W 2001 roku telewizja BBC rozpoczęła nadawanie serii dokumentalnych filmów „The Private Life of a Masterpiece”. Przedstawiono w nim około 30 słynnych obrazów sztuki (zasadniczo) zachodnioeuropejskiej.

 

 

W rozpoczynanym się cyklu pt. „Prywatne życie arcydzieła”, chcę przedstawić swój wybór obrazów, wartych – mym zdaniem – zawieszenia w mojej prywatnej galerii, a tym samym i zaprezentowania ich na łamach „Kuriera Plus”.
Nacisk w tym cyklu położony będzie na słowo „prywatne”. Nie tylko chcę podkreślić mój osobisty wybór (co oczywiste) dzieł, które wydają się warte uwagi, ale też przedstawić właśnie moje osobiste związki z danym malowidłem. Czytelnik znajdzie w publikowanych tekstach niewiele fachowych informacji (bo też nie jestem fachowcem), ale zamiast tego – opowieści o dziejach obrazów, o moich z nimi kontaktach, o sztuce jako takiej. Mniej mnie interesują techniki, zapożyczenia i wpływy, bardziej zaś właśnie samo życie – nasze i malarstwa.

O wielu moich ulubionych obrazach już wcześniej pisałem z takiej czy innej okazji. Nie będę się tedy powtarzał. Poszukam innych prac, też wybitnych, a godnych przypomnienia.

 

*

Niedawno znany kolekcjoner sztuki, Andrzej Kenda, przypomniał niektóre obrazy Tamary Łempickiej, w tym jej „Autoportret w zielonym bugatti”. Okazją tego przypomnienia, była, jak się domyślam, wizyta prawnuczki polskiej malarki. Ponieważ nie używam facebooka, więc nie mogłem dowiedzieć się szczegółów. Z przyjemnością jednak, jak zwykle, obejrzałem przy tej sposobności obrazy Łempickiej, eleganckie, stylowe, malownicze – w sensie dosłownym. Kolory są zawsze soczyste, jednolite, plamy barwne starannie oddzielone od siebie czarną kreską. Jej prace mają w dużej mierze charakter graficzny, bo też i malarka zasłynęła przede wszystkim jako ilustratorka drogich magazynów, głównie niemieckich. Bodaj najsłynniejszy jej „Autoportret” wykonała na okładkę niemieckiego pisma kobiecego. Malowała pięknych młodych ludzi, eleganckich, wytwornych – jeśli ubranych; erotycznie atrakcyjnych w przypadku aktów.

Taki był styl lat dwudziestych, taka była moda i takie też były nurty społeczne – na emancypację kobiet, jako istot niezależnych, wyzwolonych z konwenansów, a zarazem kosztownych. Ich piękno przysłania brzydotę świata robotniczego, ubóstwo milionów, mizerię biedy i przeciętności, zwyczajności. W świecie Łempickiej nie ma trosk, nie ma starości, chorób, ciężkiej pracy. Panuje luksus życia. Szczęście i beztroska.

Ideologię tamtych lat wspierał biznes, komercja, konsumpcja. „Kupuj” – to hasło, które dziś jest przemożnie atrakcyjne. „Kupuj”, a będziesz, młody, piękny, zdobędziesz sławę, pieniądze, łatwe życie. Wszyscy cię będą podziwiać, będą zazdrościć.

Ale nade wszystko pamiętaj, szary człowieku: twoje szara egzystencja jest pozbawiona znaczenia, blasku i emocji. Twoje szare dni upływają bez połysku i nadziei, zmarszczki twojej szarej żony przypominają o bezbarwnej codzienności; szara, pospolita twarz twego męża przypomina o pospolitym, nudnym życiu i szarych kłopotach domowych. Patrzcie na nas, bogatych i sławnych, wykąpanych w szampanie, wypoczętych po balach, rautach i przyjęciach. Możecie podziwiać nasze piękne ciała, zazdrościć wspaniałych domów, marzyć o naszych wiecznych wakacjach w modnych miejscach.
Nie tylko taka była przesłanie malarstwa Łempickiej, ale takie też było jej życie – między Paryżem a Hollywoodem, Mediolanem i Wiedniem, między Nowym Jorkiem a Szwajcarią, gdzie jej drugi mąż, Baron Raoul Kuffner, Węgier z pochodzenia, miał spory majątek. Obracała się w wielkim świecie pieniędzy, tytułów, słynnych gwiazd filmowych. Takie życie prowadziła, albo chciała prowadzić do końca.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Popyt na sztukę Łempickiej wkrótce się skończył. Ciężki kryzys gospodarczy przeciągający się do lat trzydziestych, następnie wojna, zmieniły oblicze Ameryki, a kształtujące się w tym czasie nowe prądy w sztuce, zwłaszcza abstrakcyjny ekspresjonizm (sztuka nieprzedstawiająca), zainicjowały nową estetykę. Dla obrazów Łempickiej nie było miejsca; gorzej nawet, jej dzieła traktować zaczęto jako synonim złego smaku, komercji i reklamowego kiczu.

Zapomniano o niej. Jej świat odszedł w niepamięć, usilnie podtrzymywana uroda więdła. Pod koniec życia przeprowadziła się do meksykańskiego Cuernavaca, popularnej rezydencji światowej arystokracji (zamieszkał tu, między innymi, obalony szach Iranu, Reza Pahlavi).

Nie mam specjalnie osobistego stosunku do Łempickiej i jej malarstwa, choć lubię art deco z jego elegancją, wytwornością, dekoracyjnym wyrafinowaniem. Jest mi jednak całkowicie obca ideologia jej sztuki.
Polskie biografie podkreślają jej polskie (Tamara Gurnick-Górska z domu) pochodzenie i patriotyzm, czego jednym z dowodów ma być udział malarki w wystawie-aukcji obrazów w 1941 r. na rzecz tzw. funduszu Paderewskiego. Kompozytor ponownie w Ameryce zabiegał (nieskutecznie) o polityczne poparcie i pieniądze dla sprawy polskiej w drugiej wojnie światowej.

Łempicka, urodzona w Petersburgu, formalnie polskiego pochodzenia i wychowana w Warszawie, była w istocie obywatelką świata. Nie przynależność narodowa, ale klasa, pieniądze i najwyższa sfera społeczna była jej ojczyzną – w Europie, w Ameryce.

Szymon Bojko, autor świetnej książki „Z polskim rodowodem…” poświęconej polskim artystom w Ameryce, opowiadał, jak okrężną drogą, przez Amerykę, wyruszył daleko na południe Meksyku, aby spotkać się z malarką. Nie zdążył. Łempicka zmarła w marcu 1980 roku w wieku 82 lat. W domu, wśród kwiatów i tropikalnej roślinności, przyjęła go córka artystki. Zamieszkał tam przez chwilę, oddychał, wchłaniał – jak mówił – atmosferę urządzonego przez artystkę domu, nad którym ciągle unosił się jej duch.

Mniej więcej w roku jej śmierci rozpoczęła się w Ameryce moda na Łempicką. Kiedyś czytałem, że jedną z pierwszych kolekcjonerek jej dzieł była znana tenisistka, Martina Navratilova. Wkrótce moda ogarnęła Hollywood, świat rozrywki. Jack Nicholson, Madonna to główni nabywcy obrazów Łempickiej. W 1994 r, Barbara Streisand sprzedała dzieło polskiej malarki pt. „Adam i Ewa” za dwa mln. dolarów, a kupiła go dziesięć lat wcześniej, płacąc kilkaset tysięcy. Dziś ceny na jej prace sięgają 9-10 mln dolarów.

 

Czesław Karkowski