Środa

Pierwsze orędzie o stanie państwa prezydenta Donalda Trumpa. Świetny, mocny szoł, z wielkim przekazem „wspólnie zbudujemy bezpieczną, silną i dumną Amerykę”. Optymistyczny, jasny przekaz, że „przed nami nowy amerykański moment. Jeszcze nigdy nie było lepszego czasu, aby znów żyć amerykańskim marzeniem”.

Skąd ten optymizm u Trumpa, który słuchając mediów głównego nurtu znajduje się w jakiejś bańce odrealnienia, chaosu, niewiedzy czy wręcz szaleństwa? Ano z silnych związków z rzeczywistością. I tutaj Trump, jak zresztą czynił to wcześniej każdy z jego poprzedników, wymienił długą listę osiągnięć w dziedzinie gospodarczej po pierwszym roku w Białym Domu: rekordowo niski, najniższy od 17 lat wskaźnik bezrobocia, wzrostu PKB, rekordy na giełdach, przeprowadzenia historycznej reformy podatków, która przyczyniła się do wzrostu dochodów zatrudnionych, zwiększenia zatrudnienia w sektorze produkcyjnym, wznowienia inwestowania przez takie giganty jak Apple, ExxonMobil czy Chevrolet na terenie Stanów Zjednoczonych. Prezydent zwrócił uwagę na zniesienie „największej w historii”, liczby regulacji rządowych tłumiących działalność gospodarczą, dzięki czemu wraca do łask nawet „wspaniały, czysty węgiel”.

Faktycznie, uchwalona przez Republikanów obniżka podatków (w tym stawki podatku dochodowego dla firm z 35 do 21 proc.) dała niesamowitego kopa optymizmu Ameryce. Jeśli uda się zrealizować jeszcze zapowiadany w orędziu wielki program inwestycji w podupadającą infrastrukturę Ameryki, zwłaszcza transportową, Trump będzie mógł chyba myśleć o walce o drugą kadencję.

W swoim wystąpieniu, które było podkreśleniem głównych motywów kampanii wyborczej Trumpa z jej naczelnym hasłem „America First”, prezydent przedstawił długo oczekiwany czteropunktowy plan reformy imigracyjnej. Obejmuje on możliwość zalegalizowania pobytu i uzyskania w ciągu 12 lat obywatelstwa amerykańskiego przez około 1,8 mln nielegalnych przybyszy, którzy zostali przeszmuglowani do USA jako dzieci („marzyciele”); likwidację tzw. loterii wizowej; uniemożliwienie „łańcuchowej imigracji” – czyli możliwości sprowadzania przez legalnych imigrantów dalszych krewnych – poprzez ograniczenie regulacji dotyczących łączenia rodzin tylko do najbliższych; realizację sztandarowej obietnicy Trumpa z kampanii, jaką jest budowa muru na granicy z Meksykiem. „Zostawmy politykę na boku i wykonajmy robotę” – zaapelował prezydent, podkreślając, że „Amerykanie także są marzycielami”.
Pierwsze orędzie o stanie państwa prezydenta Trumpa trwało godzinę 28 min i było przerywane oklaskami 115 razy. Klaskali głównie Republikanie, bo Demokraci siedzili ze skwaszonymi minami, choć raz po raz lokator Białego Domu sypał pomysłami, które znajdują się również w programie wyborczym Partii Demokratycznej. Ale podobnie jak w Polsce, „opozycja totalna” nie specjalnie słucha. Ona wie. I jej jedynym celem jest obalenie rządów człowieka, który w ich najszczerszym przekonaniu nie zasłużył ani nie zasługuje na to, aby być prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Czwartek z rana

No więc Senat RP zagłosował „za” i już tylko podpisu Prezydenta Andrzeja Dudy brakuje, aby ustawa wprowadzająca odpowiedzialność karną za głoszenie słów o „polskich obozach śmierci” stała się obowiązującym prawem. Wbrew brutalnym naciskom władz państwa Izrael oraz środowisk żydowskich, senatorowie stosunkiem głosów: 57 senatorów „za”, 23 przeciwko, 2 senatorów wstrzymało się od głosu.

Widać było, że naciski z zagranicy (bo włączyła się grupka kongresmenów USA oraz Departament Stanu) tylko wzmogły determinację. „Nie możemy się dać zakrzyczeć, nie możemy się ugiąć pod presją obcych państw. Jeżeli nie zareagujemy poprzez przyjęcie tej ustawy, to nadal będzie dominować taka narracja, że to wszystko zrobili naziści, a Polacy byli współsprawcami, i ofiary będą uznawane za katów. Ta ustawa ma temu zapobiec – mówił wicemarszałek Senatu Michał Seweryński (PiS).

Na pytania senatorów odpowiadał wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który przedstawił stanowisko rządu. Tłumaczył, że przepisy noweli o IPN są potrzebne ze względu na słabość dotychczasowej polskiej polityki historycznej. Przekonywał, że nowe przepisy ograniczą pojawiające się na świecie sformułowania np. „o polskich obozach śmierci”. Jak mówił, są one używane na świecie coraz częściej, przypisując Polsce odpowiedzialność za Holokaust. Wiceminister sprawiedliwości odniósł się m.in. do pytania o stosunki dyplomatyczne Polski z Izraelem. „Chcę podkreślić, że one są objęte wyjątkową troską. Naprawdę bardzo nam zależy na tym, żeby te stosunki były dobre – podkreślił Jaki.
Pod koniec debaty marszałek Senatu Stanisław Karczewski zaapelował do senatorów, by głosowali za ustawą. – Ta ustawa została napisana po to, abyśmy dbali o dobre imię Polski, o nasz polski interes, o dobre imię Polaków. To jest nasz polski interes, bo od lat polska historia jest zakłamywana – powiedział marszałek. Przekonywał, że przepisy noweli o IPN od dawna należą się Polakom, ponieważ dotyczą godności i prawdy. Zgodnie z nowelizacją ustawy o IPN, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne – będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Jeśli sprawca działałby nieumyślnie, podlegałby karze grzywny lub ograniczeniu wolności. Nie byłoby przestępstwem popełnienie tych czynów „w ramach działalności artystycznej lub naukowej”. Nowy przepis ma się stosować do obywatela polskiego oraz cudzoziemca – „niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu”. Ustawa zakłada także możliwość wytaczania za takie sformułowania jak „polskie obozy śmierci” procesów cywilnych, m.in. przez organizacje pozarządowe i Instytut Pamięci Narodowej. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie będą przysługiwać Skarbowi Państwa.

Jeśli prezydent Duda ustawę podpisze, zapowiada się ciąg dalszy. Pytanie jak zareagują władze Izraela, gdzie toczy się brutalna kampania wyborcza a cała sprawa zdaje się być bez skrupułów wykorzystywana do zabiegania o skrajny, w dużej swej części, antypolski elektorat. Wszystko wskazuje na to, że będzie tylko goręcej…

Jeremi Zaborowski