Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy było jeszcze ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył zaś za nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają.” Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem. „I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Mk. 1, 32-39
W czasie mojej posługi duszpasterskiej w Polsce miała miejsce zabawna historia, która przydarzyła się mojemu koledze księdzu. Jako świeżo upieczony doktor teologii został posłany do pracy duszpasterskiej w niewielkiej wiejskiej parafii. Niektóre starsze parafianki były wielce ucieszone, że będą miały w parafii lekarza, jako że te dwa pojęcia w potocznym rozumieniu używane są bardzo często zamiennie. Doktor utożsamiany jest z lekarzem. Liczyły, że ksiądz doktor cierpliwie wysłucha zwierzeń o ich dolegliwościach i przypisze odpowiednie leki. Pewnego dnia przyszła starsza pani i zaczęła opowiadać o tym co ją boli. Ksiądz cierpliwie słuchał, jako że często wierni przychodząc do kapłana zwierzają się nie tylko z problemów duchowych, ale także mówią o swoich chorobach. Kapłan odpowiadając na te zwierzenia ukazał wymiar duchowy cierpienia i związek z cierpieniem Jezusa. Zauważył jednak, że kobieta nie jest zadowolona z tej rady i oczekuje czegoś więcej. W końcu powiedziała – „ksiądz doktor zapomniał wypisać mi receptę na leki”. Ukrywając rozbawienie, kolega odpowiedział, że jest doktorem teologii, a nie lekarzem i nie jest upoważniony do wypisywania recept. Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie, jakby chciała powiedzieć: Co to za doktor, który nie zna się na chorobach i nie może wypisać recepty. Kapłan wyjaśnił dokładnie sprawę, ale zauważył, że to nie rozwiało wątpliwości kobiety.
To wspomnienie skojarzyłem z dzisiejszym fragmentem Ewangelii. Jezus przychodzi na ziemię jako Zbawiciel świata, ale leczy także cierpiących na różne dolegliwości fizyczne. W synagodze uleczył człowieka opętanego przez ducha nieczystego. Potem odwiedził dom św. Piotra i uleczył z gorączki jego teściową. Przynoszono do Niego chorych i opętanych przez demony, a On uzdrawiał ich z chorób i wypędzał złe duchy. Jednak mimo wielu oczekujących na uzdrowienie, Jezus skoro świt opuścił miasto i udał się na miejsce pustynne, aby się modlić. W Ewangelii czytamy: „Nad ranem, kiedy było jeszcze ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”. Przez takie postępowanie Jezus ukazuje uczniom sens swojej misji zbawczej, którą realizuje w jedności z Ojcem. jaka jest Jego misja na ziemi. Ta misja jest najważniejsza i ona nadaje sens wszystkim poczynaniom Jezusa. Jest On kimś więcej niż tylko lekarzem, uzdrowicielem ciała. Wygląda na to, że apostołowie nie rozumieją do końca posłannictwa swego Mistrza. Przerywają Mu modlitwę, mówiąc: „Wszyscy Cię szukają.” Może spodziewali się, że Jezus im odpowie: To świetnie, interes dobrze się kręci, gromadzą się coraz większe tłumy chorych. Wracajmy i uzdrawiajmy ich. Zamiast spodziewanej odpowiedzi Jezus mówi: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem.”
Jezus świadom swej duchowej misji zbawienia rodzaju ludzkiego odmawia ograniczenia jej do funkcji uzdrowiciela, lekarza. Nie ogranicza jej także do jednego miejsca. Przemierza całą Galileę uzdrawia chorych, ale przede wszystkim głosi Królestwo Boże, którego znakiem nadejścia są między innymi cuda uzdrowienia. W swojej misji Jezus koncentruje się na trzech rzeczach: leczy chorych i cierpiących, modli się i głosi nadejście Królestwa Bożego. Cierpienie zajmuje bardzo ważne miejsce w nauczaniu Jezusa. Pochyla się nad każdym rodzajem cierpienia, które dotyka człowieka. Co więcej, aby ukazać sens tego cierpienia i jego wartość zbawczą, sam podejmuje krzyż i przez Golgotę zdąża ku zwycięstwu, ku zmartwychwstaniu. Mógł nas zbawić w inny sposób, unikając cierpienia, jednak wybrał je, aby okazać nam solidarność w cierpieniu i śmierci, abyśmy w trudnych momentach nie czuli się opuszczeni, abyśmy tak po ludzku czuli Jego obecność, która prowadzi nas do zbawienia przez dolinę cierpienia i śmierci.
