Ameryka była szczególnym miejscem dla Ignacego Paderewskiego. Tutaj jego międzynarodowa, muzyczna sława sięgnęła zenitu, tutaj rozwinął skrzydła jako znakomty polityk i obrońca polskości. I tutaj dorobił się fortuny.

Małgorzata Kałuża rozmawia z Markiem Żebrowskim – pianistą, kompozytorem, znawcą twórczości muzycznej i działalności społecznej Ignacego Paderewskiego.

 

 

– Od początku amerykańska droga Paderewskiego była usłana różami?

– Kiedy, po pierwszym tournee, w 1892 roku wracał do Europy, amerykańskie gazety pisały, że jeśli „pan Paderewski zacznie wywozić takie sumy dolarów, to niedługo zabraknie złota w amerykańskim skarbcu, Fort Knox, żeby wypłacać mu gaże za koncerty!

 

– Ani organizatorzy tournee ani Paderewski nie spodziewali się takiego sukcesu?

– Paderewski przyjechał tutaj po sukcesach w Paryżu. W Europie był znany ale w Ameryce musiał zaczynać od początku. No i borykał się nieustająco z problemami finansowymi. W Nowym Jorku zawarł jednak korzystną umowę z organizatorem tournée – słynnym producentem fortepianów Steinway & Sons. Sponsor pokrywał wszystkie koszty i zapewniał wysokie honorarium. I zobowiązał się dostarczać swoje fortepiany na całą trasę koncertów.
Na rynku było wtedy kilku producentów fortepianów. I nie ulega wątpliwosci, że odnoszący sukcesy Paderewski wylansował Steinwaya a Steinway przyczynił się do sukcesu Paderewskiego. Jednak dla organizatora, było to duże ryzyko, szczególnie że recitale nie były wtedy bardzo popularne w Ameryce. Ale Paderewski to przełamał.
Po pierwszych koncertach widzów i krytyków ogarnął entuzjazm. Powtarzały się określenia: „król pianistów”, „jedyny w swoim rodzaju”, „mistrz”, „fenomen”. W Carnegie Hall nie można było znaleźć wolnego miejsca. Po jednym z recitali publiczność, w większości kobiety, wtargnęła na scenę, nie pozwalając pianiście opuścić sali. W Chicago padł kolejny rekord – tym razem Paderewski zagrał dla czterech tysięcy widzów. Amerykańskich melomanów ogarnęło prawdziwe szaleństwo.

 

W 1932 roku na jego koncert do nowojorskiego Madison Square Garden przybyła rekordowa liczba 16 tysięcy słuchaczy. Było to niezwykłe wydarzenie, ulice Nowego Jorku zostały całkowicie zablokowane przez tłumy udające się na koncert 74-letniego pianisty.

 

– Po jednym z koncertów w Carnegie Hall, znany krytyk muzyczny, James Huneker pisał w Metropolitan Magazine: „Zapewniam was, że byłem świadkiem wielu recitali Paderewskiego, na których siedziałem zastanawiając się, czy rzeczywiście coś słyszę, czy też Paderewski tylko markuje ruchy i wcale nie dotyka klawiatury? Jego sztuka jest w równym stopniu statyczna jak dramatyczna. Ton wydobywa się z instrumentu, jak gdyby nikt nie uderzał… Czy to sztuka hipnozy? Jeżeli to sztuczka magiczna, to nikt od niego nie zna się na niej lepiej”.

– Plotkarskie, gazety codzienne donosiły: dziewczęta w spazmach”, „szał dziewcząt na poranku muzycznym”. Długowłosy pianista działa na kobiety nowojorskie tak samo jak słoik konfitur na sieroty z przytułku.
Paderewski był przede wszystkim fascynujacym wirtuozem. Ale recitale Paderewskiego to była nie tylko jego muzyka. To również jego osobowość. Przyciągał tłumy. Młody, niezwykle przystojny i elegancki z huraganem blond – rudych włosów elektryzował słuchaczy. Zdarzało się często, że wielbicielki Paderewskiego przychodziły na koncert z nożyczkami mając nadzieję, że uda im się zdobyć pukiel włosów artysty. Był prekursorem współczesnych gwiazd estrady, rapperów, którzy wywołują burzę emocji wśród publiczności. Nic się nie zmieniło. Zmienił się tylko repertuar.
Podczas pierwszego amerykańskiego tournee Paderewski dał 107 koncertów, w tym 32 w Nowym Jorku. I to właściwie otworzyło mu drogę do sukcesów w Europie, gdzie zaczęto go zaliczać do najwybitniejszych, żyjących wirtuozów fortepianu. Zaczął koncertować na całym świecie. Przyjaźnił się z przywódcami politycznymi, głowami państw. Te rozliczne kontakty wykorzystywał później jako orędownik niepodległości Polski. Już podczas pierwszego amerykańskiego tournee rozpoczął charytatywną i patriotyczną działalność. Wsparł inicjatywę wzniesienia pomnika Tadeusza Kościuszki w Chicago.

