Mam to szczęście, że trafiam na niezwykłe, kreatywne osoby, które mówią tym samym językiem co ja, mówi Marta Kustek Justynie Berezie.

 

Justyna Bereza: Fundacja Dobra Polska Szkoła znana jest z niecodziennych projektów, które prowadzi od początku 2010 roku. Polonijny Dzień Dwujęzyczności, Polish Your Polish – badania nad poziomem języka polskiego wśród Polonii w USA, warsztaty filmowe dla polonijnej młodzieży czy półkolonie po polsku w Nowym Jorku, których zakończeniem był musical zaprezentowany przez ich uczestników – to tylko niektóre z inicjatyw Fundacji. Nie byłoby jednak o nich mowy, gdyby nie Marta Kustek, twórczyni portalu edukacyjnego Dobra Polska Szkoła i pomysłodawczyni wielu polonijnych akcji. Dzisiaj rozmawiam z nią o ostatnim wyzwaniu, jakim była realizacja siedmiu reportaży na temat dwujęzyczności.

Marta Kustek: Dokładnie jest to cykl na temat stereotypów dotyczących dwujęzycznego wychowywania dzieci, które funkcjonują w polskich rodzinach. Cały Miał on tytuł „W naszym domu mówimy po polsku” i był kontynuacją akcji o tej samej nazwie, jaką prowadzi nasza Fundacja od ośmiu lat. W tej akcji promujemy rozmawianie rodziców z dziećmi w domu w języku polskim, i w naszych działaniach używaliśmy już wielu różnorodnych narzędzi: były artykuły, wywiady, spotkania z nauczycielami i rodzicami w polskich szkołach i organizacjach, webinary, materiały drukowane i wiele innych form. Pomyślałam, że dobrym pomysłem byłoby zrealizowanie filmowych reportaży na ten temat. Jest to w dzisiejszych czasach jedna z najbardziej atrakcyjnych form przekazu i może dotrzeć do ogromnej grupy odbiorców. W filmach tych chciałam pokazać, że wszystkie obiegowe przekonania w polskich rodzinach na temat tego, czy nasze dziecko będzie lub nie będzie mówić po polsku, po prostu nie są prawdziwe.

 

– Jakie przekonania masz na myśli?

– Takim największym jest stereotyp funkcjonujący wśród Polonii w wielu krajach świata, że dziecko urodzone poza ojczyzną nigdy nie będzie mówiło dobrze w języku polskim. Jest to argument wykorzystywany wielokrotnie przez polonijnych rodziców, których dzieci urodzone poza Polską nie mówią w ogóle po polsku lub w minimalnym stopniu.

 

Łatwiej jest powiedzieć, że moje dziecko urodziło się w innym kraju, jego pierwszym językiem nie jest polski, przebywa w innym środowisku, aniżeli przyznać, że nic nie zrobiłem w tej sprawie, żeby mój rodzinny język dziecku przykazać, że zaniedbałem tę sprawę. Kolejnym stereotypem jest twierdzenie, że dziecku polski język na nic się nie przyda, skoro mieszka, uczy się i pewnie będzie pracowało w tym kraju. Jeszcze innym, że obciążanie dziecka nauką dodatkowego języka jest dla niego niekorzystne, jest dodatkowym balastem w jego, i tak ciężkim programie szkolnym, że opóźnia jego normalną naukę.

 

– Czy udało się przekazać te informacje w reportażach, które zrobiliście?

– Myślę, że tak. Każdemu z nich poświęciliśmy osobny odcinek. Zaprezentowaliśmy takich bohaterów, rodziny, dzieci, młodych ludzi, którzy swoją historią całkowicie obalają te przekonania. Na przykład w pierwszym odcinku przedstawiamy rodziny mieszane, w których tylko jeden z rodziców jest Polakiem, a dzieci wychowują się nie w dwóch, ale w trzech językach: języku mamy, taty oraz w języku angielskim. Na przykład w rodzinie Budimanów dzieci mówią po angielsku, polsku i chińsku, wspaniale porozumiewają się z dziadkami z każdej narodowości w ich ojczystym języku. Co więcej, rodziny te były żywym przykładem, że dwie na pozór bardzo różne kultury, różne tradycje obu tych kultur, mogą pięknie ze sobą współgrać, mogą się integrować, wymaga to jednak dużej dojrzałości z każdej strony, szacunku i otwartości na drugą kulturę. Muszę przyznać, że nagrywanie naszych bohaterów było dla nas ogromną przyjemnością i inspiracją, byliśmy dumni, że są tak niesamowite rodziny, z takim podejściem do kwestii polskości, języka, wielokulturowości, i to wszystko przebiega u nich w naturalny i prosty sposób.

 

– Czego dotyczyły kolejne odcinki?

