Prezydent Donald Trump podczas spotkania z członkami Kongresu powiedział, że jest gotów wziąć na siebie polityczny ciężar legalizacji milionów nielegalnych imigrantów w USA.

 

Trwające ponad 90 minut spotkanie ustawodawców z prezydentem, które odbyło się w miniony wtorek, miało być poświęcone przede wszystkim problemowi osób, które wjechały do Stanów Zjednoczonych nielegalnie jako dzieci. Ich tymczasowa ochrona przed deportacjami, przyznana w okresie prezydentury Baracka Obamy, nie została przedłużona przez Trumpa. Kongres powinien rozwiązać ich problem jeśli chce uniknąć rozdzielania rodzin i wyrzucania z kraju ludzi, którzy wprawdzie nie mają zalegalizowanego pobytu, ale całe swoje życie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i często nawet nie mówią w języku kraju pochodzenia. Donald Trump w przeszłości zapowiadał kilkakrotnie, że nie jest zainteresowany deportacjami tych ludzi, postawił jednak pewne warunki przyznania im legalnego pobytu wśród których znalazła się między innymi zgoda Kongresu na sfinansowanie budowy muru na granicy z Meksykiem. Warunek ten kontestowany jest mocno przez demokratów.

Wtorkowa rozmowa nabrała jednak szerszego kontekstu kiedy republikański senator z Karoliny Południowej, Lindsey Graham, przypomniał o idei kompleksowej reformy imigracyjnej, mającej objąć wszystkich nielegalnych imigrantów, która kiedyś już została zaakceptowana przez Senat, upadła jednak w Izbie Reprezentantów. Reforma ta, mająca w istocie formę amnestii, dawała szansę nie tylko na legalizację, ale również na uzyskanie w przyszłości amerykańskiego obywatelstwa osobom mieszkającym w USA nielegalnie i niemającym kryminalnej przeszłości. Donald Trump niespodziewanie dla większości swoich rozmówców powiedział: „jeśli będziecie gotowi na ten dalszy krok, wezmę na siebie jego polityczny ciężar. Nie jesteśmy aż tak daleko od kompleksowej reformy imigracyjnej”.

 

Wypowiedź ta zaskoczyła nie tylko republikanów, ale również i demokratów. Senator Partii Demokratycznej z Illinois, Richard Durbin, komentując to stwierdzenie powiedział: „w głowie mi się kręci od tego wszystkiego co podczas naszej rozmowy usłyszeliśmy od prezydenta”.

Inni uczestnicy spotkania w Białym Domu, które w połowie transmitowane było na żywo przez wiele stacji telewizyjnych, zdawali się studzić zapał Donalda Trumpa. Nawet senator Graham wspomniał, że uchwalenie szerokiej reformy imigracyjnej spotkałoby się z oporem ze strony dużej części republikańskiego elektoratu. „Prawicowi komentatorzy w radiu nie zostawiliby na nas suchej nitki” – powiedział Graham. Donald Trump pozostał jednak niezrażony. „Nie sądzę żeby było to aż tak skomplikowane. Jestem gotowy wziąć to na siebie” – stwierdził prezydent.
Nielegalni imigranci nie powinni raczej robić sobie wielkich nadziei w związku z wypowiedzią Donalda Trumpa. Duża część Partii Republikańskiej na reformę imigracyjną się nie zgadza i przy obecnym składzie Kongresu trudno przewidywać by, nawet przy przychylnym nastawieniu Białego Domu, miała ona szanse na przejście. Gotowość prezydenta do wzięcia na siebie politycznej odpowiedzialności za amnestię warta jest jednak odnotowania. Dobrze obrazuje ona bowiem charakter Donalda Trumpa, który nie trzyma się kurczowo partyjnych linii podziałów, bez mrugnięcia okiem zmienia współpracowników, pozbywając się nawet tych najbardziej zaufanych. Gotów jest też do daleko idących kompromisów. Te cechy prezydenta są jakby niedoceniane przez jego przeciwników. Ciągła krytyka Donalda Trumpa sprawia, że staje się on jeszcze bardziej nieprzejednany. Demokraci politycznie osiągnęliby zapewne więcej, gdyby zamiast coraz ostrzejszych ataków, częściej wyciągali do niego rękę. Prezydentowi, co widać gołym okiem, zależy bowiem przede wszystkim na tym by składać podpisy pod „znaczącymi, wielkimi reformami”. Ich szczegóły nie są już dla niego aż tak ważne. Tak było np. w przypadku reformy zdrowia, której ostatecznie Kongresowi przyjąć się nie udało. Tak było też w przypadku reformy podatkowej, która weszła w życie po wielkich sporach. Trump o szczegółach mówić nie chciał. Ważniejsze było dla niego, że ustawa przeszła i że podatki będą obniżone.

Tomasz Bagnowski