Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza.” Nie wiedział, bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.
 Mk 9, 2-7
Wyrażenie Gehenna, używane na określenie ciężkich przejść życiowych, wielkiego cierpienia psychicznego lub fizycznego wywodzi się od nazwy Doliny Hinnom, która w czasach starożytnych wyznaczała granice miasta Jerozolimy. Znajdowała się za bramą miasta zwaną Hersit. Dolina Hinnom dla Izraelitów była miejscem przeklętym, ponieważ tu pogańscy Kanaanici oddawali kult Molochowi. W dolinie stale płonęły ogniska, a na jej środku znajdowało się wzniesienie zwane Tofet, z ołtarzem całopalnym na którym Kanaanici składali w ofierze bogu Molochowi swoje dzieci, wrzucając je do ognia. Prorok Jeremiasz pisze: „I zbudowali wyżyny Baala w dolinie Ben-Hinnom, by ofiarować swych synów i swoje córki ku czci Molocha”. Temu okrutnemu kultowi ulegali także Izraelici. Król Judzki Achaz złożył tam w ofierze własnego syna. W Drugiej Księdze Królewskiej czytamy: „W chwili objęcia rządów Achaz miał dwadzieścia lat, a szesnaście lat panował w Jerozolimie. Nie czynił on tego, co jest słuszne w oczach Pana, Boga jego, tak jak jego praojciec, Dawid, lecz kroczył drogą królów izraelskich. A nawet syna swego przeprowadził przez ogień- na modłę ohydnych grzechów pogan, których Pan wypędził przed Izraelitami. Składał ofiary krwawe i kadzielne na wyżynach i pagórkach, i pod każdym drzewem zielonym”. Od tego momentu w judaizmie Dolina Hinnom stała się symbolem bałwochwalstwa, kultu fałszywego boga, hańby oraz niegodziwości. Ołtarz ofiarny w Dolinie Hinnom zniszczył późniejszy władca królestwa Judy – Jozjasz, zaś prorok Izajasz ostrzegał, iż wrogowie Izraela zostaną unicestwieni w Tofet, które „Tchnienie Pana niby potok siarki je rozpali”. Prawdopodobniej od tego momentu dolina Hinnom, stała się synonimem piekła. Zaczęto nawet wierzyć, że na dnie Doliny, znajduje się jedna z piekielnych bram.
Wpierwszym czytaniu biblijnym na dzisiejszą niedzielę słyszymy słowa: „Bóg wystawił Abrahama na próbę i rzekł do niego: „Abrahamie!” A gdy on odpowiedział: ‘Oto jestem” – powiedział: ‘Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę”„. Złożyć w ofierze, znaczyło spalić własnego syna w ogniu, jak to czynili pogańscy Kanaanici i niewierni Żydzi. Gdy my dzisiaj czytamy te słowa, to one nas nie przerażają, bo jest napisane, że Bóg wystawił Abrahama na próbę, Bóg objawiający się na kartach Biblii nie jest Bogiem, który pragnie śmierci człowieka, ale chce, aby człowiek żył. Abraham nie wiedział, że jest to próba. Wszystko wyglądało dla niego przerażająco realnie. Wcześniej Bóg obiecał Abrahamowi, że będzie ojcem wielkiego narodu, a teraz każe zabić jedynego syna i to w odrażający sposób, jaki to czynili to poganie. Jakże ogromna musiała być wiara Abrahama. Bierze jedynego syna i idzie na wzgórze Moria, tam, gdzie kiedyś stała Świątynia Jerozolimska a dziś Meczet na Skale. Na samym środku meczetu jest skala, gdzie Abraham miał złożyć w ofierze swojego jedynego syna. Abraham całkowicie zaufał Bogu i nie zawiódł się. Gdy już miał zadać śmiertelny cios synowi usłyszał głos Boga: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna”. Po czym Bóg przemówi przez anioła do Abrahama: „Przysięgam na siebie, mówi Pan, że ponieważ uczyniłeś to, a nie odmówiłeś Mi syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza”. Dla Izraelity w tamtych czasach potomstwo było największym dobrem. Bóg obdarza Abrahama dobrami ziemskimi i daje obietnice wieczności. Ta obietnica w Chrystusie przybierze bardzo konkretny kształt.
