Nazajutrz Jan znowu stał w tym samym miejscu wraz z dwoma uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy; Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie.” Poszli, więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten najpierw spotkał swego brata i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza” – to znaczy Chrystusa.
J 1, 35-41

 

Z powodu przedawkowania opioidów, czyli wydawanych na receptę syntetycznych środków przeciwbólowych oraz zażywania opiatów (narkotyków takich jak opium i jego pochodnych) w roku 2015 zmarło w USA ok. 52 tys. osób. Według patologa sądowego dr Thomasa Andrew kryzys opioidowy jest najgroźniejszą epidemią narkotykową w historii USA. W roku 2016 z powodu przedawkowania narkotyków zmarło już 64000. Jest to główna przyczyna zgonu wśród Amerykanów poniżej 50 lat. Dr Andrew pracował w New Hampshire, gdzie liczba zgonów z tej przyczyny jest najwyższa ze wszystkich stanów. Widząc rosnące w zatrważającym tempie statystki, stara się on na własne sposoby zapobiec temu. Po dwudziestu latach pracy jako główny lekarz sądowy w New Hampshire w zeszłym roku przeszedł na emeryturę. Jednak nadal zajmuje się tym problem, zwracając szczególną uwagę na jego wymiar duchowy. Robi wszystko, aby młodych ludzi uchronić przed zgubnymi skutkami nałogu. „Będąc świadkiem tysięcy nagłych, nieoczekiwanych zgonów nie mogłem powstrzymać się od refleksji o duchowym wymiarze tych wydarzeń zarówno dla zmarłych, jak i dla tych, którzy cierpią po stracie bliskich sobie osób” – mówi dr Andrew. Przeprowadził on 5800 sekcji zwłok osób, które zmarły z powodu narkotyków. Większość z nich „obudziła się w dniu swojej śmierci. Zmarli, nieświadomi faktu, że będzie to ich ostatni dzień na ziemi”. W kostnicy dr Andrew zrozumiał tragizm takiej śmierci i jej duchowy wymiar. Uświadomił sobie, że ci młodzi ludzie stanęli przed pytaniem: Czego od życia oczekują, czego szukają? I ktoś podsunął im fałszywą odpowiedź, oferując narkotyk jako środek na szczęśliwe życie. Doktor podkreśla, że wartości moralne są najskuteczniejszym sposobem walki z tym nałogiem: „Jeśli potrafimy zaszczepić młodym ludziom wartości moralne i etyczne, to wtedy będą w stanie odwrócić się od fałszywego przyjaciela, który przychodzi do nich z narkotykiem, podsuwając fałszywą odpowiedź na pytanie: Czego szukasz?”.

Często w naszym życiu stajemy przed powyższym pytaniem. Zadał je wcześniej Jezus swoim uczniom nad Jeziorem Galilejskim. Zadaje je także każdemu z nas. A nasza odpowiedz koncentruje się nieraz na sprawach materialnych, aby się jakoś dobrze urządzić, uwić sobie wygodne gniazdko. To gniazdko jest ważne, ale nie wystarcza człowiekowi. Doświadczyła tego 27-letnia Paulina, menedżer w firmie farmaceutycznej w Warszawie, która pisze na stronie internetowej: Mam wszystko. Zdrowie, pieniądze, przyjaciół. Jestem kobietą sukcesu, dzieckiem szczęścia, jak to mówią. Mam piękne mieszkanie na ostatnim piętrze apartamentowca – z balkonu, którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok. Mam też zasobny portfel – stać mnie i na SPA, i na podróże, i dobre auto. Jestem mężatką – mój mąż jest cudownym, mądrym człowiekiem. Jestem towarzyska i otwarta – otacza mnie wianuszek znajomych, z którymi często i chętnie spędzam czas. W pracy, która daje mi i pieniądze, i satysfakcję, radzę sobie świetnie. Lubię ją. Jestem zadbana, ubieram się w dobrych sklepach, zaopatruję się w delikatesach. Cieszę się życiem – mam wszystko. Tylko czasem, kiedy zwolnię, przybija mnie pustka – tak właśnie to czuję. Czegoś mi brak, tylko nie umiem znaleźć odpowiedzi, czego tak właściwie. Kiedy jestem przygnębiona, a zdarza się to dość często, mam poczucie, że moje życie jest puste, zmierzam donikąd, nie mam żadnego celu. O nic nie walczę, a moja gładka codzienność wydaje mi się być pozbawiona sensu. Choć powinnam i staram się ze wszystkich sił – nie czuję, żebym była szczęśliwa. Pogubiłam się? Oczywiście nikomu się do tego nie przyznam – przecież żyję jak pączek w maśle, a to zdecydowanie odbiera mi prawo do niezadowolenia. Kiszę więc w sobie ten ból istnienia.

