Tom Hanks uważany jest za jednego z najsympatyczniejszych aktorów Hollywood. Dzięki roli w „The Post” (pol. „Czwarta władza”) miał okazję walczyć w obronie wolności słowa i po raz pierwszy spotkać się na planie z Meryl Streep. Aż trudno uwierzyć, że tych dwoje gigantów nigdy wcześniej nie pracowało razem. „Całą moją karierę modliłem się: „Dobry Boże, uśmiechnij się do mnie i ześlij mi film z Meryl Streep” – ironizuje. „Jedyne wytłumaczenie jest takie, że ona miała we wszystkich swoich kontraktach anty – hanksowską klauzulę” – śmieje się aktor. „Byliśmy jak orzeł i langusta – jedno żyje w nocy, drugie za dnia. Marzyliśmy o spotkaniu, ale nie udało nam się do niego doprowadzić. Oczywiście, to ja jestem langustą, a Meryl – orłem” – mówi Hanks. Gwiazdor wcielił się w rolę legendarnego wydawcy „The Washington Post”, Bena Bradlee. Film opowiada o Pentagon Papers – tajnym raporcie rządu USA dotyczącym wojny w Wietnamie. „Na planie codziennie rano oglądałem wywiad, w którym Ben Bradlee opowiadał o doświadczeniu, które zaważyło na jego życiu. Był młodym dziennikarzem, kiedy na jego oczach szef lokalnej policji bezczelnie skłamał na temat toczącej się sprawy. Ben nie mógł pojąć, jak ten człowiek może to robić. Wprost, patrząc w oczy, kiedy wszyscy wiedzą, że jest inaczej” – opowiada Hanks. „Bradlee miał głębokie poczucie odpowiedzialności za bycie przedstawicielem czwartej władzy. Uważał, że należy kopać tak długo, aż się człowiek dokopie do faktów, które pozwalają bezdyskusyjnie udowodnić tezę. Ben Bradlee szybko zrozumiał, że ludzie kłamią. Kłamie hycel, szef policji, szef drukarni. Wszyscy. Dzisiaj też internet wypełniony jest kłamstwami. Kolejnym newsowym postom na Facebooku można ufać mniej więcej tak, jak napisom na ścianach w męskiej toalecie. Moja rada? Bądź czujny, ale nie stawaj się cyniczny. Prawda istnieje” – przekonuje aktor. Kiedy amerykańskie media donosiły o kolejnych sprawach dotyczących molestowania w branży filmowej, w Hollywood krążył dowcip: „Tom Hanks oskarżony przez kolejną kobietę o bycie miłym gościem”. Co o sprawie Weinsteina ma do powiedzenia ulubieniec publiczności? „Minie trochę czasu, zanim cała ta burza się uspokoi. Niektórzy boją się, że to „koniec flirtu”, że mężczyźni nie będą mogli podrywać kobiet itd. Oczywiście, chodzi o coś zupełnie innego. Nie ma żadnego prawa zabraniającego flirtu, a nawet zakochiwania się w koledze z planu. Ale musi istnieć rodzaj etosu, zasad mówiących, że osoba mająca władzę nie może podrywać podległych mu kolegów czy koleżanek, którzy nie są w stanie powiedzieć „nie” ze strachu przed utratą pracy” – wyjaśnia aktor. „Nie ma, oczywiście, prawa zabraniającego bycia dupkiem, ale wydaje mi się, że istnieje pewna etyka zawodowa wskazująca, że nie można być dupkiem w pracy. Myślę, że flirtowanie nigdy nie zostanie zakazane, ale seksualne drapieżnictwo – owszem. Z czasem powstaną konkretne narzędzia prawne, by je klasyfikować i zwalczać. Zmiana wciąż trwa, na pewno część wydarzeń jeszcze przed nami, ale przekroczyliśmy już Rubikon” – uważa Hanks. Oby miał rację.

