Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępion, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. 
(J 3,14-19)
Maria uważała, że Bóg poskąpił jej urody. Kiedy przeglądała magazyny mody, to czuła się jak osoba z innego, obcego świata. Unikała lustra, bo nie mogła patrzeć na swoją twarz pokrytą trądzikowymi bliznami, na krzywy nos. Niski wzrost, nadmierna chudość także wpędzały ją w kompleksy. Najbardziej męczyło ją przekonanie, że żaden mężczyzna nie jest w stanie jej pokochać. Jednak powoli coś zaczęło się zmieniać, gdy spotkała Mariana, który lubił z nią przebywać, rozmawiać. Zapraszał ją do restauracji i na wypady poza miasto. Nie dowierzała jednak, że to może być miłość, że Marian się w niej zakochał. Nie wiedziała, że urzekła go uroczym uśmiechem, który rozjaśniał całą jej twarz, ciepłym, kobiecym głosem, który dawał poczucie spokoju i napawał otuchą. Tego wcześniej nie widział w żadnej innej kobiecie. Maria drżała ze wzruszenia, gdy Marian ją przytulał, całował, niedowierzając, że jest to możliwe, prawdziwe. Gdy jednak ich związek coraz bardziej się umacniał, coraz bardziej wiązał ze sobą, Maria zaczęła myśleć, że może wcale nie jest taka brzydka.
Po roku wiedzieli już, że są stworzeni dla siebie, chociaż musieli wiele pracować nad swoim związkiem. Maria była wykształcona, inteligentna, oczytana, a Marian, bywało, że za nią nie nadążał. Myślał czasami, że nie ma jej za wiele do zaoferowania. Ona myślała inaczej, zauważyła i doceniła w swoim wybranku serca co innego. Ujęło ją jego poczucie humoru, pokora, bogactwo duchowe, umiejętność uważnego słuchania, gotowość bezwarunkowego wspierania. Widziała jego otwartość i serdeczność w kontaktach z rodziną i przyjaciółmi, szczególnie z młodszym rodzeństwem. Takiej uczciwości i zdrowego rozsądku nie znalazła u mężczyzn wcześniej spotkanych. Maria wiedziała, że Marian ma tak wiele jej do zaoferowania, jak żaden inny mężczyzna. Powiedziała mu o tym, a to rozwiało wszelkie wątpliwości Mariana co do własnych niedostatków. Gdy zdobył się na odwagę i oświadczył się, Maria poczuła się najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Przez pryzmat powyższej historii spójrzmy na czytania biblijne z dzisiejszej niedzieli, które ukazują prawdziwe oblicze Boga i człowieka. Faryzeusz Nikodem przyszedł do Jezusa, aby szukać światła na drodze poszukiwania pełnej prawdy o Bogu. Przyszedł z całym bagażem tradycji faryzejskiej, o której Jezus wcześniej powiedział: „Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”. Ta tradycja zawarta była w licznych nakazach i zakazach, z których wyłaniał się inny obraz Boga, niż go przedstawiał Jezus Chrystus.
Jezus objawia Nikodemowi Boga, który wzywa do przemiany i odnowy życia, aby człowiek nie zatracił się na wieczność. Bóg jest sprawiedliwy, ale nie poniża nas i nie dręczy, lecz pragnie odnowy i życia. Bóg nie szuka naszej kary, lecz naszego uzdrowienia i pojednania z Nim i między sobą nawzajem. Bóg objawia się nie jako Bóg potępienia i zniszczenia, lecz jako Bóg przebaczenia, miłosierdzia i współczucia. Przez pryzmat takiego obrazu Boga odnajdujemy nasz własny obraz.
Miłość Boża nas stworzyła, to ona decyduje o naszej wartości; jesteśmy czymś więcej niż powierzchowny wygląd i zasobność naszej kieszeni, pozycja społeczna, czy nawet nasza inteligencja. W świetle Chrystusa odkrywamy, że jesteśmy dziećmi Bożymi. O naszej wartości decyduje miłość, która wypełnia nasze serca, a jest to miłość zrodzona z miłości samego Boga, który umarł za nas na krzyżu. W tym świetle odkrywamy dobro i własną wartość, których często inni i my sami nie dostrzegamy. A to staje się źródłem radości i wdzięczności za dobro jakie Bóg wnosi w nasze życie. Jezus wyjaśnia Nikodemowi, że Bóg stworzył nas jako przedłużenie samego Siebie. Od momentu naszego stworzenia Jego życie i miłość są istotną częścią naszego życia. Ogarnięci Duchem Jego sprawiedliwości i miłosierdzia, mamy na nowo stwarzać świat pełen współczucia, pokoju i miłości, które przemieniają nasze życie i życie bliźnich. Św. Paweł w Liście do Efezjan ujmuje tę prawdę tymi słowami: „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia – łaską bowiem jesteście zbawieni – razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przeogromne bogactwo swej łaski okazać przez dobroć względem nas, w Chrystusie Jezusie. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”.
Jezus wyjaśnia Nikodemowi tę prawdę w słowach: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. Gdy Naród Wybrany buntował się przeciw Bogu, Ten zesłał karę opamiętania – jadowite węże. Nie odwrócił jednak od nich Swojego Miłosierdzia. Kazał Mojżeszowi sporządzić miedzianego węża i umieścić na palu. Ukoszony, spoglądając na miedzianego węża ratował swoje życie. Miedziany wąż jest zapowiedzią Chrystusa. Spoglądając z wiarą na krzyż Chrystusa zyskujemy odpuszczenie grzechów i życie wieczne.
Kilka dni temu, z grupą podróżników z Nowojorskiego Klubu Podróżnika wróciłem z Wietnamu. Naszym przewodnikiem był syn pilota z czasów wojny wietnamskiej, w której brali udział Amerykanie. W czasie tego wyjazdu mieliśmy także okazję zwiedzania niesamowitej sieci tuneli partyzantów wietnamskich w dżungli. W takiej dżungli łatwo można się zgubić w dzień, nie mówiąc już o nocy. Przewodnik przytoczył radę ojca, na wypadek zagubienia się nocą w dżungli. Otóż powinien znaleźć najwyższe drzewo i wspiąć się na nie. Wspinaczka jest trudna, ale konieczna, aby z wierzchołka drzewa zobaczyć gwiazdę północną i zorientować się, gdzie jesteśmy i w jakim kierunku wyruszyć, aby trafić do celu.
Nasze spojrzenie na krzyż jest zaproszeniem do wspinaczki, podążaniem za tym krzyżem. Ta „wspinaczka” bywa nieraz trudna. Chrystus mówi: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”.
Pójście za krzyżem Chrystusa prowadzi nas do odkrycia właściwego kierunku naszego ziemskiego pielgrzymowania oraz ukazuje prawdziwy obraz Boga i człowieka. Święty Jan Paweł II powiedział: „Jeżeli Krzyż zostaje przyjęty, przynosi zbawienie i pokój. Bez Boga Krzyż nas przygniata; z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie. Weź Krzyż! przyjmij go, nie pozwól, aby przygniotły cię wydarzenia, ale z Chrystusem zwyciężaj zło i śmierć! Jeżeli z Ewangelii Krzyża uczynisz program swojego życia, jeżeli pójdziesz za Chrystusem aż na Krzyż, w pełni odnajdziesz samego siebie!”
ks. Ryszard Koper