– Pierwszy, jak wspomniałam, dotyczył podejścia do polskiego języka w rodzinach mieszanych. Kolejny pokazywał, jak wygląda wychowanie w polskim języku w rodzinie, w której oboje rodzice są Polakami. Trzeci odcinek dotyczył znaczenia polskiej sobotniej szkoły w dwujęzycznym wychowaniu i temu, jak ważni są polscy nauczyciele w tym procesie, szczególnie nauczyciele z powołania, którzy kochają uczyć i kochają dzieci. W tym odcinku pokazaliśmy jedną z takich nauczycielek, Marię Marchwiński, ulubienicę wielu uczniów Polskiej Szkoły Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ. Następny pokazywał młodych Polonusów, urodzonych w polskich rodzinach, stawiających pierwsze kroki w zawodowym życiu i jak bardzo polski język zaznaczył się w ich karierze. Zaprezentowaliśmy Monicę która, choć urodzona i wykształcona w Nowym Jorku, za swoje miejsce do życia wybrała Warszawę i dzięki temu, że znała język polski, mogła tam znaleźć pracę swoich marzeń. Drugim bohaterem tego odcinka był Michał, pracujący na Wall Street w firmie informatycznej, która jest oddziałem firmy z Polski. Piąty i szósty odcinek opowiadał o ogromnym znaczeniu babci i dziadka w nauczaniu języka polskiego u dzieci polonijnych. Chyba większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że niejednokrotnie robią oni lepszą robotę niż polska szkoła czy wyjazdy do Polski. Ostatni odcinek – jeszcze w trakcie montażu – jest podsumowaniem pozostałych, zamknięciem tematu dwujęzyczności i dotyczy Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, nowego święta zainicjowanego przez naszą Fundację w 2015 r., a w następnym roku oficjalnie zatwierdzonego przez polski Sejm.

 

– W jaki sposób dobierałaś bohaterów kolejnych odcinków? Kogo widzowie mogą zobaczyć w reportażach?

– Naszymi bohaterami były rodziny mieszkające w stanie Nowy Jork i New Jersey, znane wielu osobom z naszego polonijnego środowiska. Niektóre znałam od wielu lat, np.: Marię Marchwiński, wulkan energii i pomysłów, jeżeli chodzi o działania na polu edukacji. To właśnie ona pomogła nam znaleźć najmłodszych naszych bohaterów: Kasię, Karolinę i Julkę, których język polski nie różni się praktycznie niczym od polskiego dzieci urodzonych w Polsce. Innym bohaterem jest Kuba Hibner, wspaniały młody człowiek, chodząca wizytówka polskości, nie tylko w polonijnym, ale i amerykańskim środowisku. Staraliśmy się też przybliżyć rodziców tych młodych ludzi, byłam ciekawa szczególnie jednej rzeczy – jak podchodzą do wychowania swoich dzieci, co takiego robią, że ich dzieci nie tylko tak pięknie mówią po polsku, ale same są aktywnymi adwokatami polskości, bo nikt ich do tego specjalnie nie zachęca. Nawet jedna z naszych młodych bohaterek jest nazywana w rodzinie żandarmem, bo pilnuje pozostałych, rodzeństwo, a nawet samych rodziców, żeby mówili po polsku, poprawia ich polszczyznę. Wśród innych bohaterów mieliśmy niezwykłego dziadka i babcię, pana Stanisława Kierzkowskiego, wychowującego trzech wnuków oraz panią Danutę Piekut, która również potrafiła zaszczepić poczucie polskości w swoich dwóch, dorosłych już dzisiaj wnukach.

 

– Jaka atmosfera panowała na planie? Kto miał większą tremę – dzieci, rodzice czy dziadkowie?

– Zdjęcia do reportaży realizowaliśmy przez kilka miesięcy. Trwały one przez cały dzień i była to naprawdę ciężka praca. Pomimo tego, dla nas wszystkich, dla naszej ekipy i bohaterów, była to niezwykła przygoda i myślę, że też super zabawa. Początkowo kamery, sprzęt, liczna ekipa wywoływały tremę, która jednak bardzo szybko mijała. Atmosfera była świetna, bohaterowie bardzo szybko wczuwali się w tematykę i główne przesłanie odcinków, w wielu przypadkach sami podpowiadali ciekawe sceny lub dodatkowe informacje.

 

– Jesteś pomysłodawczynią i realizatorką całego cyklu. Kto jeszcze obok Ciebie wszedł w skład ekipy zdjęciowej i za co był odpowiedzialny?

– Mieliśmy trzech bardzo dobrych operatorów kamer: Tomasza Magierskiego, Piotra Rudzińskiego i Andrzeja Cierkosza, który zajmował się również dźwiękiem. Kierownikiem planu była Aleksandra Słabisz, ogarniała całą masę szczegółów podczas realizacji zdjęć, o których nie zawsze wszyscy pamiętaliśmy, ale Ola miała wszystko pod kontrolą. Bardzo dobrze pracowało się nam w tym zespole i mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję nagrywać w tym składzie. Mieliśmy również partnera z Polski, Fundację HumanDoc, odpowiedzialną za montaż i udźwiękowienie, do której wysyłaliśmy zdjęcia po nagraniach.

 

– Co podczas realizacji tego projektu dostarczyło Ci najwięcej satysfakcji?

