Środa noc

Antoni Krauze nie żyje. Twórca wielu filmów, w tym tego najbardziej kontrowersyjnego „Smoleńsk” zmarł w wieku 77 lat. Napisał Mateusz Werner: „Smutna wiadomość. Tym smutniejsza, że w ostatnich latach spotykał się ze środowiskową izolacją a nawet czymś w rodzaju bojkotu. Dość łatwo można znieść hejt tzw. „opinii publicznej”, zwłaszcza jeśli się jest artystą z prawdziwego zdarzenia. Jednak niechęć i lekceważenie własnego otoczenia, kolegów po fachu i środowiska zawodowego – praktycznie uniemożliwia twórczość. Było to bardzo przygnębiające widowisko, odsłaniające jakąś niepokojącą prawdę o dzisiejszej polskiej kulturze. Pokój Jego duszy.”

Nie wdając się w ocenę filmu „Smoleńsk” warto pamiętać o reakcji kolegów i koleżanek z branży, będący pomieszaniem pogardy, politowania i pukania się w czoło, że ktoś w ogóle chce się zajmować historią – jak to poetycznie ujmują, co światlejsi hejterzy – „kurduplami z Żoliborza”.

A ja pamiętam wywiad, z września 2016 r., tuż przed premierą „Smoleńska”, jaką z reżyserem zrobiła Magdalena Rigamonti. Mówił tam:

Krauze: Ja jestem wśród żywych do piątku, do momentu wejścia „Smoleńska” do kin. Cały czas mam nadzieję, że Bóg pozwoli mi po prostu umrzeć. Wiem, co mówię, bo już raz umarłem i rozmawiam tu z panią jako w pewnym sensie upiór. W 1998 r. miałem zawał i umarłem. Znalazłem się po tamtej stronie. Okropny miałem żal do Pana Boga, że umarłem w takim momencie, kiedy miałem jeszcze tyle spraw do załatwienia, tyle zobowiązań. Córka urodziła dziecko, była na studiach, zięć na studiach, żona sama. I wtedy powiedziano mi, że oni sobie świetnie beze mnie dadzą radę, a moim problemem jest odpowiedzenie na pytanie, co zrobiłem w swoim życiu dobrego.

 

Rigamonti: I co pan odpowiedział?

Krauze: Wie pani, myślę, że nie byłem w ziemskiej rzeczywistości. Rozumiałem, co do mnie mówią, choć nie mówili słowami… Nie byłem kompletnie na takie pytanie przygotowany, do opowiedzenia raczej miałem moje podłe, pełne strasznych, złych występków życie, więc stałem zaskoczony. Widziałem drzwi, wiedziałem, że za tymi drzwiami jest miejsce, w którym bardzo chciałbym się znaleźć. Wiedziałem, że nie ma co zmyślać, szachrować. Przypomniałem sobie, że Krzysiek Kieślowski tuż przed swoją śmiercią zrobił mi karczemną awanturę, jak to możliwe, że nie pamiętam, jak to będąc u niego w Koczku na Mazurach, uratowałem jakiegoś małego chłopca, który tonął w pobliskiej rzeczce. Mówił mi, że może po to się urodziłem, żeby tego chłopca uratować. Powiedziałem więc im, że co prawda nie pamiętam, ale Krzysiek Kieślowski mówił, że uratowałem chłopca.

 

Rigamonti: To byli oni?

Krauze: Tak, liczba mnoga, choć jedność. Tak jak Trójca Przenajświętsza jest jednym Bogiem. Powiedziałem też, że jeśli Krzysiek gdzieś jest w pobliżu, to może to potwierdzi. I usłyszałem, że mam wracać. Nie zrobiono mi większej krzywdy w moim całym długim życiu. Kiedy tam byłem, nie miałem żadnego innego pragnienia, jak wleźć tam do środka, za te drzwi (…) Bezustannie. Kiedy wróciłem do rzeczywistości, ocknąłem się, to przez dwa tygodnie, a może miesiąc nie mogłem pojąć, że składam się z ciała, że cała ta moja obudowa to ciało. Czułem, że to jakiś worek po kartoflach albo węglu. Uczyłem się na nowo żyć i teraz robię wrażenie, że żyję, że się poruszam. Minęło 18 lat, a ja każdy moment z tych 18 lat dokładnie pamiętam, klatka po klatce. Liczę, że jak ten film wejdzie do kin, będę mógł powiedzieć bye, bye i tam wrócić.”

