Środa

Za polski mesjanizm wziął się Filip Memches. W tygodniku tvp.pl. czyli nowym wcieleniu „Plusa-Minusa” z „Rzeczypospolitej”, bo do TVP przeniósł się zespół kierowany przez Dominika Zdorta po wypadzie z „Rzepy”. Generalnie pisze o tych, którzy chcieliby ów mesjanizm zapakować od grobu i zastąpić czymś lepszym, zachodnim.
Pisze Memches: „W Polsce ludzi, którzy chętnie by widmo mesjanizmu raz na zawsze odpędzili, nie brakuje, a jednak nic z tego nie wychodzi. Pojawia się zatem frustracja.

Dała ona o sobie znać choćby u profesor Marii Janion. I tak nestorka polskiego literaturoznawstwa w „Liście do Kongresu Kultury” z roku 2016 oznajmiła wprost: „Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu”. Potem zaś dodała: „Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną”.

Atak na mesjanizm stał się dla prof. Janion okazją, żeby przeciwstawić w jej mniemaniu zły romantyzm polski – „antropocentryczny, narodowy i chrystianistyczny” – dobremu romantyzmowi niemieckiemu – według niej – zwróconemu ku przyrodzie. A warto podkreślić, że to bądź co bądź uznana badaczka tej epoki.”
Niezły czad: polski, niedobry mesjanizm, ma zastąpić dobra, nowo niemiecka wiara w Matkę Przyrodę i Powszechną Zieloność z wiatrakami i bez węgla.

Ale i mesjanizmu nie należy za bardzo gloryfikować, gdyż to także bałwochwalstwo o czym mówi Memchesowi prof. Ewa Thompson. Slawistka z Uniwersytetu Rice’a w Houston przestrzega przed łączeniem mesjanizmu z katolicyzmem: „Nie traktujmy dzieł Mickiewicza jako źródeł moralnych nauk. Jeśli ktoś jest katolikiem, nauki moralne czerpie z pism Ojców Kościoła. Natomiast literatura stanowi coś innego. W niej zawsze jest domieszka kłamstwa. Wizje poetów i prozaików nie muszą i zwykle nie są ortodoksyjne pod względem filozoficznym czy teologicznym.”

Memches zaleca analizę krytyczną, bez sloganów. Pisze: „O ile zatem krytyka z perspektywy chrześcijańskiego realizmu skłania do przemyślenia, co jest w polskim mesjanizmie przejawem intelektualnej szarlatanerii czy – w świetle katolickiej ortodoksji – po prostu herezji, o tyle przytoczone wyżej wyznania Marii Janion, przywołują ponure skojarzenia z czasami, w których stalinowscy inżynierowie dusz usiłowali unicestwić polskie kulturowe DNA (…) czy i we współczesnej debacie o mesjanizmie mogą się odezwać echa konfliktu trzeciego pokolenia Armii Krajowej z trzecim pokoleniem Urzędu Bezpieczeństwa? To pytanie należy zostawić bez odpowiedzi. Natomiast trzeba przezwyciężyć schematy, które karykaturyzują mesjanizm polski. Przede wszystkim – dostrzec w nim coś więcej niż relikt XIX stulecia. I zauważyć, że zawiera on w sobie wiele, nieraz ścierających się ze sobą, nurtów”. I jakąś próbę wytłumaczenia Polski i Polaków. Amen.

 

Czwartek rano

Blaga panuje w Warszawie, blaga, blaga! Jak się czyta wypowiedzi większości polityków czy publicystów okołorządowych i okołoopozycyjnych można odnieść wrażenie, że żyją oni w słowotoku marzeń, myślenia życzeniowego, wręcz nachalnej autopromocji, które z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Po lewej stronie „totalniacko” głupia wręcz opozycja, która poważne uprawianie polityki zamieniła na happeningi, coraz głupsze, pełnych pustych gestów. Przy czym proces – jak to się modnie mówi – „samozaorania” jest tak wielki, że jak wielu, obawiam się, iż rozleniwiona, rozpuszczona brakiem poważnej alternatywy Dobra Zmiana Jarosława Kaczyńskiego może zbytnio popuścić sobie pasa.

