Szwendam się i szwendam. To tu, to tam. Na Manhattanie, na Brooklynie, na Quensie, czasem też na Bronksie. A to idę na Brooklyn Heights, a to na Washington Heights, a to na East Village. Po mostach i pod mostami, przy brzegach i na nabrzeżach. Po dawnych portach i magazynowych zakamarkach. Szwendanie się to jedna z moich ulubionych czynności. Nie tylko w Nowym Jorku, także w Bostonie, Filadelfii, Waszyngtonie i San Francisco. Onegdaj przeszedłem w Los Angeles wzgórzami ciągnącymi się od Hollywood aż do Oceanu Spokojnego. I jeszcze miałem siłę, żeby w nim popływać! Szwendam się również w Europie wszędzie, gdzie się znajdę i rzecz jasna w Polsce. Tu szwendam się godzinami, kiedy tylko mogę. Niekiedy pokonuję kilkanaście kilometrów dziennie. W Warszawie i Krakowie mam swoje ulubione trasy, m. in. na Żoliborzu i na Salwatorze. W Trójmieście tradycyjnie idę brzegiem Zatoki Gdańskiej od Jelitkowa przez Sopot i Orłowo aż do Gdyni. W Szczecinie od Wałów Chrobrego do Jasnych Błoń, we Wrocławiu od Dworca Nadodrze do końca Krzyków lub od Rynku Głównego przez zabytkowe wyspy, plac Grunwaldzki na Sępolno i Biskupin. Bywa, że zachodzę na Karłowice. W Lublinie rytualnie przechodzę od grobu mojego dziadka Juliana na cmentarzu przy ulicy Unickiej, przez Lubartowską, Krakowskie Przedmieście aż do końca Alei Racławickich. Zapuszczam się także na Wieniawę i na Podzamcze. Zaglądam do Teatru im. Osterwy i do Biblioteki im. Henryka Łopacińskiego, które to placówki tenże dziadek Julian dofinansowywał w latach trzydziestych ub. wieku. W tejże Bibliotece moja mama poznała kapitana Józefa Milerta, który zakochał się w niej na zabój. Niestety zginął w 1944 roku jako dowódca AK w okręgu włodawsko-chełmskim. Mam w archiwum jego piękne listy, jakie pisał do mamy. Szukam śladów po nim w różnych dokumentach. Latem zamierzam odnaleźć jego grób. Zapewne przy sposobności poszwendam się również po Pojezierzu Włodawskim i Lasach Parczewskich. Nigdy tam nie byłem. Dzisiaj szwendam się coraz częściej po naszym Greenpoincie, zwanym też Drinkpointem, lub Dreampointem. Niegdyś nie lubiłem tej dzielnicy, teraz odkrywam tu sporo ciekawych miejsc. A to ładną uliczkę, a to ładną kamieniczkę, a to ciekawy detal architekto-niczny lub werandę. Mam też tutaj swoje ulubione drzewa, nie wyłączając tych najoryginalniejszych, które rosną w Klubie Seniora „Amber”, prowadzonego wspaniale przez Janusza Skowrona. Z przyjemnością zaglądam także do kościółka świętego Damiana przy wlocie Nord 15 Street do Nassau Avenue. Był czas, kiedy mogłem w nim uścisnąć dłoń wyrzeźbionego Chrystusa naturalnej wielkości, który czekał na wiernych przy wejściu. Jak przystało na prawdziwego wolnomyśliciela, zawsze było to dla mnie silnym przeżyciem. Wcześniej, w snach Chrystus jechał ku mnie na osiołku lub czekał na morskiej wodzie. A kiedy się doń zbliżaem, idąc po falach, oddalał się nieco się i znów mnie przywoływał kiwając ręką. Tu, w tymże kościółku mogłem w końcu tę rekę wziąć w swoje dłonie.