Film wszedł do kin. A po półtora roku później Krauzego nie ma już wśród nas. Wstrząsające a zarazem… piękne to wszystko.

 

Czwartek rano

Wiecie dlaczego PiS rządzi i jeszcze porządzi? Słówko na „g”, czyli „godność”. A raczej jej bezkarne deptanie przez macherów Trzeciej Rzeczypospolitej przy okazji wielu, wielu afer. Ostatnia odsłona: to, co wyprawiali tzw. kamienicznicy, odzyskujący bezprawnie nieruchomości w Warszawie a co wyświetla specjalna komisja wiceministra Patryka Jakiego.

Dzisiaj kolejne zeznania. Jak podaje portal wPolityce. pl: „Wszy, zwierzęta, szczury – tak właścicielka kamienicy przy Lutosławskiego 9 nazywała swoich lokatorów. Pobicia, nieprawidłowości, włamywanie się do mieszkań mieszkańców kamienicy odbywały się za cichą zgodną, a być może nawet z pomocą policjantów w 2014 roku. Czy doszło do zmowy przeciwko gnębionym lokatorom? Poruszające zeznania Katarzyny Gołub przed Komisją Weryfikacyjną trzeba było dziś przerwać, gdyż emocje zabrały głos świadkowi.” A wszystko w Warszawie rządzonej przez prezydent i wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej Hannę Gronkiewicz-Waltz, która jak widać nie miała czasu zainteresować się sprawą choćby tak, jak zwalczaniem składających znicze i kwiaty na Krakowskim Przedmieściu…

Dalej: „Pytałam właścicielkę, dlaczego tak nas traktuje, przecież jesteśmy ludźmi. Odpowiedziała mi, że jesteśmy gorzej niż zwierzęta. My żyliśmy jak w getcie, musieliśmy wymyślić system znaków. Pomału odbierano nam godność – zeznała Katarzyna Gołub.

Katarzyna Gołub opowiedziała o szokującym zachowaniu nowych właścicieli kamienicy Lutosławskiego 9, którzy wyrzucili na bruk schorowanego lokatora Marka Orłowskiego. Właściciele mieli włamać się do mieszkania mężczyzny i wyrzucili jego rzeczy, w tym leki na cukrzycę, do kosza. – Pokazałam policjantom wyrzucone rzeczy pana Marka, domagaliśmy się, by przyjęli zgłoszenie o włamaniu. Nic nie zrobili, bo przyszła córka właścicielki i powiedziała im, że pan Marek ma sprawę o eksmisję. Inny lokator zmarł z powodu wychłodzenia, gdy został wyrzucony z mieszkania. Lokatorom nie wolno było nawet stać na chodniku pod kamienicą (…) Lokator kamienicy w ciągu jednego dnia stracił wszystko. Na śmietniku były jego rzeczy, wśród nich glukometr i paski do mierzenia cukru. Noc po wyrzuceniu jego rzeczy spędził w noclegowni.(…) Nowi właściciele mówili do nas „kiedy te szczury pójdą stąd”. Cała rodzina nowych właścicieli szydziła ze mnie.(…) Mówili „ta z tą grubą d…80 – letnią sąsiadkę nazwali kur…”To ludzie ludziom zgotowali ten los – zeznała Katarzyna Gołub.

Okazuje się, że dramatyczne doniesienia mieszkańców kamienicy nie robiły na żoliborskiej policji większego wrażenia. Ta stała murem za właścicielami kamienicy. Dochodzenia umarzano podejrzanie szybko. Podobnie jak prokuratura, sądy a i skory do pokazywania sensacji TVN czy „Gazeta Wyborcza” nie grzały tematu tygodniami, jak choćby o pięciu idiotach, którzy z wafelków zrobili sobie swastykę. I tak to się miała w Trzeciej Rzeczypospolitej wolność, demokracja, niezawisłość…

 

Jeremi Zaborowski