Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro, byli, bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: „Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi.” A natychmiast porzuciwszy sieci poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.
Mk 1, 16-20

 

Powołanie przez Boga bardzo często jest kojarzone ze spektakularnym wydarzeniem, które diametralnie odmienia życie. Chociażby powołanie św. Pawła, którego nawrócenie wspominamy w liturgii kościoła 25 stycznia. W drugim czytaniu wzywa on nas do nawrócenie, przemiany życia, bo „Przemija bowiem postać tego świata”. Pochodził on z żydowskiej rodziny silnie zakotwiczonej w tradycji judaistycznej. Gorliwość religijna sprawiła, że w wieku 25 lat stał się gorliwym prześladowcą Kościoła. Uczestniczył jako świadek w kamienowaniu św. Szczepana. Około 35 roku udał się do Damaszku, aby tam ścigać chrześcijan. Jak podają Dzieje Apostolskie, u bram miasta olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy spadł z konia usłyszał głos: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” – „Kto jesteś, Panie?” – zapytał. I usłyszał odpowiedź: „Jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Po tym wydarzeniu Paweł nawrócił się i stal się gorliwym wyznawcą Chrystusa i niezwykle skutecznym głosicielem Ewangelii. Swoją wiarę w Chrystusa przypieczętował męczeńską śmiercią.

 

Pierwsze czytanie mówi o powołaniu Jonasza, który jest piątym z kolei prorokiem z grona tzw. proroków mniejszych. Wypełniał on swoją misję prorocką wśród Izraelitów. Jednak Bóg, w pewnym momencie powołał go do zadania, które było dla niego niezrozumiale i budziło sprzeciw. Otóż Bóg posłał go do Niniwy, asyryjskiej stolicy, aby wzywał mieszkańców tego miasta do nawrócenia. Dla Hebrajczyka mieszkańcy Niniwy byli kimś więcej niż tylko poganami, byli wrogami, którzy ze szczególnym okrucieństwem prześladowali Izraelitów. Niniwa symbolizowała wszystko to, co było najbardziej nieprawe i okrutne. Trudno się dziwić, że Izraelici, w tym także Jonasz, czuli wrogość wobec Niniwitów. Zamiast wzywać ich do nawrócenia, bardziej pragnęli kary Bożej i zniszczenia ich, jak Sodomy i Gomory. Jonasz, wykręcając się od misji zleconej przez Boga wsiadł na statek płynący w przeciwnym kierunku. Nagle zerwała się burza. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem marynarze rzucili losy, aby dowiedzieć się, co jest jej przyczyną. Los padł na Jonasza, który wyznał swój grzech i prosił, aby wrzucono go do morza. Tak też uczyniono. Proroka połknęła wielka ryba, która po trzech dniach wyrzuciła go na brzeg w okolicy Niniwy. Przez cały dzień Jonasz chodził po mieście, nawołując ludzi do modlitwy i postu, przestrzegając ich, że w przeciwnym razie miasto zostanie zburzone. Mieszkańcy uwierzyli słowom proroka. Nawrócili się, czyniąc pokutę. Bóg przebaczył im winy, a Niniwa została ocalona.

 

Spektakularny charakter miało także powołanie pierwszych apostołów. Byli oni gorliwymi wyznawcami judaizmu i tak jak wszyscy Izraelici oczekiwali przyjścia Mesjasza. Oświeceni łaską Bożą i światłem rozumu rozpoznali w Chrystusie obiecanego Mesjasza. Szymon, jego brat Andrzej oraz Jakub, syn Zebedeusza mieli poukładane w miarę wygodne życie. Ale kiedy przyszedł Jezus, wystarczyło jedno zdanie, żeby zostawili pracę, dom, rodzinę, swoich przyjaciół. Nagle stwierdzili, że jest coś ważniejszego, niż te wartości. Na słowa Chrystusa: „Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi”, porzucili wszystko i poszli za Nim. Zostawili jezioro Galilejskie, sieci pełne ryb, poranne zorze i śpiew ptaków, jednym zdaniem, całe piękno dotychczasowego życia. Powołanie nad jeziorem Galilejskim ma także wymiar symboliczny. Jezioro jest miejscem, gdzie żyją i pracują Galilejczycy. Jezus szuka i znajduje uczniów w ich własnym środowisku, niezależnie od pracy jaką wykonują i jaką cieszą się reputacją. Powołuje uczciwych rybaków, ale także znienawidzonych celników, siedzących na cle w Kafarnaum. Jezus powołuje jednych i drugich, nie ma miejsc i osób uprzywilejowanych. Od nas zależy, czy właściwie rozeznamy dar powołania, przyjmiemy go i tym samym doświadczymy spełnienia życia w najgłębszym jego wymiarze.