– Najwięcej radości dawało mi poznawanie historii naszych bohaterów, ich podejścia do ważnych dla nas, Polaków mieszkających poza Polską, spraw. Cieszyłam się, że otworzyli się przed nami, że zgodzili się odsłonić kawałek swojego prywatnego życia, podzielić nim z innymi, że nam zaufali. I uderzyło mnie to, jak wielu jest wśród Polonii mądrych, głębokich ludzi, którzy mają tyle do zaoferowania. Ogromnie dużo satysfakcji dał mi również i chyba nam wszystkim z ekipy, cały proces realizacji zdjęć, podczas którego bardzo dużo się uczyliśmy, każdy kolejny dzień nagrań przynosił nowe doświadczenia, nową wiedzę, którą na bieżąco wykorzystywaliśmy w kolejnych nagraniach.

 

– Aby zrealizować takie przedsięwzięcie oprócz pomysłu, zaangażowania i ciężkiej pracy potrzebne są także środki finansowe. Jak sobie poradziliście z tym wyzwaniem?

– Projekty filmowe należą do jednych z najbardziej kosztownych i wiadomo było, że bez wsparcia w tym zakresie sobie nie poradzimy. Opisałam nasz projekt i złożyłam wniosek o dofinansowanie do Senatu RP w ramach corocznego konkursu na realizację zadań publicznych w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w 2017. W lutym z ogromną przyjemnością dowiedzieliśmy się, że Senat przyznał nam dofinansowanie na siedem z wnioskowanych dziesięciu odcinków.

 

– Gdzie można zobaczyć efekty waszej pracy?

– Wszystkie odcinki ukazały się już w Telewizji Polonia w okresie świąteczno – noworocznym, z czego się bardzo cieszę, bo w tym czasie jest dużo większa niż zwykle oglądalność. Dziś wciąż można je zobaczyć w wielu miejscach, m.in. na naszych stronach www.DobraPolskaSzkola.com oraz www.PolishBilinguaDay. com, na stronie www.Dziennik.com, na YouTube na naszym kanale DobraPolskaSzkola, jak również na wielu różnych polonijnych portalach na całym świecie: w Australii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoszech, Niemczech, Kanadzie i innych.

 

– Twoja praca to przede wszystkim kontakt z ludźmi. Jaka jest recepta na wspólne, efektywne działanie?

– Mam szczęście, że trafiam na niezwykłe, kreatywne osoby, które mówią tym samym językiem co ja, i dla których nie ma ograniczeń, jeżeli chodzi o oryginalne, czasem nawet szalone pomysły. We wspólnej pracy dla mnie najważniejsze jest wzajemne zaufanie, otwartość, zrozumienie, po prostu dobra komunikacja, również patrzenie w tym samym kierunku i wzajemne wsparcie w różnych działaniach. Jeżeli wszystkie te elementy są spełnione, to wówczas razem możemy zrealizować naprawdę każdy pomysł, nawet jeżeli wydaje się kompletnie niemożliwy. Jest wtedy wspaniała atmosfera do tworzenia, jest entuzjazm i radość. Wzajemnie się nakręcamy i rodzą się nowe rzeczy.

– W Twoim słowniku nie istnieje chyba słowo „nuda”. Jakie zatem plany wiążą się z rokiem 2018?

– To prawda, nie znam zupełnie uczucia nudy, a mam często wręcz odwrotny problem, dla mnie doba powinna mieć dużo więcej godzin! Życie przynosi nam tyle ciekawych rzeczy, wydarzeń, projektów, spotkań, po prostu nie starcza mi czasu na to wszystko:) Jeżeli chodzi o ten rok, to cykl reportaży o dwujęzyczności spotkał się z bardzo dobrym odzewem, i ze strony polonijnych rodziców z całego świata, i ze strony polskiego rządu, dlatego na pewno chcielibyśmy kontynuować filmowe projekty. Z innych rzeczy planujemy ponownie zorganizowanie w Nowym Jorku letnich półkolonii z językiem polskim. W tym roku będą to roztańczone i rozśpiewane zajęcia, w których głównym wątkiem będzie musical broadway’owski i wszystko, co jest z nim związane. Będziemy odwiedzać prawdziwych tancerzy na Broadwayu i podpatrywać ich pracę. Podobnie jak w ubiegłym roku będzie wspaniała kadra prowadzących, ale jeszcze nie chcę zdradzać szczegółów. Już wkrótce będziemy o wszystkim informować w specjalnych ogłoszeniach. Z nowych projektów, jeżeli tylko otrzymamy dofinansowanie z Senatu RP, będziemy chcieli wprowadzić w polonijnym środowisku Questing, świetną zabawę dla polonijnych dzieci i młodzieży, która jest jednocześnie rewelacyjną formą uczenia się, poznawania nowej wiedzy o polskiej historii i kulturze, i poszerzania polskiego słownictwa. No i oczywiście w drugiej połowie roku będzie kolejna, czwarta już edycja Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, w tym roku pod hasłem „Warto chodzić do polskiej sobotniej szkoły”. Już teraz wszystkich zapraszamy do przyłączenia się do obchodów!

 

– Dziękuję za rozmowę! Gratuluję pomysłów i trzymam kciuki za kolejne sukcesy.

 

Justyna Bereza