„Mieliśmy w domu bardzo dużo pająków. Były też klatki ze świerszczami, żeby te pająki karmić. Świerszcze hałasowały, może nie tak jak cykady, ale jednak. Pamiętam też motyle, niestety, już na szpilkach” – wspomina Katarzyna Dowbor, której ojciec był znanym entomologiem. „Czasami mama dostawała szału, a wtedy tata wynosił całe to towarzystwo na uczelnię, do swojej pracowni. Trochę czasu mijało, a potem wszystko wracało do stanu poprzedniego” – śmieje się. „Bardzo mi to pomagało w życiu kolonijnym. Jak gdzieś były robale, których wszyscy się brzydzili dotknąć, wołano mnie, żebym złapała i wyniosła. Szacun ogromny” – wspomina Dowbor. „Byłam jedyną dziewczyną, która nie bała się tego zrobić. Do dzisiaj u mnie w domu nie wolno zabić pająka”. Znana prezenterka telewizyjna ma fioła na punkcie zwierząt. Ma dwa psy, dwa koty i dwa konie, w tym klacz staruszkę, którą odziedziczyła po zmarłej przyjaciółce. „Kiedy byłam mała, non stop mieliśmy jakieś zwierzaki, „tymczasowe”, do podleczenia” – wspomina. „Przetrącone koty, psy, ptaki. Przynosiły je do nas dzieciaki z podwórka. Uważały, że jak tata jest biologiem, to umie je wyleczyć. Oczywiście, leczenie kończyło się na tym, że jeździliśmy z tymi biedakami do weterynarza. A potem szukaliśmy im domu” – opowiada. Mała Kasia marzyła o tym, by mieć zwierzaka na stałe. Kiedy dowiedziała się, że w klasie biologicznej na zapleczu są trzy świnki morskie i z jedną z nich jest problem, bo nie daje się brać na ręce i gryzie – zdecydowała z bratem, że ją zaadoptuje. Tylko co zrobić, by rodzice się zgodzili, żeby została w domu? „Podarowaliśmy ją mamie na urodziny” – mówi Dowbor. „Kiedy otworzyła pudełko zaczęła krzyczeć. Świnka była szara, niezbyt puchata, wyglądała jak szczur, brakowało tylko ogona. Na szczęście głos zabrał ojciec i powiedział, że Pyzio – bo tak go nazwaliśmy – zostaje. Co więcej, tata zrobił mu domek ze sklejki. I nagle okazało się, że Pyzio nie dość, że nie jest wcale agresywny, to jeszcze chodzi za nami jak pies” – kontynuuje gwiazda. „Wyprowadzaliśmy go na podwórko, na trawkę, żeby sobie pobiegał, woziliśmy go nawet ze sobą na wakacje, do ośrodka wypoczynkowego. Stawiało się jego domek ze sklejki przed naszym domkiem kempingowym, otwierało się drzwiczki i Pyzio robił, co chciał. Był kochany, nigdy nie uciekł, nigdy się nie zgubił. Przeżył z nami sześć lat. Kiedy umarł, wyprawiliśmy mu pogrzeb pod drzewem na podwórku. Jak zakopywaliśmy Pyzia, po raz pierwszy i ostatni widziałam mojego ojca, jak płacze” – wspomina Kasia Dowbor. I od razu lubimy ją bardziej.

 

 

*

 

Cztery lata temu przeszedł udar. Ledwo go odratowano. Dzisiaj znowu występuje. Krzysztof Globisz. Urodzony w 1957 roku, jeden z najwybitniejszych aktorów średniego pokolenia. Od ponad 35 lat można go oglądać na deskach Starego Teatru w Krakowie. Wykłada. Gra w filmach i serialach. Jednym z jego ulubionych słów jest „afazja”. „Na czym to zjawisko polega? Mniej i wolniej mówię. I może dobrze. Fascynuje mnie to w pewien sposób. Ta ułomność mowy, to bezmowie jest ciekawe” – tłumaczy. „Uczę się siebie jeszcze raz, na nowo. Dziś naprawdę jestem spełnionym optymistą”. Globisz szybko wrócił do zawodu. „Muszę i chcę pracować. Gdzie mam być? To jest mój świat. I to się nie zmieni” – deklaruje. Na pytanie, czy ma świadomość, że dla wielu jest wzorem determinacji, mistrzem, który się nie poddał, odpowiada: „Nie wiem. Nie lubię się mistrzyć. Gram. Inaczej nie umiem. To też jest wspaniała forma rehabilitacji”. W przyszłość patrzy z nadzieją. Bez lęku. Co planuje? „Trzy razy schudnąć” – śmieje się. „Zaakceptowałem chorobę. Przyjąłem. Nie chodzi o to, że się nie poddałem, bo to w innym miejscu jest… Chodzi o to, że ja się nie poddam. Poważnie – tak wesoło w moim życiu jeszcze nie było. Afazja jest wspaniała. Poznaję się i wiele mnie zaskakuje. Jestem tu. Nie gdzieś tam – daleko. Ale tu” – mówi Krzysztof Globisz. Oby był z nami jak najdłużej.