 

Z realizacją naszego powołania nieodłącznie związana jest nasza wiara. Kardynał Carlo Maria Martini powiedział: „Wiara i powołanie przenikają się w człowieku. Podobnie jak z jednej strony negatywne doświadczenie powołania może spowodować kryzys wiary, tak z drugiej strony wzrastanie w powołaniu pociąga za sobą osobiste dojrzewanie w wierze”. A zatem powołanie jest ciągłym wsłuchiwaniem się w głos Boga i odpowiadanie głębsza wiarą. Wzrastanie w wierze jest rozpoznawaniem naszego powołania, które odczytujemy w naszej zwyklej codzienności. W tym odczytywaniu warto czasami skorzystać z doświadczeń innych.

Znana polska aktorka Ewa Ziętek wyznała: „Kiedyś żyłam zupełnie inaczej, bardzo żałuję, że tak daleko od Boga. Był jeden moment, który jest dla mnie graniczny. Od tego czasu staram się iść tą drogą. Wiem, dokąd idę”. Momentem przełomowym w jej życiu była śmierć ojca. Jej relacje z Bogiem nabrały osobistego wymiaru. Wspomina: „Któregoś dnia modliłam się słowami ‘Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela” i zastanowiłam się, co to tak naprawdę znaczy. Dotarło do mnie, że Bóg mnie kocha. Ta świadomość mnie zmieniła. Jak rozpuszczone dziecko zrozumiałam, że cokolwiek zrobię, Bóg zawsze będzie mnie kochał”. Wtedy zrodziło się pragnienie sakramentu pojednania, zaniedbanego przez wiele lat. W Wielki Piątek przystąpiła do spowiedzi. Wspomina, że była ona dla niej wielkim przeżyciem. Jest przekonana, że to ojciec i jej przyjaciele wymodlili dla niej łaskę spowiedzi. Od tej chwili stara się być blisko Chrystusa. Dzięki temu, jak sama mówi wiele zmieniło się na lepsze w rodzinie i otoczeniu. „Doświadczyłam wydarzeń, które nie mogłyby mieć miejsca, mierząc ludzką miarą. To są dla mnie cuda” – wyznaje. Bardzo dużo się modli, ale przede wszystkim chciałaby dawać przykład swoją postawą, choć wie, że nie zawsze jej się udaje: „Upadam każdego dnia. Ale wiem, dokąd idę”. Odczytanie na nowo swojego powołania odmieniło jej codzienność. Wybiera role, które nie kolidują z jej sumieniem. Poprosiła kolegów z Teatru Kwadrat, w którym pracuje, żeby nie przeklinali. Ewa Ziętek była zwolenniczką aborcji na żądanie, ostatnio zmieniła zdanie: „Nie chcę nikogo oceniać, to jest bardzo trudny i delikatny temat, ale jestem orędowniczką nienarodzonych dzieci. To wynika z mojej wiary”. Chodzi po szpitalach, rozmawia z kobietami, które chcą usunąć ciążę i stara się je od tego odwieść. Z tego powodu, czasami, spotykają ją ze strony personelu szpitalnego różnego rodzaju nieprzyjemności.

 

Po raz pierwszy powołał nas Chrystus. W naszym imieniu na to wołanie odpowiedzieli nasi rodzie i chrzestni. Od tej pory Chrystus ciągle staje nad naszym „jeziorem galilejskim” i woła nas. W odpowiedzi na to wołanie nieraz trzeba całkowicie zmienić naszą codzienność, zostawić dotychczasowe życie i pójść za Chrystusem. Jednak zawsze, niezależnie od naszego stanu czy zawodu odpowiedź na wołanie Chrystusa wiązać się będzie z przesączeniem naszej codzienności ewangelicznymi wartościami, dzięki czemu stajemy się wiarygodnymi uczniami i świadkami Ewangelii.

ks. Ryszard Koper