W pierwszym czytaniu słyszymy o zmaganiu się z cierpieniem Hioba, który po wielu doświadczeniach życiowych napisał: „Czyż nie do bojowania podobny jest byt człowieka? Dni jego czyż nie są dniami najemnika? Jak sługa wzdycha on do cienia i jak najemnik czeka na zapłatę. Tak moim działem miesiące nicości i wyznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Przedłuża się wieczór, a niepokój mnie syci do świtu. Dni moje lecą jak tkackie czółenko i kończą się, bo braknie nici. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna”.
 Hiob był bogobojnym człowiekiem, który całe swoje życie zawierzył Bogu, który mu błogosławił, obdarzając go zdrowiem, kochającą żoną, wspaniałymi dziećmi, także pomnażał jego posiadłości. Żył dostatnio, wychwalając Boga. Był człowiekiem szczęśliwym. Biblia mówi, że pewnego dnia Szatan przyszedł do Boga i poddał w wątpliwość wiarę i bogobojność Hioba, mówiąc, że Hiob chwali Boga za to co od Niego otrzymuje. Powiedział, że wystarczy pozbawić go tego, a będzie złorzeczył. Bóg zgodził się na taką próbę. Hiob najpierw utracił swoje bogactwo, potem dzieci. Na koniec został dotknięty bolesną chorobą. Cierpiał i żali się przed Bogiem, ale nigdy nie zwątpił w Niego. Mówił: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” Niektórzy dziwili się wierności Hioba i radzili mu, aby Mu złorzeczył. Inni mówili, że Bóg zesłał tę karę za jego grzechy. Hiob jednak w tych trudnych zdarzeniach widział coś więcej niż tylko karę za grzechy. I nie mylił się. Cierpienie miało sens, bo nauczyło Hioba wytrwałości, umocniły jego wiarę i nadzieję. Za tę wierność Bóg obdarzył go ponownie dziećmi i jeszcze większymi bogactwami.
Księga Hioba należy do ksiąg dydaktycznych, inaczej mądrościowych, która w bożej perspektywie stara się odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: Dlaczego niewinni cierpią? Dlaczego Bóg pozwala, by na ziemi istniało zło? Hiob uważany jest za prefigurację, zapowiedź Chrystusa, ponieważ był wiernym i sprawiedliwym czcicielem Boga. Chociaż został poddany ciężkiej próbie nie stracił wiary w Bożą sprawiedliwość. Jest on symbolem cierpienia niezawinionego. Jest zapowiedzią Chrystusa w sposób szczególny w perspektywie cierpienia, które w Chrystusie nabiera właściwego sensu i ma zbawczą wartość. Św. Jan Paweł II mówił: „Aby móc poznać prawdziwą odpowiedź na pytanie ‘dlaczego cierpienie”, musimy skierować nasze spojrzenie na objawienie Bożej miłości, ostatecznego źródła sensu wszystkiego, co istnieje. Miłość jest też najpełniejszym źródłem sensu cierpienia, które pozostaje zawsze tajemnicą: zdajemy sobie sprawę, że wszelkie nasze wyjaśnienia będą zawsze niewystarczające i nieadekwatne. Chrystus pozwala nam wejść w tajemnicę i odkryć ‘dlaczego cierpienie’ o ile jesteśmy zdolni pojąć wzniosłość miłości Bożej. Miłość jest też najpełniejszym źródłem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Odpowiedzi tej udzielił Bóg człowiekowi w Krzyżu Jezusa Chrystusa”.
ks. Ryszard Koper