„Jestem delikatna. Czasem wręcz nadwrażliwa, ale nie zamieniłabym swojej cienkiej skóry na grubszą. Wrażliwość pozwala mi wnikliwiej doświadczyć otaczającego świata” – mówi Małgorzata Foremniak. Przed laty mówiono o niej „polska Michelle Pfeiffer”. Piękna. Utalentowana. Gdy rozpadło się jej pierwsze małżeństwo wyjechała z rodzinnego Radomia do Warszawy i zaczęła nowe życie. Grała w teatrze Kwadrat, u boku Jana Kobuszewskiego, Wojciecha Pokory i Stanisławy Celińskiej. Ale największą popularność przyniosła jej rola w serialu „Na dobre i na złe”. Ciepłą, wrażliwą doktor Zosię pokochali wszyscy Polacy. Uwielbienie tłumów przyniósł aktorce z kolei udział w drugiej edycji „Tańca z gwiazdami”. Przez chwilę tabloidy żyły jej romansem z tancerzem Rafałem Maserakiem. Ta relacja nie utrzymała się długo. Foremniak ma na koncie cztery Telekamery, ale również bardzo przykre doświadczenie ze stalkerem, który nękał ją przez kilka lat, co aktorka przypłaciła depresją. Dwa rozwody, śmierć byłych mężów (pierwszy zginął w wypadku samochodowym, drugi odszedł po ciężkiej chorobie) też zostawiły ślady. „Małgosia jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych” – mówi znajoma aktorki. „Niewiele osób wie, że przed laty w szpitalu, w którym leczyła się jej kilkuletnia wówczas córka, poznała dziewczynkę z domu dziecka. Przejęła się jej losem i postanowiła zaadoptować. Kiedy dowiedziała się, że dziewczynka ma braciszka, wzięła również jego. Razem z Waldemarem Dzikim (drugi mąż, reżyser) byli ich rodzicami zastępczymi aż do pełnoletności” – czytamy. To, co odróżnia Małgorzatę Foremniak od wielu polskich gwiazd, to chronienie życia prywatnego. „Nie mam konta na Facebooku ani Twitterze. Nie czuję potrzeby informowania ludzi o moim życiu, robienia sobie zdjęć i wrzucania do sieci. Wiem, że dla niektórych takie zachowanie oznacza zawodowe samobójstwo, bo dzisiaj uważa się, że jeśli artysty nie ma w mediach społecznościowych, to nie istnieje. Dlatego powinien się dostosować, bo inaczej zginie. A to nieprawda” – mówi Foremniak. Stara się balansować medialną obecność i „nie wyskakiwać z lodówki”. Od jakiegoś czasu aktorka jest singielką, lecz deklaruje, że taki stan nie będzie trwał długo. „Nie mam partnera, ale nie jestem sama. Po moich raz bardziej, raz mniej udanych związkach przyszedł czas, by stworzyć ten najważniejszy związek – samej ze sobą. To proces, a raczej umiejętność, która wymaga czasu. Na początku to niekomfortowe, trudne, ale potem przychodzą spokój i przyjemność przebywania we własnym towarzystwie. Nie zakładam jednak, że będę sama. Nawet nie mam takiego zamiaru. Mam czym podzielić się z drugą osobą i jestem otwarta na historię, jaką ktoś inny wniósłby do mojego życia. Po prostu nie pojawił się jeszcze ten Jaś, dla którego Małgosi zabiłoby szybciej serce” – wyznaje. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć gwieździe, żeby ktoś przychylił jej nieba, na którym rozbłyśnie jeszcze jaśniej.

 

