Wkrótce miną 73 lata od zakończenia II wojny światowej. Wiele problemów powstałych w wyniku tego najstraszliwszego konfliktu w dziejach ludzkości pozostaje wciąż nierozwiązanych.

 

 

Od kilku miesięcy toczy się kampania na rzecz przyznania Polsce przez Niemcy odszkodowań za zniszczenia wojenne. Polacy jako pierwsi stawili zbrojny opór hitlerowskiej agresji w Europie. Przez ponad pięć lat ziemie polskie znajdowały się pod okupacją niemiecką. Jak wiadomo straty ludzkie, które poniosła Polska ocenia się na co najmniej 6 mln obywateli Rzeczpospolitej. Straty materialne były niewyobrażalne.

Głosy domagające się przyznania odszkodowań pochodzą głównie ze środowisk prawicowych, przede wszystkim z kręgów sprawującego władzę Prawa i Sprawiedliwości. Rząd RP nie wystąpił jak dotychczas z żadnym formalnym wnioskiem w tej sprawie. Dyskusja na ten temat trwa w sejmie i w senacie, wśród działaczy Zjednoczonej Prawicy oraz w mediach. Konserwatywni publicyści oceniają, że kwota reperacji należnych Polsce od Niemiec może wynieść nawet sześć bln. dolarów.

Totalna opozycja reprezentowana przez PO i Nowoczesną utrzymuje, że wyciąganie kwestii odszkodowań w dzisiejszych warunkach może tylko zaszkodzić stosunkom Warszawa – Berlin. Mówi się również, że władze polskie zrzekły się odszkodowań w roku 1953 oraz w wyniku układów i porozumień w latach 1970, 1990 oraz 2004. Przeciwnicy takiego argumentu twierdzą, że w 1953 r. rząd PRL zrzekł się odszkodowań jedynie od komunistycznych Niemiec wschodnich (NRD), natomiast późniejsze traktaty nie rozwiązały sprawy odszkodowań w sposób całkowity i ostateczny.

Strona niemiecka przypomina niekiedy, że w wyniku drugiej wojny Polacy uzyskali dobrze zagospodarowane ziemie zachodnie i północne. Ignoruje się jednak fakt utraty przez Rzeczpospolitą prawie połowy przedwojennego terytorium na rzecz Związku Sowieckiego.

Polska nie jest jedynym krajem, który podniósł problem reperacji wojennych w ostatnim czasie. Z podobnymi żądaniami wystąpiła kilka lat temu Grecja. Sprawa ta została natomiast już dawno uregulowana w relacjach Berlin – Tel-Aviv. Izrael uzyskał olbrzymie sumy odszkodowań za straty ludzkie i materialne poniesione przez ludność żydowską w czasie ostatniej wojny.

Kolejną kwestią związaną z dziedzictwem drugiej wojny jest używanie przez zachodnie media i wielu polityków określenia „polskie obozy zagłady”. W 2012 r. terminu tego użył prezydent Obama w czasie oficjalnej uroczystości w Białym Domu upamiętniającej ofiary holokaustu.

Istnieje pogląd, że angielskie wyrażenie polish death camps nie oznacza dokładnie, że obozy te były zorganizowane i prowadzone przez Polaków, lecz jedynie że znajdowały się geograficznie na ziemiach polskich. Niektórzy językoznawcy twierdzą jednak, że określenie to ma co najmniej dwuznaczny charakter i nie powinno być używane.

W ubiegłym tygodniu sejm uchwalił nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która dopuszcza karalność osób przypisujących narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę. Uchwała ta spotkała się natychmiast z szeroką reakcją w wielu krajach. Najmocniej zareagował rząd Izraela. W czasie uroczystości w Oświęcimiu z okazji rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady, ambasador Izraela w Polsce Anna Azari zaapelowała do rządu polskiego aby zmienił ustawę o IPN. „Musimy znaleźć wspólny język na temat tego, co się wydarzyło w czasie wojny” – stwierdziła pani ambasador. Światowy Kongres Żydów wydał oświadczenie w którym wyrażono zrozumienie dla Polaków, którzy chcą by było jasne, że Niemcy, a nie Polacy, są odpowiedzialni za utworzenie i działanie fabryk śmierci. Jednocześnie oświadczenie stwierdza, że nie należy karać za mówienie o „polskich obozach”. Potrzebna jest natomiast edukacja w tej dziedzinie.

Krytyczne podejście do nowelizacji o IPN polega na tym, że w wielu środowiskach żydowskich w Izraelu i na świecie utrzymuje się ciągle, iz Polacy mieli pewien udział w holokauście. Jako przykład podaje się sprawę mordu w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. miejscowa ludność przy poparciu lokalnych władz niemieckich doprowadziła do zabójstwa grupy około 300 Żydów. Nie mówi się jednak o tym, że ludność żydowska w tych okolicach brała udział w prześladowaniu Polaków podczas okupacji tych terenów przez Sowietów w latach 1939-1941. W 2001r., w 60. rocznicę tragedii w Jedwabnem, władze III RP uczciły pamięć ofiar i wyraziły ubolewanie w związku z udziałem Polaków w tamtych wydarzeniach.

Premier Mateusz Morawiecki odbył rozmowę telefoniczną z premierem Izraela Benjaminem Natanjahu. Szef polskiego rządu oświadczył, że państwo polskie było ofiarą agresji i okupacji niemieckiej. Nie ma mowy o odpowiedzialności Polaków za Holokaust. Polska musi stanowczo i konsekwentnie walczyć o prawdę – bo przez wiele lat zbyt dużo pisało się o „polskich obozach koncentracyjnych”.

Podobne stanowisko zajął Andrzej Duda w wywiadzie udzielonym Telewizji Polskiej. Prezydent RP podkreślił, że należy zdecydowanie bronić prawdy historycznej, bo w przeciwnym razie za 5 – 10 lat młodzi ludzie będą mówić, że za zbrodnie drugiej wojny nie są odpowiedzialni Niemcy ale jacyś enigmatyczni „naziści”.

 

Kazimierz Wierzbicki