Po czterdziestu latach wspomnienia wróciły tak wyraźnie, jakby to działo się wczoraj…
24 marca 1968 roku. Mąż wraca z Politechniki bardzo zdenerwowany. Mówi: „Magduś, wybacz. Nie uzgodniłem tego z Tobą, ale musiałem to zrobić. Napisałem list do rektora, za który będę miał przykrości i pewnie wkrótce wyrzucą mnie z pracy.
To był pamiętny marzec 1968 roku. Strajki studentów walczących o wolność słowa w Polsce. Na Politechnice Łódzkiej odbywa się wiec. Maciek Gazicki, student trzeciego roku Wydziału Chemicznego, starosta grupy której Janek był opiekunem, uczestniczył w organizacji tego wydarzenia. Następnego dnia dowiedział się z prasy, że został zawieszony w prawach studenta i powołany do wojska. Spotkało to również kilku innych studentów, którzy brali aktywny udział w wiecu. Wieczorem, zrozpaczony Maciek, przychodzi do naszego domu i prosi męża o pomoc.
Następnego dnia Janek przekazuje list adresowany do Jego Magnificencji Rektora Jerzego Wernera. Powiadamia w nim o zaistniałej sytuacji oraz pisze „Pozwalam sobie złożyć na ręce Jego Magnificencji stanowczy protest dotyczący metod dyscyplinarnych uniemożliwiających zainteresowanemu studentowi obrony przed stawianymi mu zarzutami”. Rektor obrażony listem, oddaje sprawę do rozpatrzenia rzecznikowi dyscyplinarnemu, profesorowi Janowi Michalskiemu. Ten jako dziekan Wydziału Chemicznego, natychmiast odwołuje Janka z funkcji opiekuna grupy, a jako rzecznik dyscyplinarny „wnosi o wymierzenie dr Janowi Kapuścińskiemu kary dyscyplinarnej zwolnienia ze służby, a więc natychmiastowego usunięcia z uczelni bez możliwości ponownego zatrudnienia.
Jednakże Komisja Dyscyplinarna z przewodniczącą, wybitną uczoną profesor Alicją Dorabialską na czele, uznaje Janka tylko winnym nietaktu, popełnionego w liście do rektora Politechniki Łódzkiej i wymierza mu karę dyscyplinarną nagany.
Wydawałoby się, że sprawa została zakończona pomyślnie. Niestety. Dwa dni później, wręczono mężowi pismo od rektora, że z dniem 30 września 1968 roku „stosunek służbowy obywatela będzie rozwiązany”. Wykorzystano fakt, że stanowisko adiunkta odnawiano co dwa lata i okres ten właśnie mijał Sądzę jednak, że nie zdarzyło się dotąd w historii Politechniki, aby nie odnowiono etatu adiunktowi, który dużo publikował i w cztery lata po doktoracie zamierzał skończyć pracę habilitacyjną. Dla Janka był to szok. Zatrudniony na uczelni od trzynastu lat, zaangażowany w pracy naukowej i dydaktycznej zostaje wyrzucony za to, że jako opiekun grupy ujął się za wzorowym studentem. Ale takie to były czasy.
W 1969 roku Janek wysyła prośby do Rektora Mieczysława Serwińskiego, o zezwolenie na przeprowadzenie ostatecznych i rozstrzygających doświadczeń. Rektor zgody jednak nie wyraża. Swoją decyzję motywuje negatywnym stanowiskiem dziekana Wydziału Chemicznego, prof. Jana Michalskiego. Janek pisze do dziekana z prośbą o podanie przyczyn takiego stanowiska. Otrzymuje od niego lakoniczne pismo z informacją, że „wszelkie sprawy związane z pracą osób nie zatrudnionych na Politechnice leżą w zakresie kompetencji rektora”. Janek ponownie odwołuje się do rektora. Rektor odpowiada: „kontynuowanie badań obywatela doktora nad izomeryzacją pinenu na terenie Politechniki Łódzkiej nie jest możliwe”. I tak koło się zamknęło.
