Przybyli do Kafarnaum i zaraz w szabat wszedł do synagogi, i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich, bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać. „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży” Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego!” Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne.”
Mk 1, 21-27

 

Słowa mają wielką moc przemiany nas samych i naszych bliźnich. Wyobraźmy sobie, że między bliskimi osobami coś zaczęło niebezpiecznie iskrzyć. Nieporozumienia, wzajemne obwinianie wpędzało ich w ślepy zaułek niechęci i urazy. Nagle jedna ze stron ocknęła się i zauważyła, to co jest między nimi najważniejsze i powiedziała: „Kocham cię bardzo”. To był punkt zwrotny w narastającym konflikcie. Zatrzymali nakręcającą się spiralę wzajemnej niechęci i oddalenia. Później zaczęły padać inne słowa: „jesteś wspaniała”, „jesteś dla mnie najważniejsza”, „dobrze, że jesteś”, „dziękuję za twoją obecność”. Po tych słowach wszystko uległo gruntowanej przemianie. Miłość między nimi nabrała nowego kolorytu, stała się jeszcze głębsza i piękniejsza. Aby jednak tak się stało wypowiadane słowa muszą być szczere, autentyczne i wyrażać się w czynie. W przeciwnym razie nic one nie znaczą, co więcej ranią, bo są oszustwem. Gdy mówisz: „dziękuję za twoją obecność”, a szukasz okazji, aby wymknąć się z domu dla innego towarzystwa, to te słowa nie wnoszą nic dobrego, wręcz przeciwnie, poprzez swoją kłamliwość pogłębiają rozłam. Te słowa nie mają żadnej pozytywnej mocy sprawczej, są bezużyteczne i szkodliwe.

 

Słowa mocno zakotwiczone w czynie i osobowości mówiącego mają ogromną moc przemiany bliźniego i całego świata. Doświadczamy tego w czasie realizowania przez Wspólnotę Dobrego Samarytanina pięknego projektu misyjnego siostry Rut w Tanzanii. Słyszymy tak wiele pięknych i dobrych słów. Są one przekonywujące, bo za nimi stoją czyny przesączone ewangeliczną miłością. Tak wielu wspaniałych ludzi włączyło się w to dzieło. W tym rozważaniu wspomnę popularnego polskiego reżysera i scenarzystę Patryka Vegę. Po ostaniem spotkaniu z nim, Małgosia, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina, była pod wrażeniem jego postawy i otwartości na potrzeby innych. Słowa Patryka Vegi o miłości, o wierze, mają ogromną moc przekonania, bo są mocno zakotwiczone w czynie. Ofiarował on na sierociniec w Tanzanii sto tysięcy dolarów. 16 stycznia tego roku zaczął kręcić w Tanzanii film o głodujących sierotach i sierocińcu, który buduje dla nich siostra Rut. Zapewne film rozpropaguje to dzieło i przybierze konkretne formy wsparcia materialnego. Moc jego słowa jest zakotwiczona w mocy słowa które spływa z nieba, a o którym mówi prorok Izajasz: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.

Wspomniany reżyser w sposób szczególny doświadczył mocy z nieba, która odmieniła jego życie i sprawia, że jego słowa staja się przekonywującym świadectwem ewangelicznej prawdy. W wywiadzie na portalu DEON powiedział: „Kiedy jechaliśmy na wigilię do Radomia z żoną i z dzieckiem, wjechaliśmy na lodowisko. Od strony lasu nie docierało słońce, w związku z czym ulica zamieniła się w lodowisko. Pędząc terenowym mercedesem, uderzyłem czołowo w pędzące z naprzeciwka infiniti. Gdybym jechał osobowym samochodem, to prawdopodobnie byśmy tutaj nie siedzieli (…). Co prawda kierowca drugiego samochodu był na obserwacji przez trzy dni w szpitalu, ale nie miał żadnych poważnych obrażeń, stracił tylko przytomność. Gdyby nie lód, to cała siła uderzenia poszłoby w samochody. Pamiętam, że syn tego kierowcy wyskoczył z samochodu i zaczął krzyczeć: „Zabiłeś mi ojca!”. Nasz samochód leżał na boku. Zacząłem wyciągać z niego dziecko i żonę. I przyszła mi taka myśl: kurczę, miałem jechać do Radomia, zjeść pierogi z rodziną na wigilii, ale nic takiego się nie wydarzy, bo zabiłem człowieka i prawdopodobnie zaraz pójdę do więzienia. Moje życie właśnie się w tym momencie skończyło. To wtedy uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nie jestem w stanie stworzyć sytuacji, w której się zabezpieczę. Bo nawet jeśli sobie ustawię kwestie materialne w życiu, to i tak w ciągu ułamka sekundy mogę stracić wszystko.

