Wolę patriotyzm cichy, spokojny i codzienny od patriotyzmu rocznicowego, święconego mszami, akademiami i marszami. Nie przemawiają do mnie święcenia kropidłem, bogojczyźniane mowy i gesty. Nie działają na mnie masowe skandowania haseł, machanie flagami i odpalanie rac. Z goryczą patrzę na koszmarnie brzydkie pomniki, z nieufnością podchodzę do twórczości powstałej na odgórne zamówienie. Dostrzegam kolejne rocznicowe przekłamania i mitologizacje dokonywane w ramach polityki historycznej. Irytuje mnie wmawianie sobie i światu, że jesteśmy potomkami zawsze bezgrzesznej i zawsze najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Popieram patriotyzm polegający na poznawaniu polskiej historii, kultury i nauki. Popieram patriotyzm krytyczny, wyciągający wnioski z naszych zwycięstw, klęsk, zalet i wad. Popieram patriotyzm walczący z głupotą, nieuctwem i chamstwem. Popieram patriotyzm wyrażany poprawnym językiem ojczystym i dbający o ten język. Ujmują mnie ci, którzy walczą ze straszliwym zwulgaryzowaniem i tegoż języka. Ujmują mnie ci, którzy próbują krzewić dobre wychowanie. Rzecz jasna, ujmują mnie także ci, którzy propagują wśród cudzoziemców osiągnięcia polskiej nauki, kultury i tego, co wartościowe w naszej tradycji. I jeszcze – żeby już było idealnie – wyznam, że przejawem patriotyzmu jest dla mnie również dbałość o ład moralny w sobie i wokół siebie. Także o ład rozumiany jako czystość i porządek. Im mniej ostentacji, tym lepiej. I im nniej zadęć, tym mądrzej. Nie bierze mnie zupełnie patriotyzm kibiców, nie mówiąc już o nacjonalizmie, jakże często widocznym na stadionach. O kibolach nie piszę, bo to stan umysłów na najniższym poziomie. Ale z tym problemem, też coś trzeba zrobić ku chwale ojczyzny. Czyż nie? Śmieszą mnie ci, którzy ubierają się w odzież patriotyczną i każą sobie wytatuować na ciele narodowe symbole. To także są widome oznaki stanu umysłu.

$

Zajrzyjmy do „Rozmów z Polakiem” w „Dziennikach” Witolda Gombrowicza – „Podchodzę do Polaka i mówię mu: – Ty całe życie padałeś przed Nią [Polską] na kolana. Spróbuj teraz czegoś wręcz przeciwnego. Powstań. Pomyśl, że nie tylko ty masz Jej służyć – że ona także ma służyć tobie, twemu rozwojowi. Wyzbądź się zatem nadmiernej miłości i czci, które cię pętają, spróbuj wyzwolić się z narodu. Na co ten Polak odpowiedział mi z wściekłością: – Oszalałeś! Cóż byłbym wart, gdybym to zrobił? Na co ja: – Musisz (bo to już dzisiaj nieuniknione) ustalić, co jest dla ciebie najwyższą wartością: Polska, czy ty sam? Musimy w końcu wiedzieć, co jest twoją ostateczną racją. Wybierz, co dla ciebie bardziej zasadnicze: czy to, że jesteś człowiekiem w świecie, czy Polakiem? Jeśli przyznasz prym swemu człowieczeństwu, musisz uznać, że Ona o tyle może ci być przydatna, o ile mu sprzyja – ale, jeśli hamuje cię lub paczy, musi być przezwyciężona. Decyduj się zatem!”.