 

– Pierwsze tournee zakończyło się również wielkim sukcesem finansowym. Paderewski po raz pierwszy był bogaty a organizatorzy kolejnych tras koncertowych nie obawiali się już o klapę.

– Dlatego też rok później powrócił do USA. Tym razem trasa jego koncertów była znakomicie zorganizowana. Był gwiazdą. Nie musiał już mieszkać w podrzędnych hotelach, organizatorzy zapewnili mu komfortową salonkę. W całej amerykańskiej karierze, w luksusowym wagonie, doczepianym do pociągów, przemierzył Amerykę dwadzieścia razy. Było to skomplikowane, bowiem Paderewski podróżował z olbrzymią ilością bagażu, z fortepianem, z sekretarzem, stroicielem, kucharzem, lokajem. Jego żona Helena Paderewska z klatkami ptaków. Paderewski nie miał domu w Ameryce. Podróżował salonką i mieszkał w eleganckich hotelach. W Nowym Jorku zatrzymywał się w Gotham Hotel. Jego stała rezydencja była w Szwajcarii. Koncerty Paderewskiego były zawsze wielkim wydarzeniem artystycznym. Amerykańscy melomani witali go owacyjnie. Przyjmowano go na salonach amerykańskich polityków i śmietanki towarzyskiej.

 

– Czy wtedy rozpoczął swoją działalność polityczną?

– Tę działalność rozpoczął nie w Ameryce ale w Polsce, podczas zaborów. Ufundował pomnik na 500-lecie bitwy pod Grunwaldem który odsłonięto w Krakowie 10 lipca 1910 roku i na ten rok przypada początek kariery politycznej Paderewskiego.

W 1910 roku przypadła równiż setna rocznica urodzin Chopina. Obchody odbywały się też w zaborze austriackim. Władze carskie nie zgodziły się bowiem na żadą formę upamiętnienia tej rocznicy. Lwów był więc miejscem głównych obchodów. To właśnie we Lwowie wygłosił Paderewski słynną mowę o Chopinie. Powiedział wtedy, że nam Polakom, można było zabrać wszystko, ale nie zabrano nam Chopina, nie zabrano nam jego mazurków i polonezów i w ten sposów przetrwaliśmy jako naród. To był w zasadzie program polityczny Paderewskiego, mówiący że kultura jest orężem przeciw obcej władzy.

Po raz kolejny przyjechał do Ameryki w kwietniu 1915 roku. W Szwajcarii działał już Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który Paderewski założył wspólnie z Henrykiem Sienkiewiczem.

Paderewski miał bardzo ważne zadanie do spełnienia, zjednoczenie Polonii, która pochodziła z różnych zaborów. Bo zjednoczona, silna Polonia, licząca wtedy około cztery miliony Polaków była kartą przetargową w rozmowach z amerykańskiemi politykami. W ciągu jednego roku, jeżdżąc z koncertami, przemówieniami zjednał całą Polonię, zyskał jej poparcie. Stał się jej przedstawicielem. Paderewski mawiał – nie należę do żadnej partii. Moja jedyną partią jest ojczyzna. Zdołał również namówić Polonię aby głosowała na prezydenta Wilsona. I to dzięki polskim głosom Wilson po raz drugi wygrał wybory i zasiadł w Białym Domu. A to spowodowało, że Wilson odwdzięczył się Paderewskienu i Polakom poprzez tzw dyrektywy Wilsona. Był to plan amerykańskiego prezydenta dotyczący Europy po zakończeniu wojny i powrotu Polski na mapę świata. Polska, miała zostać odbudowana jako państwo federalne. A jej terytorium miało obejmować większość obszarów Rzeczypospolitej Obojga Narodów z okresu przed rozbiorami. Twórcą tej koncepcji był Paderewski i to on przedstawił ją amerykańskiemu prezydentowi w tzw Memoriale Paderewskiego o Stanach Zjednoczonych Polski. To on przekonał Wilsona, że Polska jest krajem, który trzeba odbudować i bez którego pokój w Europie nie będzie możliwy. Paderewski wykorzystał swoją międzynarodową sławę, swoje kontakty, na rzecz Polski. Tego nikt nie zrobił ani przedtem ani potem.

 

– Lista niebywałej działalności Paderewskiego na rzecz Polski jest długa. Reprezentował Polskę na konferencji pokojowej w Paryżu, był premierem, ministrem spraw zagranicznych, reprezentował Polskę w Lidze Narodów.

– Po wybuchu II wojny światowej wszedł w skład polskich władz na uchodźstwie. Został przewodniczącym Rady Narodowej RP w Londynie.

