Nowa strategia Pentagonu rozszerza liczbę ewentualności, w których użyta może być broń nuklearna. Jedną z nich jest odpowiedź na atak cybernetyczny o dużej skali.

 

Ton strategii, której wstępna wersja przedostała się niedawno do prasy, różni się zasadniczo od tego w jakim na temat użycia broni nuklearnej wypowiadali się ostatni prezydenci USA. George W. Bush deklarował, że Ameryka dążyć będzie do świata całkowicie pozbawionego broni atomowej, podobne zapowiedzi w swoim wystąpieniu w Pradze składał też Barack Obama.

Inaczej sprawę widzi Donald Trump. Według relacji NBC na jednym ze swoich pierwszych spotkań z doradcami do spraw bezpieczeństwa narodowego obecny prezydent powiedział, że chciałby dziesięciokrotnego zwiększenia arsenału atomowego USA i jego całkowitej modernizacji. Program ten, który miałby być realizowany przez kolejne dziesięciolecia, miałby kosztować 1,2 biliona dolarów (jedynka i 12 zer). Jego elementami miałyby być między innymi: miniaturyzacja ładunków atomowych, tak by powodowały one zniszczenia o mniejszej skali oraz prace nad nowymi typami rakiet z ładunkami atomowymi, które mogłyby lecieć bardzo blisko gruntu, by uniknąć wykrycia przez radary i systemy antyrakietowe.

Miniaturyzacja ładunków atomowych z pozoru może wydawać się krokiem w kierunku ograniczenia skali ewentualnego konfliktu atomowego. Według wielu ekspertów w istocie zwiększa ona jednak ryzyko użycia broni atomowej. Mniejsze zniszczenia wywołane przez tego rodzaju ładunki mogą bowiem sprawiać, że decyzję o ich użyciu będzie podjąć łatwiej niż w przypadku broni, której siła rażenia byłaby porównywalna lub większa niż siła rażenia bomb zrzuconych przez Stany Zjednoczone na Hiroszimę i Nagasaki.

W nowej strategii Pentagonu, która wkrótce trafić ma na biurko prezydenta Donalda Trumpa, mowa jest również o rozszerzeniu ewentualności, w których USA mogłyby sięgnąć po broń atomową.

Wśród nich znalazł się między innymi atak cybernetyczny o dużej skali, który doprowadziłby do sparaliżowania systemu komunikacyjnego USA lub paraliżu sieci energetycznej. W dzisiejszych czasach, kiedy hackerzy są w stanie doprowadzić do blokady internetu i penetrują komputery instytucji rządowych, brzmi to dość przerażająco. Jeszcze bardziej przerażająco brzmi to w zestawieniu z faktem, że prezydent Donald Trump, którego mentalne zdolności do pełnienia najważniejszej funkcji w państwie często są kwestionowane, o użyciu broni nuklearnej wypowiada się dość niefrasobliwie. Błędem byłoby jednak całą winę za niewątpliwy wzrost napięcia w tej dziedzinie zwalać na Trumpa. Bush i Obama nie zrobili praktycznie nic by wprowadzić w czyn swoje zapowiedzi o dążeniu do świata bez broni atomowej. Odwrotnie, to przecież za czasów Obamy rozpoczęto prace nad dalszą miniaturyzacją ładuków atomowych i to za jego prezydentury przygotowano program modernizacji nuklearnego potencjału Ameryki. Strategia, którą wkrótce ma podpisać Donald Trump nie jest więc czymś szczególnie nowym, posuwa tylko o krok dalej założenia opracowane już za poprzednich administracji.

Zmieniły się też okoliczności. Świat jest dziś zupełnie inny niż jeszcze dziesięć czy 15 lat temu. Stany Zjednoczone nie są jedynym krajem, który modernizuje swój arsenał nuklearny. Robią to także Rosja i Chiny. Pierwszy z tych krajów prowadzi na przykład prace nad nuklearną torpedą, sterowaną przy użyciu sztucznej inteligencji. Chodzi o to by można były jej skutecznie użyć nawet w przypadku sparaliżowania komunikacyjnego systemu Rosji. Korea Północna, czy tego chcemy czy nie, praktycznie już znalazła się w kręgu krajów posiadających tego rodzaju broń.

W nowej strategii Pentagonu wspomina się również o innych destabilizacyjnych poczynaniach Rosji, jak na np. aneksji Krymu, czy agresji wobec Ukrainy. Sekretarz Obrony James Mattis we wstępie do omawianego dokumentu pisze m. in, że Rosja przyjęła militarną strategię jawnie zmierzającą do eskalacji napięcia, które miałoby przynieść jej sukces i przywrócić rolę, jaką odgrywała w okresie zimnej wojny.

Tomasz Bagnowski