Zrozumiałem, że prawdziwe bezpieczeństwo to nie jest kasa, tylko relacja z Bogiem. (…). Chodziłem wcześniej do kościoła, ale to wydarzenie uświadomiło mi, że jeżeli mam zbudowaną relację z Jezusem Chrystusem, to się nie muszę niczego bać. Przecież On jest miłosierdziem i chce mojego dobra. A cokolwiek mi się w życiu przydarza, jest po coś – żeby stać się lepszym człowiekiem i iść coraz głębiej w relację z Bogiem. I dlatego nie muszę się niczego obawiać, bo nawet te pozornie tragiczne wydarzenia mogą mnie zmieniać i sprawiać, że będę się stawać lepszym człowiekiem. Tamtego dnia przypomniałem sobie wszystkie sytuacje z mojego życia, wszystkie głupstwa, rzeczy, które mogły mnie doprowadzić do więzienia, a nawet do śmierci. Pan Bóg wyciągał mnie z tak beznadziejnych sytuacji, że doszedłem do takiego momentu w życiu, w którym wiedziałem, że muszę podjąć decyzję: albo Mu wierzę, albo nie. On wie, co robi. W przeciwieństwie do mnie. Poczułem, że nie jest istotny mój plan, tylko Boski plan. To, czego najbardziej bym w życiu chciał, to żeby moje wszystkie działania coraz lepiej się pokrywały z Jego planem. Nie chcę zarabiać kupy kasy, tylko chciałbym robić właściwe rzeczy”. Mówi: „Kocham Jezusa, chodzę do kościoła, modlę się, rozmawiam z Nim”. W kontekście zaangażowania reżysera w budowę sierocińca w Tanzanii te słowa brzmią przekonywująco i mają moc świadectwa.

 

Moc słowa ludzkiego jest tylko odbiciem mocy słowa samego Boga, które jest nieomylne i kreuje rzeczywistość. Jezus nauczał mądrze, pięknie, obrazowo, używał figur retorycznych i głębokich metafor. Jednak Ewangeliści nie zwrócili na to uwagi i tego nie zanotowali, zwrócili jednak uwagę na coś bardzo istotnego: „Ludzie zdumiewali się jego nauką. Uczył ich bowiem, jak ten, który ma władzę”. Jezus używał słowa jako narzędzia do kreowania rzeczywistości.

Możemy tego doświadczyć w modlitwie – zawierzeniu Sługi Bożego księdza Dolindo Ruotolo: „Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij”.

 

W sobotę kilka miesięcy temu siostra Rut z Tanazanii zadzwoniła do Małgosi, koordynatorki Wspólnoty Dobrego Samarytanina, mówiąc ze smutkiem: „Małgosiu, chyba wstrzymamy budowę drugiego skrzydła sierocińca, bo nie mamy już pieniędzy”. Po ludzku sprawa wyglądała beznadziejnie. I wtedy Wspólnota Dobrego Samarytanina zaczęła szturmować niebo natarczywą modlitwą: Jezu, Ty się tym zajmij. W poniedziałek siostra Rut otrzymała od Patryka Vegi list z informacją, że przesłał on 60 tysięcy dolarów na sierociniec. To nie ludzkie słowa, ale moc Boża, z która nauczał Chrystus stała za tym cudem.

ks. Ryszard Koper