– Ale dzisiaj rozmawiamy o Paderewskim w Ameryce. Znany był tutaj nie tylko jako genialny pianista, kompozytor, przywódca Polonii ale również człowiek przeznaczajacy olbrzymie sumy na działalność charytatywną.

– Paderewski wspomagał wszystko i wszystkich. I nie mówię tu tylko o Polonii czy polskich organizacjach. Już podczas pierwszej tury koncertów przeznaczył na Łuk Waszyngtona, który powstawał w Nowym Jorku ponad cztery tysiące dolarów. To była wtedy olbrzymia suma. Fundował stypendia dla młodych muzyków, kompozytorów. Po I wojnie światowej przeznaczył 28,600 dolarów – jako największą pojedynczą wpłatę – na pomoc amerykańskim inwalidom wojennym. Zarabiał olbrzymie pieniądze, był jednym z najlepiej opłacanych muzyków na świecie ale potrafił się nimi dzielić. Amerykanie kochali go nie tylko za muzykę ale także za jego charytatywną działalność.

 

– W Kaliforni był właścicielem wielu rancz, sadził migdałowce i był znanym producentem win.

– Przygoda Paderewskiego z Kalifornią rozpoczęła się w 1914 roku. Kiedy koncertował w San Francisco, polecono mu odpoczynek w gorących źródłach, w małej mieścinie El Paso Robles, w połowie drogi pomiędzy San Francisco a Los Angeles. I Paderewski do tego stopnia uległ czarowi tego miejsca, że zakupił tam ponad półora tysiąca hektarów ziemi! Zaczął sadzić migdałowce i szybko stał się największym producentem migdałów w Kaliforni. Uprawiał też winorośle i był znanym producentem win. Los Angeles Time uznał wina Paderewskiego za jedne z najlepszych w Kaliforni. Dawał pracę setkom ludzi z tego regionu. Przyjeżdżał tam zawsze z żoną i całym sztabem towarzyszących mu osób w zimie, podczas przerw w koncertach i spędzał cały miesiąc. I zatrzymywał się zawsze w El Paso de Robles Hotel. Do swoich rancz zapraszał polityków, artystów. Grał wtedy w brydża i golfa. Ale zawsze ćwiczył, po kilka godzin dziennie. Bo odkąd otrzymał salonkę, to podróżował z fortepianem. Jego przyjazd do miasteczka był zawsze wydarzeniem. Na dworcu czekali na niego z kwiatami mieszkańcy Paso Robles i pomagali przenosić bagaże do hotelu. Problem z jego wielkimi posiadłościami zaczął się po jego śmierci. Paderewski nie zostawił bowiem spadkobierców ani testamentu. Po latach posiadłości sprzedano na aukcji.

– Co pozostało po Paderewskim w Kaliforni?

– Zarówno mieszkańcy El Paso de Robles jak i kalifornijska Polonia pamiętają o Paderewskim! Co roku organizujemy festiwal Paderewskiego, którego jestem dyrektorem artystycznym, dla młodych pianistów, konkursy, koncerty. Młodzi pianiści, kalifornijczycy jadą do Polski i na Ukrainę, gdzie urodził się Paderewski, aby poznać jego kraj. A pianiści z Polski i Ukrainy przyjeżdżają do Kaliforni.

 

– Nowy Jork jest miastem, w którym rozpoczęła się i zakończyła amerykańska przygoda Paderewskiego.

– Po raz ostatni przyjechał do Nowego Jorku pod koniec 1940 roku aby nie tylko koncertować ale znowu szukać pomocy dla Polski. Już na początku 1941 r. Paderewski odebrał wzruszający hołd za swoje zasługi artystyczne i humanitarne – amerykańskie miasta zorganizowały bowiem obchody 50. rocznicy jego pierwszej trasy koncertowej po Ameryce, ustanawiając Tydzień Paderewskiego. I jak zawsze na jego koncertach były tłumy. Paderewski był już wówczas chory. Zmarł 29. czerwca 1941 roku w hotelu znajdującym się na przeciwko Carnegie Hall, w którego sali debiutował 50 lat wcześniej.

Msza żałobna Paderewskiego odbyła się w Katedrze św. Patryka. Żegnały go dziesiątki tysięcy nowojorczyków. Prezydent Roosevelt, bliski znajomy Paderewskiego, wydał wtedy specjalny dekret zezwalający na pochówek kompozytora na Cmentarzu Narodowym w Arlington. Życzeniem artysty było jednak, aby być pochowanym w wolnej Polsce. Życzenie to zostało spełnione w 1992 r., kiedy prochy Paderewskiego zostały przewiezione do Polski i złożone w krypcie, w Katedrze św. Jana w Warszawie.

 

Małgorzata Kałuża