W oświadczeniu oprócz obietnicy pozbycia się broni nuklearnej czytamy również, że Korea Północna gotowa jest wstrzymać wszelkie próby atomowe na czas rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. Kim Dzong Un wyraził gotowość szczerego dialogu i normalizacji stosunków z USA. Broń nuklearna nie będzie Korei Północnej potrzebna jeśli „wyeliminowane zostanie” militarne zagrożenie wobec tego kraju i jeśli otrzyma on od USA gwarancje bezpieczeństwa – stwierdza oświadczenie. Oprócz tego przedstawiciele obu Korei uzgodnili, że w niedalekiej przyszłości odbędzie się spotkanie przywódców obu państw poświęcone sporom dotyczącym przebiegu wspólnej granicy, uruchomione zostanie również stałe połączenie telefoniczne bezpośrednio łączące obu liderów.

 

Zaskakujące oświadczenie zrobiło wrażenie nawet na prezydencie Trumpie, który dotąd powtarzał, że rozmowy z Kim Dzong Unem nie mają sensu i groził zmiecieniem Korei Północnej z powierzchni ziemi.

„Po raz pierwszy od wielu lat, pojawiła się poważna propozycja. Świat patrzy i czeka. Być może nadzieje się nie spełnią, ale tak czy inaczej USA są gotowe na mocny ruch w każdą ze stron” – napisał na Twitterze prezydent.

Według wysłanników Korei Południowej, którzy bezpośrednio rozmawiali z Kim Dzong Unem, okazał się on wyjątkowo otwarty na dialog. Nie robił problemu nawet z ćwiczeń wojskowych, które USA i Korea Południowa mają w kwietniu przeprowadzić w regionie. „Kim powiedział, że rozumie powody, dla których ćwiczenia przesunięte w czasie z powodu zimowej olimpiady muszą się odbyć” – powiedział Chung Eui Yong, jeden z koreańskich wysłanników, który wkrótce ma pojawić się w Waszyngtonie by osobiście zdać sprawozdanie Donaldowi Trumpowi z przeprowadzonych rozmów. Chung ma również przekazać prezydentowi USA osobistą wiadomość od Kim Dzong Una, której treści na razie nie ujawniono.

Rozmowy z Koreą Północną o zakończeniu jej programu nuklearnego toczyły się już wielokrotnie w przeszłości. Nigdy jednak nie doprowadziły do żadnego przełomu. Przeciwnie komunistyczna Korea za każdym razem posuwała swój program naprzód.

„Oni używają negocjacji tylko po to by zyskać na czasie” – charakteryzuje postawę Korei Północnej Christopher Hill, który prowadził rozmowy z tym krajem za administracji George’a W. Busha.

Najbardziej zaawansowane negocjacje toczyły się w latach 90-tych kiedy prezydentem był Bill Clinton. Uzgodniono wówczas, że Korea Północna wstrzyma budowę dwóch reaktorów atomowych, które według podejrzeń USA miały produkować paliwo nuklearne, w zamian za co Ameryka miała dostarczyć Korei inne reaktory, niezdolne do produkcji wzbogaconego uranu. Umowa nigdy jednak nie została zrealizowana. Okazało się bowiem, że Koreańczycy po cichu kupili urządzenia do wzbogacania uranu od Abdula Qadeera Khana, „ojca” pakistańskiej bomby atomowej. Korea Północna po zerwaniu negocjacji wycofała się też z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej.

Clinton próbował wznowić rozmowy pod koniec swoich rządów kiedy komunistyczna Korea rozpoczęła testy rakiet balistycznych. Do Pjongjangu (dawniej Phenian) udała się nawet ówczesna sekretarz stanu USA Madeleine Albright. Nie udało się jednak wynegocjować żadnego porozumienia zanim prezydentem został George W. Bush. Za jego administracji do rozmów z Koreą dołączyły Chiny, Rosja i Japonia. Negocjacje trwały kilka lat, ale też zakończyły się niczym w momencie kiedy negocjatorzy doszli do wniosku, że nie sposób zweryfikować obietnicy wycofania się przez Koreę z programu nuklearnego. Również Barackowi Obamie nie udało się doprowadzić do porozumienia. Korea zgodziła się wówczas na wpuszczenie inspektorów, którzy mieli sprawdzić wstrzymanie prac w jednym z jej reaktorów atomowych. Zanim jednak do tego doszło kraj ten zapowiedział wystrzelenie militarnego satelity w efekcie doprowadzając do zerwania porozumienia. Biorąc pod uwagę to wszystko nadzieje na nową ugodę tym razem również nie powinny być zbyt wielkie. USA nie mogą jednak całkiem zignorować propozycji Kim Dzong Una. Zawsze jest przecież szansa, że tym razem się uda.

 

Tomasz Bagnowski