Wracając do historii o Gehennie i Dolinie Hinnom przypomnę jedną z judaistycznych tradycji, która mówi, że gdy pojawi się Mesjasz, osoby cierpiące dotąd męki w gehennie usłyszą odmawiany w niebiosach kadisz za zmarłych, i gdy na zakończenie modlitwy wypowiedzą słowo „amen”, zostaną uwolnieniami i staną przed obliczem Pana. Przywodzi to na pamięć modlitwy, które odmawiamy na pogrzebach naszych bliskich. Kończą się one słowami: „Przez Chrystusa Pana naszego”, a wszyscy odpowiadają: „Amen”. Kiedyś to „amen” wymawiał także zmarły. Wierzymy głęboko, że to „amen”, które znaczy „niech się tak stanie” zaprowadzi zmarłego przed oblicze Pana. Aby tak się stało, nasze amen ma być przesączone głęboką wiarą, jaką miał Abraham.
Chrystus wzywał do wiary dziecka, ufnej bezgranicznej. Przykładem takiej wiary jest David, którego historię opisuje Monica Dickens w książce „Miracles of Courage”. Dwuletni chłopiec zachorował na białaczkę. Matka uda się z synkiem do General Hospital w Bostonie, gdzie miała umówioną wizytę u dr. Johna Trumana, dziecięcego specjalisty od chorób raka. Diagnoza była druzgocąca. David ma 50 % szansy na przeżycie. Rozpoczęła się walka o życie dziecka. Niezliczone wizyty w klinice, badania krwi, leki dożylne, lęk i ból stały się chlebem powszednim małego Davida. Razem z chłopcem cierpiała jego matka. David nigdy nie płakał w czasie bolesnych zbiegów. Gdy miał trzy lata przeprowadzono bardzo bolesną punkcje lędźwiową. Przed zabiegiem tłumaczono mu, że dr Truman musi to zrobić dla jego zdrowia. „Jeśli będzie cię to bardzo bolało to pamiętaj, że doktor cię kocha i robi to dla twojego dobra” – tłumaczyła matka. W czasie zabiegu David krzyczał, wyrywał się, płakał. Trzy pielęgniarki przytrzymywały go. Po skończonym zabiegu spocony i zalany łzami chłopiec spojrzał na dr Trumana i wyszeptał: „Panie doktorze, dziękuję za ból”.
Przez scenę przemienienia Jezusa na górze Tabor przebija się cierpienie i śmierć Jezusa. Jezus mówił uczniom o zbliżającej się męce i śmierci, którą miał ponieść z rąk Żydów i pogan. I wezwał ich, aby szli za Nim drogą krzyża i ofiary. To budziło lęk apostołów i jakiś wewnętrzny sprzeciw. Św. Piotr, że to nie może się stać, na co Jezus zareagował ostrymi słowami: „Zejdź mi z oczu, szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”. Jezus wiedział, że na te trudne dni męki i śmierci apostołowie potrzebują umocnienia. Tym umocnieniem było cudowne ukazanie apostołom swojego bóstwa i chwały. Św. Piotr nie zapomni tej chwili do końca życia. W jednym z listów do pierwszych chrześcijan pisze: „Oto dlaczego będę zawsze wam przypominał o tym, choć tego świadomi jesteście i umocnieni w obecnej wśród was prawdzie. Uważam zaś za słuszne pobudzić waszą pamięć, dopóki jestem w tym namiocie, bo wiem, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak to nawet Pan nasz Jezus Chrystus dał mi poznać. Starać się zaś będę, abyście zawsze mieli sposobność po moim odejściu o tym sobie przypominać. Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej”.
Przemienienie na Górze Tabor jest wezwaniem do wspinaczki na duchowe szczyty wiary, gdzie doświadczymy bożej chwały, która będzie dla nas umocnieniem, a szczególnie w chwilach doświadczeń życiowych.
ks. Ryszard Koper