Tak się złożyło, że antypolska nagonka związana z nowelizacją ustawy o IPN rozpoczęła się kilka tygodni przed nadchodzącą 50-rocznicą wydarzeń marcowych 1968 r. W prasie krajowej zaczęły pojawiać się wypowiedzi różnych „odważnych” osób, które próbują porównać emigrację marcową sprzed 50-ciu laty do Zagłady z okresu ostatniej wojny.

 

Jeden z „odważnych” to reżyser teatralny Michał Zadara, który w wieku 3 lat wyjechał z rodzicami z Polski i wrócił do kraju jako 24-letni mężczyzna. Na rocznicę Marca „68 wyreżyserował w warszawskim Teatrze Powszechnym spektakl „Sprawiedliwość”, który obarcza Polaków winą za exodus 1968 roku.

Zadara udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej” (Weekend, 23. II) w którym otwarcie stwierdza, że w 1968 r. doszło w Polsce do zbrodni przeciwko ludzkości (?!). Reżyser urodził się 8 lat po wydarzeniach marcowych, tak więc zna je tylko z książek i opowiadań. Mówi jednak na ten temat niezwykle autorytatywnie: „Razem ze współpracującymi ze mną przy spektaklu prawnikami i historykami stawiam tezę, że w 1968 roku doszło w Polsce do wypędzenia. Zostały wtedy wypełnione wszystkie kryteria tego czynu opisane w międzynarodowej normie prawnej.”

Na pytanie, czy władza użyła wtedy przemocy fizycznej przeciw Żydom Zadara odpowiada, że przemoc użyto przeciw studentom ale to wystarczyło by dać do zrozumienia osobom narodowości żydowskiej, że „jeszcze może się coś stać”. Reżyser dodaje: „Ofiary obawiały się, że jeżeli nie wyjadą to będą poddane przemocy podobnej do nazistowskiej.”

 

*

Kampania antysemicka w marcu 1968 r. została rozpętana przez tzw. frakcję moczarowską PZPR. Jej nieformalnym przywódcą był gen. Mieczysław Moczar, ówczesny minister spraw wewnętrznych. Bazą moczarowców byli kombatanci komunistycznego ruchu oporu z okresu okupacji określani często jako „partyzanci”. Znajdowali oni poparcie wśród niektórych młodych działaczy partyjnych i rządowych, chciwych na szybkie awanse i kariery. Sympatyzowali również z nimi nacjonalistycznie nastawieni przywódcy „katolickiego” PAX-u.

Moczarowcy posiadali duże wpływy w mediach. Już w połowie marca dziennikarze-propagandziści zaczęli tropić „syjonistów” i demaskować ich „knowania”. Podawano np. nazwiska pochodzenia żydowskiego osób, które swojego czasu zmieniły je na polskie. Za cichym pozwoleniem najwyższych władz zaczęto usuwać „syjonistów” z pracy. Była wśród nich spora liczba wyższych urzędników administracji państwowej, profesorów uczelni, naukowców, artystów, literatów oraz dziennikarzy. Olbrzymia większość tych osób zdecydowała się na emigrację. Ocenia się, że w latach 1968-70 wyjechało w ten sposób z Polski ponad 12 tys. ludzi. Była w tej grupie pewna liczba nie-żydowskich współmałżonków tych osób.

Antysemicka nagonka i represje w stosunku do Polaków żydowskiego pochodzenia były rzeczą haniebną. Działania te zaszkodziły w dużym stopniu opinii o Polsce w wielu krajach. Najbardziej przykre było to dla wyjeżdżających, którzy w większości czuli się Polakami. Przed wyjazdem wydawano im „dokument podróży” stwierdzający, że jego posiadacz nie jest obywatelem polskim. Praktycznie była to podróż w jedną stronę. Emigracja w tych warunkach była bolesna, ale pozwalała na rozpoczęcie nowego, często lepszego życia w Szwecji, Danii, Kanadzie lub w innych krajach. W tym sensie opinie osób typu p. Zadara o ludobójstwie i deportacji w roku 1968 są zwykłym kłamstwem.

Byłoby grubą przesadą twierdzić, że emigrantów marcowych zmuszano do wyjazdu. Powodem do opuszczenia kraju była zwykle utrata miejsca pracy. Nie wszyscy wyjechali. Niektórzy zdecydowali się zostać biorąc gorsze, dużo mniej płatne posady, żyjąc z prac zleconych, itp.

Jak wiadomo Polska w roku 1968 nie była suwerennym krajem. Kampania antysemicka została zorganizowana przez stosunkowo wąską grupę działaczy sprawującej dyktatorską władzę partii komunistycznej. Polacy jako naród nie mogą być odpowiedzialni za te działania. Wyrzucanie z pracy było jedną z form represji w PRL-u, czego doświadczyły tysiące osób w okresie 45 lat istnienia władzy „ludowej”. Emigranci „68 byli ofiarami systemu komunistycznego tak samo jak byli nimi represjonowani w okresie terroru stalinowskiego. Ci ostatni nie mieli możliwości wyjazdu. Niektórych stracono. Wielu zmarło w więzieniach i obozach pracy.

Wojciech Roszkowski w „Najnowszej Historii Polski” pisał: „Komuniści próbowali zmobilizować w marcu 1968 r. najciemniejsze siły drzemiące w każdym społeczeństwie – szowinizm, rasizm i ksenofobię – by rozegrać swoje porachunki oraz przesłonić rzeczywiste przyczyny permanentnego kryzysu społecznego w PRL (…). Nie licząc sporej części aparatu partyjnego i mas członkowskich PZPR, a także proreżimowych katolików z PAX-u, próby te na ogół zawiodły”.

Należy pamiętać, że antysemicka nagonka była tylko częścią wydarzeń marcowych. Marzec „68 był ponad wszystko spontanicznym buntem młodzieży przeciw represjom i tłumieniu wolności słowa. Emigracja nie była najgorszym rodzajem tych represji. Setki studentów – uczestników rewolty marcowej – zostało wyrzuconych ze studiów, wielu znalazło się w więzieniach, niektórych wcielono do wojska.

Komunistyczna dyktatura w PRL była tak samo represyjna dla każdego, kto się z nią nie zgadzał lub prowadził działalność opozycyjną. Jej ofiarami byli zarówno Polacy jak i obywatele polscy innego pochodzenia. Wystarczy przypomnieć, że w stanie wojennym, w latach 1982-83, kilka tysięcy działaczy „Solidarności” i opozycji zmuszono do emigracji pod groźbą różnorodnych represji. Była to również podróż w jedną stronę.

*

Jeszcze pod koniec rządów komunistycznych, w roku 1988, ówczesne władze PRL przyznały, że emigranci marcowi zostali niesłusznie skrzywdzeni. Wkrótce rozpoczęto proces przywracania im praw obywateli Polski.

Kazimierz Wierzbicki