Ewangelia zaprasza nas do świata ludzi, którzy szukają pocieszenia w Chrystusie. Dlaczego? Bo Ewangelia to mikrokosmos ludzi, którym świat się wali z różnych przyczyn. Choroby, śmierć bliskich, kataklizmy, rozczarowania innymi, żal, gniew.

 

Każdy ma swoje łzy. Matka nie zapłacze łzami córki, ojciec nie zapłacze łzami syna. Chrystus nie próbuje tych Twoich łez diagnozować czy licytować, nie mówi, które są ważniejsze. Nie, nie o to Mu chodzi. On chce zostać aż do wyschnięcia Twoich łez i to jest siła Jego obecności. Zostać przy Tobie, zaczekać, dać Ci czas. Zatem jeśli potrzebujesz więcej czasu na refleksje jak żyć, jakich sytuacji unikać by nie prowadziły do grzechu, dobry Bóg też zaczeka. Da Ci chwilę, może dwie… Ale też ten sam dobry Bóg nie chce, żebyś stał w miejscu i ronił tylko łzy…On chce Cię podnieść. Ewangelia to historie ludzi, których podnosi Jezus. Takich historii Ci życzę. Historii ze łzami ale i z pomyślnym zakończeniem, świadomości, że jest siła, że jest nadzieja, że jest kolejny dzień, że dasz radę, bo chcesz, bo możesz, bo wierzysz.
Ěle Ci, bo wokół sami sędziowie? Ciężko Ci bo Twoi bliscy czy znajomi nic tylko wydają wyroki? Błagam, nie skupiaj się na nich bo niepotrzebnie dostarczasz im energii do tych toksycznych zachowań. Nie myśl o nich, bo nie takich „bohaterów” potrzebujesz. Skup się proszę na Ewangelicznych poszukiwaczach nowych rozwiązań. Jak na przykład Zacheusz czy Bartymeusz. Kim są? Sprawdź!

Ty też masz swoją historię…Codzienna rozmowa z Bogiem może Cię budzić do nowych pytań, bo stare okazały się nie takie jak powinny. Możesz chcieć żyć inaczej. Tak, to jest możliwe. Bądź proszę dobrej myśli. Eucharystia to Twój czas z Bogiem. Modlitwa osobista to Twój czas z Bogiem. Czy chcesz tego czasu? Czy go potrzebujesz? Czy go szukasz? Co miałaby wypełnić Twoja modlitwa osobista? Pustkę bo bliscy zawiedli? Tak. Rozczarowania ludźmi? Tak. Ciszę bo nagle wielu życzliwych niby dostępnych stało się nieuchwytnymi? Tak.

Bóg, którego szukasz przy okazji świąt wszelakich, jest dostępny i uchwytny każdego dnia. Nie pyta o numer Twojej karty kredytowej, ale o Twój czas. Nie pyta cię ile razy upadłeś, ale ile razy zechciałeś się podnieść. Tak, o to zapyta dobry Bóg.

Dziś chcę, żebyś zrozumiał jedno. Możesz być odarty z godności, możesz mieć chwile zwątpienia, możesz po prostu czasami nie chcieć chcieć. Możesz też zapłakać nad własnym grzechem, ale też możesz dziś czytając ten tekst powiedzieć Bogu, JUŻ JESTEM, ZOSTAŃ ZE MNĄ AŻ DO WYSCHNIĘCIA ŁEZ… AMEN.

Trzymaj się dzielnie kimkolwiek jesteś drogi czytelniku!

 

o. Paweł Bielecki