19. X. 1956 r. rozpoczęło się VIII plenum KC PZPR. Wiadomo było, że w trakcie obrad ma dojść do starcia między zwolennikami reform i liberalizacji zwanymi Puławianami a stalinowskimi dogmatykami określanymi jako Natolińczycy. Na plenum zaproszono Władysława Gomułkę i kilku innych działaczy usuniętych z kierownictwa partii pod koniec lat 40. i represjonowanych w późniejszym okresie.

 

Atmosfera w Warszawie była niezwykle napięta. Do miasta dotarły wiadomości o ruchach wojsk sowieckich, które opuściły swe bazy na Dolnym Śląsku i posuwały się w kierunku stolicy. W godzinach rannych na podwarszawskim lotnisku wojskowym wylądowała przez nikogo nie zapraszana sowiecka delegacja rządowa z Chruszczowem na czele. W tej sytuacji plenum przerwało obrady a delegacja z Moskwy została zaproszona na rozmowy do Belwederu. Przywódca sowiecki rozpoczął od gwałtownego ataku na polskie kierownictwo: „Wyzwoliliśmy ten kraj, a oni go chcą oddać Amerykanom i syjonistom”. Gomułka, który brał udział w rozmowach zagroził, że jeżeli marsz sowieckich czołgów na Warszawę nie zostanie wstrzymany wygłosi przez radio apel do narodu o mobilizację i opór.

Treść rozmów w Belwederze nigdy nie została ujawniona. Można przypuszczać, że polscy przywódcy zapewnili delegację z Moskwy, że postarają się przywrócić spokój w kraju i pozostaną wierni sojuszowi ze Związkiem Sowieckim. Po wielogodzinnych negocjacjach Rosjanie opuścili Warszawę a jednostki sowieckie zaczęły powoli wracać do swych baz. Plenum kontynuowało obrady.

Tymczasem robotnicy i studenci stolicy organizowali wiece i dyżury nocne wyrażając w ten sposób poparcie dla liberalnych przemian. Na Politechnice Warszawskiej rozpoczęły się masowe wiece, które miały trwać przez następne trzy dni. Olbrzymią popularność zdobył sekretarz organizacji partyjnej z Fabryki Samochodów Osobowych – Lechosław Goździk, który miał zdolności trybuna ludowego i został nieformalnym przywódcą robotników stolicy.

W drugim dniu VIII plenum Gomułka wygłosił przemówienie, w którym potępił stalinowskie metody rządzenia w ciągu ostatnich lat, ujawnił poważne błędy w polityce gospodarczej i stwierdził, że robotnicy Poznania mieli rację strajkując i wychodząc na ulice. Przyznał również, że stosunki z Moskwą powinny układać się na zasadzie równości i poszanowaniu wzajemnych interesów. Słowa te spotkały się z uznaniem i poparciem olbrzymiej większości społeczeństwa.

W ostatnim dniu obrad plenarnych wybrano nowe kierownictwo partii. Stalinowska konserwa poniosła całkowitą klęskę. Usunięto m.in. marszałka Konstantego Rokosowskiego, który wkrótce wrócił na stałe do Rosji. Pierwszym Sekretarzem KC PZPR został Gomułka.

Tymczasem społeczeństwo przeżywało okres uniesienia i wielkiej mobilizacji politycznej. W całym kraju odbywały się wiece i manifestacje. Na niektórych z nich wysuwano żądania powrotu Wilna i Lwowa do ojczyzny. Prasa pisała o Polskim Październiku, który był pokojową rewolucją.

Gomułka uzyskał olbrzymie, autentyczne poparcie narodu. Zapomniano, że był on jednym z twórców systemu komunistycznego w Polsce po wojnie, odpowiedzialnym również za prześladowanie podziemia niepodległościowego. Dla wielu ludzi ważne było to, że pod koniec lat 40. został usunięty z kierownictwa partii i rządu a później, przez kilka lat przebywał w areszcie. Zyskał sobie przez to opinię ofiary systemu stalinowskiego.

24 października odbył się w centrum Warszawy olbrzymi wiec z udziałem ponad 200 tys. ludzi. Wchodzącemu na trybunę Gomułce odśpiewano „Sto lat”. Przywódca partii przyznał, że okres stalinowski przyniósł wiele błędów i gorzkich rozczarowań i że czasy te bezpowrotnie minęły. Jednocześnie podkreślił, że na fali ożywienia politycznego pojawiają się radykalne żądania – sprzeczne z polską racją stanu. Zakończył przemówienie słowami: „Dość wiecowania, stańmy do warsztatów pracy”. Warszawiacy jakby nie słyszeli tej ostatniej wypowiedzi. Niektórzy próbowali iść pod amabasadę sowiecką. Wszyscy byli pełni entuzjazmu i radości z otrzymanej właśnie porcji swobody.

28 października powrócił do Warszawy z miejsca odosobnienia w Bieszczadach kardynał Stefan Wyszyński. Nowe władze zgodziły się nie tylko na uwolnienie prymasa ale zapewniły również, że usunięci biskupi powrócą na swe stanowiska a Kościół odzyska swoje prawa.

 

*

Istnieje opinia, że gdyby nie doszło do powstania w Warszawie w roku 1944, takie powstanie wybuchłoby w październiku 1956. W tym samym czasie miała miejsce zbrojna rewolucja w Budapeszcie, krwawo stłumiona dwa tygodnie później w rezultacie interwencji sowieckiej. Prawdopodobnie pamięć o straszliwej gehennie, którą przeżyła stolica 12 lat wcześniej powstrzymała Polaków przed chwyceniem za broń.

Już kilka miesięcy później okazało się, że Gomułka nie zamierza wypełnić większości obietnic z Października’56. Po opadnięciu fali ożywienia politycznego władze odbudowały całkowitą kontrolę nad społeczeństwem. Jednakże stalinizm odszedł na zawsze w przeszłość. Polacy zachowali dość szeroki margines swobody kulturalnej i prawie całkowitą wolność religijną. Polska stała się „najweselszym barakiem” w obozie sowieckim.

 

Kazimierz Wierzbicki