Janek zrozumiał, że jego wieloletnie badania pójdą na marne przez bezduszność ówczesnych władz uczelni. Fakt ten był jednym z powodów przystąpienia do działającej w konspiracji organizacji RUCH, którą kierowali Andrzej Czuma i Stefan Niesiołowski. W lipcu 1970 r. mąż mój został uwięziony i skazany na dwa lata więzienia. Po odbyciu kary bezskutecznie starał się znaleźć jakiekolwiek zajęcie w Polsce w dziedzinie chemii. Ponownie pisze do rektora Politechniki. Wysyła pisma i odwołania do osób i urzędów, które powinny stać na straży praworządności. Odwołuje się do Sejmu PRL, Komitetu Centralnego PZPR, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nawet naczelnego redaktora „Polityki” Mieczysława Rakowskiego. Jednak tym razem otrzymuje autentyczny „wilczy bilet”: Departament Studiów i Badań Technicznych MNiSzW w osobie Dyrektora Departamentu inż. M. Derentowicza „nie widzi możliwości zatrudnienia Obywatela w Politechnice Łódzkiej ani w jakiejkolwiek innej wyższej uczelni technicznej”. Otrzymuje za to szereg zaproszeń do pracy w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Nie dostaje jednak paszportu. A więc kara za list do Jego Magnificencji Rektora Politechniki Łódzkiej w 1968 roku nadal działała.
Dzięki profesorowi Mieczysławowi Mąkoszy, kierownikowi Katedry Technologii Chemicznej Politechniki Warszawskiej, otworzył się nowy rozdział w naszym życiu. Profesor ten, nie zważając na przykrości, które mogły go spotkać, udostępnił Jankowi laboratorium w swojej katedrze po godzinach pracy, aby mógł przeprowadzić syntezę nowego związku, znacznika do wykrywania struktury DNA, niezbędnego do prowadzenia badań nad lekami przeciwnowotworowymi. Bardzo skomplikowana synteza znacznika udała się i od tej pory służy w biotechnologii jako podstawowy odczynnik w badaniach nad DNA. Wynalazek ten pozwolił na starania o stypendia w zagranicznych ośrodkach naukowych związanych z biotechnologią. Przyszły propozycje z USA i Kanady. Co z tego? Mimo osiągnięć naukowych Janek nadal nie zasługiwał na to, aby otrzymać polski paszport.
*
W grudniu 1977 roku do Polski przyjeżdża z oficjalną wizytą ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Carter. Dzięki temu szereg osób, którym od lat nie dawano paszportów, nagle je dostały, Janek również. Zaraz potem wyjechał do USA, gdzie otrzymał roczny kontrakt na pracę w New York Medical College (NYMC). Zostałam sama w Warszawie. Po głowie chodziły mi myśli – pewnie już nigdy się nie zobaczymy, nie dostanę paszportu, dalej będą nas karać.
Po roku pracy w NYMC, Janek został zatrudniony w znanym ośrodku Sloan Kettering Cancer Center. Publikuje. Osiąga dużą liczbę notowań w Citation Index. Jakimś cudem dostałam paszport i po roku rozstania spotkaliśmy się w USA.
W 1981 roku, w okresie „Solidarności”, Senat Politechniki Łódzkiej rehabilituje Janka. W piśmie „Informator” nr 4, maj 1981 rok, wydawane przez NSZZ „Solidarność” przy Politechnice Łódzkiej wydarzenie to opisano następująco:
„Dawni współpracownicy dr Jana Kapuścińskiego wystąpili do Komisji Interwencyjnej NSZZ „Solidarność”, z prośbą o zbadanie jego sprawy. Na podstawie dochodzenia przeprowadzonego przez Komisję, Senat wydał oświadczenie w dniu 15 kwietnia 1981 r. w którym stwierdza, że decyzje powzięte w 1968 r. w stosunku do dr J. Kapuścińskiego przez ówczesne władze Wydziału Chemicznego i Politechniki Łódzkiej były dla niego wysoce krzywdzące. Protest jego był sformułowany w sposób stanowczy, lecz nie obraźliwy. Dalej Senat stwierdza, że dr J. Kapuściński kierował się chęcią umożliwienia dalszych studiów swemu podopiecznemu – Maciejowi Gazickiemu, skądinąd bardzo dobremu i cenionemu studentowi. Pobudki jego działania miały więc niewątpliwy walor etyczny i moralny.