$

Jestem wynikiem naszej historii, ale ten wynik mnie nie zadowala – powtarzam za rzeczonym Gombrowiczem. Patriotyzm jest namysłem, co można we mnie i w ojczyźnie zmienić na lepsze, nacjonalizm jest przekonaniem, że nasza ojczyzna jest lepsza i że koniecznie, ale to koniecznie musimy odpowiedzieć na nacjonalizm innych. Nacjonalizm, podobnie jak szowinizm, muszą mieć wroga. Bez niego ani rusz! Nacjonalizm rodzi nacjonalizm. Zawsze i wszędzie. Jeszcze wczoraj wrogiem dla naszych nacjonalistów byli domniemani kosmopolici, lewacy, liberałowie, ateiści i mniejszości seksualne. Rzecz jasna byli nimi także nacjonaliści niemieccy i ukraińscy oraz imigranci z krajów arabskich. Dziś wrogiem są również Żydzi. Jak przed wojną. Oczywiście żydowscy nacjonaliści nie pozostają naszym dłużni. Spirala nienawiści nakręca się coraz bardziej. Wygrają nacjonaliści żydowscy, bo za nimi stoi wszechpotężne i bogate lobby oraz mnożący się wciąż kapłani Holokaustu. Nasz nacjonalizm jest ideologią umysłów niezbyt subtelnych; brzydzą się nią intelektualiści i artyści, natomiast u Starszych Braci w Wierze bywa on religią bardzo wykształconych ortodoksów i ruchem wyrastającym ze zbiorowego lęku przed światem zewnętrznym. Musimy teraz bardzo uważać, by nie dać się sprowokować i nie zrobić czegoś, po czym będzie się o nas ponownie mówić jako o społeczeństwie prymitywnych i nieuleczalnych antysemitów. A do tego właśnie zmierzają nacjonaliści żydowscy.

$

Premier Mateusz Morawiecki ma rację. W czasie okupacji byli sprawcy polscy, ale byli i żydowscy, rosyjscy ukraińscy etc. W sytuacji nagonki, jaką to stwierdzenie spowodowało, nie pozostaje nam nic innego jak najspokojniej to udowadniać za pomocą dokumentów. Najlepiej żydowskich. Zacznijmy od pism Emanuela Ringelbluma i Hannah Arendt. Nie róbmy jednak tego tak, żeby powstało wrażenie, że chcemy zasłonić nimi nasze własne winy. Powojenny Pogrom Kielecki był prowokacją, ale brały w nim udział tysiące ludzi. Tysiące! I bynajmniej nie trwał tylko kilka godzin… Skoro nastał czas weryfikacji, pokażmy także najspokojniej i bez jadu nasze krzywdy doznane od Żydów. Podkreślając nieustannie, że tylko od części Żydów. Nie unaradawiajmy i nieureligijniajmy ich. To, że druga strona tak robi, nie oznacza, że i my musimy. Nie patrzmy na Starszych Braci w Wierze jak na monolit, bo monolitem nigdy nie byli i nie są. Na wszelki też wypadek pamiętajmy o tym, co wnieśli do naszej nauki i kultury. A wnieśli niemało! Nie zaszkodzi też przypomnieć sobie, że Henryk Szlangbaum z „Lalki” Bolesława Prusa został zesłany na Sybir wraz ze Stanisławem Wokulskim za udział w Powstaniu Styczniowym. Nie zaszkodzi też przypomnieć sobie, że w Katyniu leży 400 oficerów pochodzenia żydowskiego. Ot tak, dla równowagi w licytacji win, która niebawem nastąpi.

$

Irena Sendlerowa – „Ogromnie mnie osobiście krępuje cała ta ‘otoczka”, która nieustannie robi z nas ‘bohaterów”. Te wielkie manifestacje, które towarzyszą przy sadzeniu drzewka w Jerozolimie, ta wielka uroczystość, jaka odbywa się w Izraelu, to bardzo jest krępujące dla osób mego pokroju, które nie uważają się za wielkich ludzi, ani za bohaterów. Robiliśmy to jako rzecz zupełnie normalną, w myśl zasady, że jak człowiek tonie, to ten drugi musi mu podać rękę, lub choć mały palec. To podkreślanie nadzwyczajności naszych prac jest żenujące. Żyd, Francuz, Niemiec to przecież tacy sami ludzie, jak my. Tylko taka idea przyświecała nam. To, co robiliśmy wypływało z potrzeby serc”.

$

Nauczmy się śmiać z samych z siebie, tak jak potrafią to potomkowie Mojżesza. Niezliczona jest ilość szmoncesów i dowcipów, jakie opowiadaja oni o sobie nawzajem. Oto jeden z nich – chasydzki rabin Szmuel z Sochaczewa narzekał w rozmowie ze swoim ojcem – rabinem Abrahamem Bornsztajnem (1839 – 1910), że stały strumień odwiedzających go ludzi odbiera mu czas na studiowanie Tory. „Co mam zrobić?” – zapytał. „Jest na to sposób, synu” – usłyszał w odpowiedzi – „Tych bogatych, proś o pożyczkę – i więcej ich nie zobaczysz. Tym biednym, udziel drobnej pożyczki – i też już ich nigdy nie zobaczysz”.

 

Andrzej Józef Dąbrowski