Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!” Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”.
J 2, 13 – 17

 

Ukryci i jawni wrogowie zarzucają czasami Kościołowi posiadanie zbyt wielkich bogactw, a przecież kościół ma zajmować nie bogactwami, ale sprawami duchowymi i dbać o zbawienie dusz. W swojej fałszywej gorliwości o dobro Kościoła niektórzy z nich radzą sprzedać wszelkie kosztowności, dzieła sztuki, złote kielichy, rzeźby itd. i pieniądze rozdać ubogim. Piękna idea, ale z różnych powodów, nie do końca słuszna. Z pewnością potrzebna jest tutaj roztropność w odnalezieniu złotego środka w wyważeniu między tym co duchowe a materialne.

Nie jestem w stanie rozsądzić i wskazać innym, gdzie jest ten złoty środek, łatwiej mi, w ocenianiu samego siebie. A szukając tego środka trzeba pamiętać, że taki zarzut postawiono dużo wcześniej także samemu Chrystusowi. W Betanii, w domu Szymona Trędowatego, podeszła do Jezusa kobieta z alabastrowym flakonikiem drogiego olejku i namaściła Jego głowę. Widząc to, niektórzy oburzali się tym marnotrawstwem: „A jeden z Jego uczniów, Judasz Iskariota, który miał Go wydać, mówi: Czemu nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? A powiedział to nie dlatego, że troszczył się o ubogich, ale dlatego, że był złodziejem i mając trzos, podkradał z tego, co doń wkładano.” Na co Jezus im odpowiedział: „Czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Dobry uczynek spełniła względem Mnie. Albowiem zawsze ubogich macie u siebie, lecz Mnie nie zawsze macie. Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła”. Msza Święta jest uobecnieniem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jeśli ktoś ufunduje piękny i bogaty ołtarz do sprawowania Ofiary Chrystusa i usłyszy zarzut, że lepiej to przeznaczyć na ubogich, to zapewne Chrystus by powiedział: „Czemu sprawiacie przykrość ofiarodawcy”.

 

Fałszywi naprawiacze Kościoła idą dalej i jak policja drogowa przechwytują ekskluzywne Maybachy, rzekomo należące do ludzi kościoła. Jeśli by tak było, to nie tylko Chrystus, ale oni sami kręcą bicz na siebie. Osobiście nie spotkałem sługi kościoła, który by jeździł takim luksusowym autem. Ale również i w tej sferze nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie kończy się konieczność a zaczyna luksus, w przeciwieństwie do tych, którym bardzo łatwo przychodzi osądzanie innych. Inne sceny, bliższe dzisiejszej Ewangelii budzą nieraz wiele emocji. Kiedyś spotkałem osobę zgorszoną tym, że w przedsionku świątyni sprzedawano książki i prasę katolicką. Sugerowała ona, że Chrystus powinien przepędzić ich jak ewangelicznych przekupniów ze świątyni. Tu też trudno rozsądzić, bo trzeba by głęboko zajrzeć do ludzkiego serca i zobaczyć co jest główną intencją sprzedającego – chęć zysku czy pragnienie głoszenia słowa Bożego. Nawet ogłaszanie zbiórki na remont kościoła, niektórzy postrzegają w perspektywie Chrystusa kręcącego bicz. I tu też jest trudno o ocenę, bo tak do końca nie wiemy, czy zbiórka nie osłabia duchowo wspólnoty, i czy brak środków materialnych jeszcze bardzie jej nie osłabi. Nawet akcje charytatywne w imię dobra bliźniego mające miejsce w obrębie kościoła mogą stanąć pod pręgierzem Chrystusowego bicza. Zrozumiałe jest nagłośnienie przed imprezą charytatywną. To jest potrzebne, aby zgromadzić ludzi. Ale późniejsze usilne zabieganie, aby o tym napisano w gazecie dużymi literami, umieszczano fotografie sugeruje nieczystość intencji. Bardziej chodzi o pokazanie się, niż dobro tej akcji. Nie jest takie szkodliwe, jeśli człowiek zaspakajając własne ego przy okazji zrobi coś dobrego dla bliźniego. Tu też nie jestem pewien czy Chrystus kręci bicz. Jestem zaś pewien, że Chrystus spoglądając na poniższą historię, która ma kontekst materialny nie tylko odkłada bicz, ale jeszcze uśmiecha i błogosławi.

