwyższym szczeblu. Andrzej Stankiewicz napisał prawdę, a to, co napisał nieoficjalnie potwierdzają moje źródła z MSZ oraz amerykańscy dyplomaci. Rządzący politycy zaprzeczają, że to prawda, ale chcą ścigać tych, którzy szyfrogram ujawnili. Rzecznik Departamentu Stanu na pytania dotyczące sprawy odpowiedziała w taki sposób, że jedynie ktoś pozbawiony umiejętności myślenia może z tego wyczytać dementi (tłumaczyłem to kilka dni temu pisząc, że jeśli rzeczniczka Departamentu Stanu na pytania o zamrożenie kontaktów na najwyższym szczeblu odpowiada, że nic takiego nie ma miejsca i prowadzony jest dialog z udziałem ambasadora to w języku dyplomacji oznacza to, że kontakty na najwyższym szczeblu zostały zamrożone, a gdy mówi się, że nic jej nie wiadomo o tym, by „obecnie rozmawiano o jakichś spotkaniach lub by takie były zaplanowane” (a wiadomo, że były zaplanowane) to potwierdza, że zostały odwołane).” Dziękuję, nie mam więcej pytań.

 

Środa

Najkrótsza historia Polski, wedle słownika oksfordzkiego: „First united as a nation in the 11th century, Poland became a dominant power in the region in the 16th century but thereafter suffered severely from the rise of Russian, Swedish, Prussian, and Austrian power, being partitioned in the late 18th century. Poland regained full independence (as a republic) after the First World War. Its invasion by German forces in 1939 precipitated the Second World War, from which it eventually emerged as a communist state under Soviet domination. In the 1980s the rise of the independent trade union movement Solidarity eventually led to the end of communist rule (1989).” Tak widzą Polskę anglosascy mocarze tego świata. Mały kraik, na peryferiach Świata i rosyjskich, brunatnych niedźwiedzi chodzących po ulicach…

 

Czwartek

Na koniec zachęta dla nowojorczyków, ale i nie tylko. Znany z tych łamów ksiądz Ryszard zwraca się z serdeczną prośbą o wsparcie dzieła, które prowadzi polska zakonnica siostra Rut na misjach w Tanzanii, gdzie bardzo często osierocone i porzucone dzieci po prostu umierają z głodu. Siostra Rut zbiera te dzieci i buduje dla nich sierociniec. „W Nowym Jorku powstała Wspólnota Dobrego Samarytanina, zatwierdzona przez biskupa Musimy w Tanzanii, która wspiera siostrę Rut w tym pięknym dziele. Małgorzata Kaleta jest koordynatorką tej Wspólnoty, a ja kapelanem. W dzieło włączyła się ogromna rzesza Polonii. Dzięki temu od maja ubiegłego roku wybudowano trzy skrzydła sierocińca, każde skrzydło liczy ponad 50 metrów. 18 marca wolontariusze organizują imprezę charytatywną na ten cel. Kto może, niech przyjdzie. Jak nie, niech przynajmniej wpłaci. Więcej na stronie: www.nytravelclub.com.pl/category/misje-afrykanskie. Warto.

 

Jeremi Zaborowski