*

Sharon Stone – jedna z najseksowniejszych kobiet Hollywood, słynąca nie tylko z oszałamiającej urody ale również wysokiego ilorazu inteligencji. Jakiś czas temu przeszła udar mózgu, po którym musiała na nowo uczyć się mówić i chodzić. To trudne doświadczenie zmieniło jej priorytety, ale nie osobowość. Nadal jest bezkompromisowa i nie uznaje tematów tabu. Na pytanie, czy boi się starości, odpowiada: „Nie, bo nie mam do tego prawa. Dostałam od matki natury wspaniałe geny. Mogę więc jedynie dziękować za to, że mam możliwość się zestarzeć. Mało brakowało, a nie doświadczyłabym tego. Ten proces będzie postępował, a ja mam nadzieję oglądać go w lustrze. Chcę patrzeć, jak dorastają moje dzieci, i chcę, żeby widziały, jak ich matka się starzeje. Cieszę się, że choć moje ciało zaczyna się sypać, mogę grać, że wciąż jestem obsadzana i że wytrzymuję fizyczne obciążenia związane z pracą na planie. Jakiś czas temu w ogóle nie myślałam, że będę zdolna wrócić do grania. Po udarze nie byłam w stanie wykonywać najprostszych czynności” – wyjaśnia Stone. „Uczyłam się od nowa mówić, pisać, chodzić, podnosić. Byłam jak miesięczne dziecko. Startowałam od zera, bez pomocy tych, którzy powinni być obok” – wspomina. I dodaje: „Najszybciej zapomniało o mnie Hollywood. Niektórzy – jak mi się wtedy wydawało – przyjaciele, zostali na trochę dłużej, ale czas szybko zweryfikował, kto faktycznie zasłużył na to miano. Przez większość czasu byłam kompletnie sama, ale przetrwałam to, więc zamiast strachu przed starością, towarzyszy mi wyłącznie wdzięczność za nią”. „Oczywiście, odkrywanie kolejnej zmarszczki na twarzy rano czy oglądanie tego, co się dzieje ze skórą na twoich udach, nie jest niczym przyjemnym” – kontynuuje. „Kobieta w pewnym wieku zaczyna przypominać skarpetkę, która zsunęła się z kostki, i to jest fakt. Trzeba to zaakceptować, strach w niczym nie pomoże” – żartuje Sharon. Jednak jest coś, co gwiazdę ekranu denerwuje: „to, że w każdym materiale, jaki się na mój temat ukazuje, jestem wymieniana z datą urodzenia. Jeszcze 10 lat temu, kiedy o mnie pisano, po nazwisku pojawiała się informacja „nominowana do Oscara za <Kasyno> Scorsesego”. Teraz podaje się w nawiasie liczbę lat. To tak, jakby ktoś cały czas straszył mnie, że robię coś nieodpowiedniego, bo już nie jestem młoda” – żali się aktorka. „Niedawno byłam z moim młodszym przyjacielem na kolacji. W mediach zawrzało, że 59 – letnia Sharon Stone przygruchała sobie o 20 lat młodszego chłopaka. Gdybym miała 40 lat nikogo nie obchodziłoby, że wychodzę z kimś o połowę młodszym. Okazuje się, że w wieku 60 lat trzeba uważać na metrykę znajomych, bo pojawiają się ostre przedziały wiekowe. Starsze osoby są spychane do getta, to dehumanizujące i odbierające godność” – uważa bezkompromisowa gwiazda. Która – z wielkim powodzeniem – występuje w serialu HBO „Mozaika” w reżyserii Stevena Soderbergha. „To powrót w wielkim stylu” – mówią zgodnie krytycy i widzowie, zachwyceni zniewalającą Stone. Jak widać, w jej przypadku, wiek nie gra roli.

 

*

„Pałac Kensington ujawnił kolejne szczegóły ceremonii ślubnej księcia Harry’ego i jego wybranki. W poniedziałek pojawiło się oświadczenie rodziny królewskiej: „Książę Harry i Meghan Markle są ogromnie wdzięczni za wszystkie życzenia, które otrzymali po zaręczynach. Zakochani dziś dostali potwierdzenie, że ich ślub odbędzie się w samo południe w Kaplicy Świętego Jerzego w Zamku Królewskim w Windsorze”. Świątynia, w której książę Harry i Megan powiedzą sakramentalne „tak” jest dużo skromniejsza od Opactwa Westminsterskiego, w którym William ślubował miłość Kate i pomieści „jedynie” 800 osób. Zaniepokojeni fani piłki nożnej, którzy planują obejrzeć finał Pucharu Anglii odbywający się tego samego dnia, mogą odetchnąć z ulgą. W związku z przełożeniem ceremonii na wcześniejszą godzinę, nie będzie ona kolidowała z meczem. Zanim jednak para stanie przed ołtarzem, Meghan będzie musiała zostać ochrzczona, by przyjąć wiarę swojego przyszłego męża” – czytamy. Czy śliczna Amerykanka stanie się nową wizytówką rodziny królewskiej? Na to wygląda.

 

Weronika Kwiatkowska