Przed podobnym problemem stanęła niezwykle popularna siostra Emmanuelle, która naprawdę nazywa Marie Madeleine Cinquin. Swoją niezwykłą historię życia opisała w książce „Wyznania zakonnicy”. Pochodziła z bardzo zamożnej rodziny. Jej ojciec był dobrze prosperującym przedsiębiorcą. Gdy Marie miała zaledwie sześć lat ojciec utopił się w morzu podczas wakacji. Po śmierci ojca wychowanie dziewczynki spadło na barki matki, która zapewniła córce solidne wykształcenie oraz religijne wychowanie. Marie postanowiła wstąpić do klasztoru, poświęcić się Bogu. Emmanuelle, mówiła do młodych nędzarzy, którymi opiekowała się w Kairze: W waszym wieku byłam jak rwący potok. Jeden facet nie wystarczyłby mi z pewnością. Pragnęłam czegoś bardziej ekscytującego. Wybrałam więc Boga. Pewnego dnia, Emmanuelle wybrała się z grupą młodzieży na wycieczkę krajoznawczą na przedmieścia Kairu. Ogromna bieda, ludzkie nieszczęścia, jakie tam zobaczyła wstrząsnęły nią tak bardzo, że w wieku 62 lat postanowiła całkowicie zmienić swoje życie. Pisała: „Wyobraźcie sobie uliczkę tak zawaloną śmieciami, że nie ma gdzie postawić nogi, mieszkania w starych, podziurawionych kontenerach, czarne świnie, dzikie psy, wielkie i tłuste szczury, roje much i w samym środku tego śmietniska stado dzieci”. Opuściła klasztor i na obrzeżach Kairu, gdzie aż roiło się od złodziei, narkomanów, gwałcicieli i poszukiwanych przez policję morderców postanowiła założyła oazę nadziei dla tych wszystkich, którzy wylądowali na marginesie społecznym. Po pewnym czasie udało się jej zbudować szpital, zaangażować lekarzy i pielęgniarki, a także otworzyć szkołę, w której uczono najprostszych czynności i to zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Paulina stanęła przed pytaniem: Czego szukasz? Zapewne, odpowiadając na to pytanie nie musiała wszystkiego zmienić w swoim życiu, wystarczyłoby przesączyć codzienność Ewangelią, która niesie przeslanie Miłości, która otwiera nasza ziemską egzystencję na wieczność. W tej perspektywie wszystko nabiera głębszego sensu. Siostra Emmanuelle odpowiedziała inaczej, zgodnie ze swoim powołaniem i odnalazła radość i sens życia w najpodlejszym miejscu na świecie. Odpowiedziała na pytanie Jezusa podobnie jak pierwsi apostołowie, którzy zapytali Jezusa: „Gdzie mieszkasz?” A Jezus im odpowiedział: „Chodźcie, a zobaczycie.” Poszli i zostali z Jezusem.

Apostołowie którzy poszli za Jezusem odnaleźli w Nim Mesjasza, swoje zbawienie. W zasadzie pytanie Jezusa sprowadza się do jednej odpowiedzi – szukam zbawienia. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki tak o tym pisał. „Każdy z nas – ja i Ty, i my wszyscy – nosimy w sobie pytanie: Jak dostąpić zbawienia? To jest najważniejsze, a może i jedyne, pytanie naszego życia. Zbawienie znaczy więc tyle, co życie wieczne, życie pełne, życie nie zagrożone śmiercią. Wszystko, co prowadzi do takiego życia, nadaje naszemu życiu sens, natomiast wszystko, co staje na drodze do takiego życia, co jest przeszkodą, to wszystko pozbawia życie sensu. Otóż z takiego pojęcia zbawienia w znaczeniu jakimś pełnym, ostatecznym, wynika, że zbawić człowieka może tylko Bóg, bo tylko Bóg jest źródłem życia. Człowiek nie ma w sobie źródła życia. Człowiek zawdzięcza swoje życie Bogu. Człowiek żyje dzięki Bogu. I dlatego tylko Bóg może wybawić człowieka od śmierci i dać mu życie po śmierci, dać mu życie wieczne, czyli zbawienie”.

 

 

ks. Ryszard Koper