Przykłady z ostatnich dni. Otóż główna twarz lewacko-totalitarnego (bo przewidującego m.in. karanie za głoszenie poglądów niewygodnych dla lobby aborcyjnego) projektu liberalizującego aborcję Barbara Nowacka w czasie sejmowej prezentacji projektu, pozwoliła sobie na teksty w stylu, że „żołądź to nie jest dąb, jajko to nie jest kura a płód, zarodek, zygota, zlepek komórek nie jest dzieckiem”. W ten sposób przedstawicielka kawiorowej lewicy, wiecznie „dobrze zapowiadająca się” liderka skrajnej lewizny, zniechęciła co najmniej kilkunastu posłów do głosowania „za” skierowaniem projektu do dalszych prac sejmowych i ku uciesze m.in. Jarosława Kaczyńskiego i 58 posłów PiS głosujących taktycznie na „tak”. Sprawa się rypła zaledwie dziewięcioma głosami. A pani Basia, po swoim wystąpieniu, pojechała posmażyć się na plażach w ciepłych krajach, choć w Polsce rozszalała się feministyczna burza podczas której mówiono o rzekomym powrocie do Średniowiecza.

Platforma Obywatelska z miejsca wywaliła trójkę posłów, choć przecie jako żywo miało nie być dyscypliny w sprawach sumienia i w ten sposób rypnęła się opowiastka o frakcjach konserwatywnych w największej partii opozycyjnych. Posypała się i. Nowoczesna, gdzie poselski babiniec przekonał się, że trudno ulepić z tego klubu cokolwiek. A sam nasz najzabawniejszy poseł obecnej kadencji, Ryszard P. po raz kolejny błysnął yntelektem. Nie znacie? To posłuchajcie: „Wyobraźmy sobie młodą dziewczynę, która zachodzi w ciążę, z domu jest usuwana, no i co? Ona tę aborcję usunie w ten czy w inny sposób, tylko w podziemiu aborcyjnym”. Wpadka? Nie, raczej typówka, jak wypowiedź z października 2016 r.: „Dzisiaj na terenie województwa podkarpackiego nie ma możliwości wykonania zabiegu ciąży, bo wszyscy lekarze podpisali klauzule sumienia”.

Z drugiej strony mamy bufoniadę i histeriadę zwolenników najbardziej Dobrej Zmiany, gdzie króluje środowisko „Gazety Polskiej”. Dalej nie może przeboleć odwołania ministra Antoniego Macierewicza, więc oskarżenie o ZOMO, WSI, generalnie „zdradę” – głównie prezydenta Andrzeja Dudy – padają gęsto. Znów uruchamia się sprawę smoleńską, której pomimo upływu dwóch lat pełni władzy, jakoś nie dało się wyjaśnić. Wybuchy, Ruscy, zaraz się okaże, że pełnia prawdy będzie możliwa, ale dopiero po… wygraniu kolejnej kadencji sejmowej w 2019 r. Do tego dochodzą fanfaronady o tym, jak to mocarstwowi działacze niepodległościowi protestem społecznym zatrzęśli Brukselą, tak jakby urzędnicy Komisji Europejskiej mieli na kolanach błagać polskich super-hiper-patriotów, aby już więcej ich nie molestowali demokratycznym naciskiem. To znowu jakieś machanie „zdradą” pod adresem nowego szefa polskiej dyplomacji za rzekome ustępowanie Niemcom w kwestiach repatriacji i innych. Strasznie to wszystko śmieszne, gdyby nie podszyte jakimiś interesami, zabiegami o względy, przetasowaniami w obozie władzy w związku z rekonstrukcją…

I na tym morzu blagi i fanfaronady płynie polski okręt. I muszę przyznać, że widać spokojną dłoń na sterze premiera Mateusza Morawieckiego, który sam, jak i jego ludzie, z grubsza nie zajmują się biciem słownej piany. Aż mnie korci pomyśleć, że być może taki był zamysł Naczelnika z Żoliborza: zamącić, nabić piany, aby na tym tle ekipa Morawieckiego wyglądała jako oaza… normalności?

 

Jeremi Zaborowski