 

W orzeczeniu działającej wówczas Komisji Dyscyplinarnej nie można się dopatrzyć żadnych istotnych zarzutów pod adresem dr J. Kapuścińskiego, prócz uchybień o charakterze grzecznościowym. Działalność naukowa i dydaktyczna została wysoko oceniona pisemnych recenzjach profesorów. Z tej racji Senat PŁ wyraża ubolewanie i zwraca się do Władz Uczelni z zaleceniem ponownego zatrudnienia dr J. Kapuścińskiego w przypadku, gdyby wyraził on takie życzenie.

Cieszyliśmy się bardzo. Zaczęliśmy myśleć o powrocie do kraju. Niestety radość ze zwycięstwa „Solidarności” trwała krótko. Wiadomość o stanie wojennym zaszokowała nas. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1989 roku. Wreszcie i my dostaliśmy wizy wjazdowe do Polski. Janek zaczyna mówić o powrocie. Twierdzi, że jego obowiązkiem jest pracować dla nauki w Ojczyźnie. Ma duży dorobek naukowy w dziedzinie biotechnologii i biofizyki. W Instytucie Chemii Organicznej PAN w Warszawie, gdzie profesor Mieczysław Mąkosza był dyrektorem, Janek obronił pracę habilitacyjną.

Od tego dnia zaczęły się starania o pracę w Polsce. Tym razem odmów nie było. W 1993 r. Janek wraca do Polski, aby pracować na stanowisku profesora w Międzyuczelnianym Instytucie Biotechnologii w Gdańsku. Kontynuuje badania prowadzone w Stanach Zjednoczonych, ma doktorantów i uznanie współpracowników. Ja dołączyłam do męża dopiero po pięciu latach.

Jednak niedługo cieszyliśmy się ze wspólnego życia w Gdańsku. W 2002 roku wykryto u Janka nowotwór płuc i dano mu osiem miesięcy życia. Chorował bardzo cierpiąc. Pracował do końca. Najbardziej przejmował się tym, że zostawia swoich doktorantów bez opieki. Jestem pewna, że do jego przedwczesnej śmierci – miał 66 lat – przyczyniły się w dużej mierze frustracja i stres, w okresie zmagań o możliwość kontynuacji badań naukowych prowadzonych na Politechnice Łódzkiej. Rozczarowuje fakt, że osoby, które przez swoją bezduszność i uległość wobec władz PRL-owskich odpowiadały za tragiczny okres życia nie tylko mojego męża ale i innych uczciwych ludzi w Polsce, nie tylko, że nie poniosły za to odpowiedzialności, ale awansowały i otrzymywały ordery. Profesor Jan Michalski został odznaczony wysoką nagrodą państwową – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Rok temu z wielką radością odbierałam z rąk Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego pośmiertne odznaczenie Janka za działalność opozycyjną– Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

W „Gazecie W yborczej” z 30 czerwca 1990 roku, Rafał Przybysz, członek KZ NSZZ „Solidarność” PAN komentuje wielką uroczystość jubileuszu 70-lecia urodzin i 45-lecia pracy naukowej prof. dr Jana Michalskiego. Cytuję: „Wszyscy obecni mówili o naukowej działalności, wielkich zasługach i autorytecie profesora. Ale autorytet uczonego tworzą nie tylko jego osiągnięcia ściśle naukowe, lecz także postawa życiowa, wierność wartościom nie relatywizowanym w zależności od kontekstu politycznego. Trzeba jasno powiedzieć, że prof. J. Michalski obok tak skwapliwie dzisiaj ukazywanych zasług ponosi także odpowiedzialność, na miarę swojej władzy i znaczenia, za katastrofalny stan nauki polskiej”. I dalej czytamy „warto byłoby prześledzić działalność byłych i obecnych prominentów nauki nie tylko ściśle naukową, ale także, a może przede wszystkim, tę obecnie tak wstydliwie skrywaną. Myślę, że to stwierdzenie jest nadal aktualne.

Janek imponował wszystkim: mnie, rodzinie, przyjaciołom, współpracownikom, znajomym i nieznajomym, swoją godnością, twardością i prawością charakteru. I zawsze najważniejszymi dla niego sprawami były Ojczyzna i nauka.

 

Magda Kapuścińska