 

*

Jest feministką. I nie wstydzi się tej „etykietki”. Silna. Bezkompromisowa. Niezależna. Wszystkie jej filmy wzbudzają emocje, czasem kontrowersje. „Ono”, „33 sceny z życia”, „Sponsoring”, „W imię…”, „Body/Ciało” to te najważniejsze, nagradzane (między innymi Srebrny Niedźwiedź na Festiwalu w Berlinie, Złote Lwy, Srebrny Lampart – Europejska Nagroda Filmowa). Małgorzata Szumowska, bo o niej mowa, właśnie zrobiła swój siódmy film fabularny. „Twarz” to – jak mówi – „próba pokazania reakcji na inność, na obcego”. Na zarzuty, że polskie społeczeństwo w najnowszym dziele reżyserki nie zdaje egzaminu, odpowiada: „Dużo podróżuję, co pozwala mi widzieć społeczeństwo ostrzej. W Polsce jestem zakorzeniona, tu wychowuję swoje dzieci, to jest mój kraj. Znam go nie tylko od strony warszawskich restauracji. Od dziecka znam polską prowincję. Widzę wady i zalety” – tłumaczy artystka. Czy nie skupia się jednak wyłącznie na wadach? „Sztuka w swojej naturze jest krytyczna. Przedstawianie wyidealizowanej Polski jest nieprawdziwe. Ostre spojrzenie kina pozwala coś zrozumieć. Cristian Mungiu nie ma litości pokazując Rumunię, a Jorgos Lantimos – demitologizując Grecję. Artyści powinni być bystrymi obserwatorami swoich narodów, umieć opowiedzieć o ich wadach, z odrobiną nadziei, bądź nie. Tak rozumiem swoją rolę w kinie. Nie robię filmów dla milionów odbiorców, chociaż chciałabym, aby chodziła na nie duża widownia. Mogę być bezlitosna. Ale jestem też autoironiczna. Życie jest strasznie krótkie i dobrze robić filmy, które są dla Ciebie ważne” – deklaruje Szumowska. Matka reżyserki, Dorota Terakowska, była pisarką. „Nikomu nie chciała się podobać, tylko sobie. Mam to po matce. Chcę się sobie podobać. Przyjaźnię się ze sobą. Robię sobie przyjemności. Jeżeli mogę, dlaczego miałabym sobie odmawiać? Słowo „poświęcenie” jest mi obce” – deklaruje artystka. „Wyobrażam sobie siebie „na starość”. Podobają mi się starsze kobiety, jak Charlotte Rampling teraz. Jest superpiękną kobietą, naturalną. Ma naturalnie siwe włosy, piękną fryzurę. Byłyśmy na oficjalnej imprezie. Roztaczała jakąś aurę. Miała zwykłą, czarną sukienkę z kaszmiru, starą, może sprzed 30 lat. Mogła ją założyć, bo ciągle ma ten sam rozmiar. Zauważyłam dziurę wyjedzoną przez mola. To było wzruszające i super fajne” – wspomina reżyserka. Ma nadzieję, że kolejne filmy też będzie robić na własnych zasadach. „Chcę, żeby ta totalna przygoda trwała, była zmienna i szalona. Nie lubię stagnacji” – podsumowuje.

*

Mówi się, że najsmutniejsi są klauni. I komicy. Kto by przypuszczał, że Ryszard Kotys, 85 – letni aktor kojarzony głównie z kultowej roli Mariana Paździocha w serialu „Świat według Kiepskich” jest – jak mówi – przygnębiony starością. „W gruncie rzeczy jestem poważnym facetem. Nie jestem typem rozrywkowym, choć lubię towarzystwo. Wiele osób uważa, że jestem złośliwie dowcipny i często nikogo nie oszczędzam. Wynika to z mojej powagi. A może i smutku” – tłumaczy. „Mam problemy z orientacją w terenie. Gubię się dosłownie wszędzie. Na przykład wchodzę do jakiegoś mieszkania, a wychodząc nie mogę trafić we właściwe drzwi. Bardzo często gubię się też w obcym mieście. Idąc do kogoś, nie kieruję się na klatkę schodową, tylko na przykład do piwnicy. Wtedy jestem potwornie przerażony” – opowiada. Na szczęście żona Ryszarda Kotysa zapewnia mu stałą opiekę. Kiedy na jakiś czas zniknął z serialu, fani pisali prośby, by jak najszybciej wrócił. „Bez Paździocha „Świat według Kiepskich” nie ma sensu”. „Marian wracaj!” – takie wpisy pojawiały się w internecie. Miejmy nadzieję, że zdrowie pozwoli aktorowi bawić publiczność jeszcze przez wiele lat.

Weronika Kwiatkowska