 

 

*

 

Pamiętacie Majkę Jeżowską? To ona śpiewała „A ja wolę moją mamę” i „hulali po polu i pili kakao”. Była gwiazdą piosenki dziecięcej i – jak się wydaje – ta etykietka zaczęła ją bardzo uwierać. 57 – letnia gwiazda opowiedziała o sesji zdjęciowej, którą zorganizowała specjalnie dla niej koleżanka po fachu. „Pierwsza sesja, którą naprawdę polubiłam, była ta, którą zrobiła dla mnie Justyna Steczkowska. Bez kolorowych sukienek i bez etykietki gwiazdy dla dzieci. Pokazała mnie inaczej niż wszyscy – jako kobietę dojrzałą, świadomą swojej kobiecości, seksapilu i wdzięku” – mówi Majka. „Na tych zdjęciach od razu widać, że lubię siebie, lubię mężczyzn, lubię czułość i seks” – zapewnia. W rozmowie Jeżowska przyznała, że zdecydowanie woli młodszych mężczyzn, bo potrafią okazywać kobiecie zainteresowanie. „Wcześniej byłam żoną, matką, zapracowaną osobą. Od 20. roku życia w związkach! Zawsze chciałam należeć do mężczyzny, a zakochana kobieta nie podejmuje decyzji dla siebie. Teraz mam czas i mogę wszystko” – odgraża się w tabloidzie. I pewnie nuci pod nosem „od rana mam dobry humor” …

 

 

*

 

Hugh Grant przez dekady był uważany za jednego z najprzystojniejszych i najbardziej czarujących aktorów. Brytyjski gwiazdor komedii romantycznych w życiu prywatnym był równie zagubiony, co bohaterowie, których odgrywał na ekranie. Dość długo był związany z Elizabeth Hurley, modelką, która wybaczyła mu nawet seks oralny z prostytutką w miejscu publicznym, za co aktor został aresztowany. Jednak w 2000 roku doszło do rozstania. Od tej pory Hugh nie związał się z nikim na stałe. Ale… nie przeszkodziło mu to w założeniu rodziny. Brytyjczyk jest już ojcem pięciorga dzieci. Dwójkę urodziła mu recepcjonistka Tinglan Hong, potem związał się z Anną Eberstein, która po kilku latach awansowała z roli kochanki na pełnoprawną partnerkę i urodziła mu jeszcze dwoje dzieci. Ostatnie przyszło na świat w styczniu, o czym poinformowała… jego była partnerka Elizabeth Hurley: „Cieszę się, że przez 31 lata naszej przyjaźni on wciąż jest moim przyjacielem na całego. Jest naprawdę świetnym facetem. Często się z nim widuję, dużo rozmawiamy. Wiem, że teraz jest ojcem pięciorga dzieci. Jest świetnym ojcem” – powiedziała podczas promocji swojego nowego programu. „Jest czarującym ojcem. Dzieci zmieniły go z bardzo nieszczęśliwego człowieka w umiarkowanie nieszczęśliwego człowieka” – żartowała. Międzynarodową sławę przyniosła Grantowi rola w filmie „Cztery wesela i pogrzeb”. Dzisiaj musiałby nakręcić drugą część: „Pięcioro dzieci i żadnego ślubu”. Byłaby to komedia. Z angielskim poczuciem humoru, rzecz jasna.

 

Weronika Kwiatkowska