 

$

 

Nie możemy Cię zaprosić, bo jesteś zbyt mało prawicowy – dają mi do zrozumienia niektórzy znajomi PiSowcy, traktujący samych siebie jako depozytariuszy prawdziwej polskości i uosobienie najprawdziwszego patriotyzmu. Nie pasujesz do nas, bo jesteś zbyt PiSowski i prawicowy – słyszę niekiedy od lewicowców z postępowych uczelni i z okolic „Gazety Wybiórczej” oraz „Polityki”. Kiedyś owe niezaproszenia trochę mnie bolały, dzisiaj już nie. Znam osoby, które lubują się w takich układankach towarzysko-środowiskowo-sekciarskich, na dnie których jest rozkoszne wykluczanie. Ochoczo podarowywuję im swoją nieobecność. Również i tym, którzy mnie nie doceniają. Narzekać jednak nie mam prawa, bo zaproszeń otrzymuję bardzo wiele i często nie mogę być tam, gdzie jestem oczekiwany, za co przepraszam. Z okazji niedawnych Walentynek otrzymałem dwa wzruszajace listy miłosne. I jak tu się nie cieszyć życiem?!

 

$

 

Odwiedził mnie Krzysztof Ziemiec, znany i przez wielu lubiany prezenter pierwszego programu polskiej telewizji. Tematów mieliśmy tyle, że siedzielismy przy ojczystych wódecznościch do białego rana. Nie obraził się, kiedy mówiłem, iż niektórzy postrzegają go teraz jako jedną z twarzy TVPiS. Przyznał jednak, że bolą go polityczne zaszufladkowania. Ujmowała mnie jego skromność, pokora wobec zawodu, głęboki stosunek do elementarnych spraw, wiara i kultura osobista. Życie ma tak ciekawe, zarówno zawodowe, jak i prywatne, że namawiałem go na prowadzenie dziennika. Z dobrym skutkiem, jak wynika z jego listu, który przysłał mi z Warszawy. Chętnie zajrzę przy pierwszej sposobności do jego zapisków.

 

$

 

Pięćdziesiąta rocznica Wydarzeń Marcowych to także i moje swięto. Brałem w nich udział aż do końca. Udawało mi się uciec przed pobiciem przez milicję i ZOMO. Pamiętam strach kolegów m.in. z Historii i Psychologii przed relegowaniem z uczelni. Pamiętam strach ich i moich rodziców. Pamiętam straszne kłamstwa w mediach. Pamiętam też napiętnowanie Żydów, którzy znów „okazali się” za wszystko odpowiedzialni. Pamiętam Żydów, dla których przymusowe opuszczenie Polski było wtedy wielkim dramatem, ale także i tych, dla których było wyrwaniem się z komunizmu i szansą na lepsze życie na Zachodzie. Większości z nich się tam powiodło.

 

$

 

Lubię poznawać tajemnice zakonów i klasztorów. Znam już ich sporo, nie tylko z lektury, ale i podpytywań samych braci i sióstr. Niektórzy wzbraniają się o nich mówić, ale jakoś tak prowadzę rozmowy, żeby wydobyć to, co mnie interesuje. Onegdaj byłem w bliskich relacjach z jednym z asystentów prymasa Glempa, od którego dowiedzialem się wielu bardzo interesujących rzeczy. Ale spoko, nie zdradzę ich. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Obecnie zgłębiam tajemnice Zakonu Kawalerów Maltańskich. I zgłębię je dogłębnie. Także na Malcie. Dyskrecja zapewniona.

 

$

Masoni? Ależ tak! Oni nadal mnie interesują. I to bardzo. Tylu wśród nich wielkich ludzi i wielkich patriotów! Niestety moja spora biblioteka masońska padła w Warszawie łupem złodzieja. Najcenniejsze zaś tomy pożyczył wcześniej Stefan Korejwo – działacz podziemny słupskiej Solidarności. Tak się w nie wciągnął, że przepadł bez wieści. Może masoni gdzieś go ukryli wraz z tymiż księgami. Kto wie…

 

$

 

Nie występuję przeciwko żadnej religii i żadnemu kościołowi. Nie należę do żadnej partii ani do żadnej sekty. Staram się utrzymywać swój umysł w stanie jak największej niezależności niemal od wszystkiego. Z życiowych maksym powtarzam sobie najczęściej – „nic nie jest takie, jakie się wydaje” i kartezjańskie – „wątpię, więc jestem”. Na religijne ostentacje oraz sojusze tronu z ołtarzem spoglądam z największym zdumieniem. Snadź za małą mam głowę.

 

$

 

Julian Tuwim – „Dla oszczędności zgaście światło wiekuiste, gdyby miało mi kiedyś zaświecić”.

 

Andrzej Józef Dąbrowski