 

Ania i Marcin, rodzice trójki dzieci prosili mnie, abym tej historii nie opisywał, bo chcą pozostać anonimowi – wiedzą, że ludzie potrafią być o to zazdrośni i uprzykrzać życie. Ja zaś prosiłem, aby się na to zgodzili, bo jest to przykład pięknego świadectwa wiary i szlachetności ludzkich serc. Oboje zaangażowali się całym sercem w budowę sierocińca dla głodujących sierot w Afryce, hojnie wspierają to dzieło, mimo, że mają na utrzymaniu trójkę własnych dzieci. Ania pisze: „W cudowny sposób Bóg działa w naszym życiu, to powinno być opowiedziane innym, ale nie chcielibyśmy, aby sąsiedzi dowiedzieli się, że to chodzi o nas. Jesteśmy rodzicami trójki cudownych dzieci, nasze trzecie dziecko jest niespodzianką, darem Bożym. Po wielu latach, kiedy już wyszliśmy na prostą drogę pod względem finansowym mieliśmy dwójkę podchowanych dzieci. Córka miała dziesięć lat a syn siedem. Aż tu nagle dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami trzeciego dziecka. Początkowe zaskoczenie i lęk przemienił się w głęboką wiarę, że Bóg dał nam więcej niż prosiliśmy i nie poskąpi nam swojej łaski. Doświadczyliśmy prawdziwości powiedzenia, które usłyszeliśmy w czasie wywiadu z ust skoczka Kamila Stocha: „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszytko jest na swoim miejscu”.

 

Od kiedy zetknęłam się z misją siostry Rut w Tanzanii i śledzę jej działalność na stronie Nowojorskiego Klubu Podróżnika i na profilu facebookowym Wspólnoty Dobrego Samarytanina staram się w miarę naszych możliwości wspierać to dzieło ze świadomością, że przez to niejedno osierocone dziecko uniknie śmierci głodowej. I tak nieraz myślałam sobie, gdybym wygrała jakieś pieniądze na loterii, to bym je przeznaczyła na sierociniec siostry Rut. Ale rodziły się także pytania, czy to nie jest kuszenie Pana Boga albo czy wystarczyłoby mi sił, aby przezwyciężyć pokusę posiadania i oddać całą sumę na sierociniec. Taka bitwa myśli. A Zły nie próżnował, tylko wzniecał w duszy chciwość, skąpstwo, samolubstwo, chytrość. Ostatecznie pomyślałam: Jeśli Bóg da mi wygrać, to wszystko oddam na misje siostry Rut, bo od Boga otrzymałam tak wiele i codziennie doznajemy od Niego wielu cudów. Jednak gdzieś tam na dnie duszy drzemało pytanie, co będę czuła kiedy rzeczywiscie wygram. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź.

Kiedy odprowadzałam najmłodszego syna Mateuszka do szkoły, nauczycielka powiedziała: ‘Poczekaj mam coś dla ciebie”. Weszła do kancelarii i wróciła z czekiem w ręku, mówiąc: „Gratuluję, wygrałaś czwartą nagrodę w Super Raffle 2017. Masz czek na 2000 dolarów”. Losowanie obyło się w czasie jasełek, w których miał brać udział Mateusz, jednak z powodu choroby musiał zostać w domu. Podziękowałam i z wielką radością pobiegłam do pracy. Cieszyłam się, że będę mogła wspomóc misję siostry Rut. Byłam pewna, że cała suma należy do niej. Ale w pewnym momencie zrodziła się wątpliwość czy mąż się na to zgodzi. Może by wygraną przed mężem zataić? Ostatecznie powiedziałam mężowi, że wygraliśmy. Mąż powiedział bez wahania – „wszystko oddamy siostrze Rut”. A ja głupia, pozwoliłam Złemu manipulować moimi myślami, wiedząc doskonale że mąż podziela moje zdanie w stu procentach.

Dalszy ciąg szczęśliwych wydarzeń dokonał się miesiąc później z udziałem męża, który w zakładach bukmacherskich w Super Bowl wygrał 3,500 dolarów. Tak jak wcześniej postanowili Ania i Marcin całą sumę przekazali na sierociniec.

 

ks. Ryszard Koper