Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem Judzkim, bo tak zostało napisane przez proroka: „A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.
Mt 2, 1-6

 

 

Ulubiony przez wielu serial „Seks w wielkim mieście” przedstawia perypetie miłosne i życiowe czterech kobiet „wyzwolonych” w sensie ekonomicznym, obyczajowym, emocjonalnym – w tym ostatnim to może nie tak do końca. Młode kobiety biorą z życia to na co mają ochotę w myśl zasady: „grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą”. Jednak pójście tam „gdzie się chce” nie gwarantuje miłości, spokoju i szczęścia za jakim tęskni człowiek w najgłębszych zakamarkach swojej duszy.

Znana polska dziennikarka Katarzyna Olubińska założyła bloga i napisała książkę pt. „Bóg w wielkim mieście”, w której opowiada o drodze do Boga znanych osób, jak i też własnej. W jednym z filmów na YouTube mówi: „Dzień zaczynam od filiżanki kawy, kilku szybkich chwil w domu i wsiadam do auta. W drodze do pracy sięgam po różaniec i rozmawiam z Bogiem. Proszę Go, aby to był dobry dzień dla mnie, moich bliskich i ludzi, których spotkam. Codziennie przed kamerą i poza nią odbywam dziesiątki spotkań i rozmów. Dla mnie bycie dziennikarką to nie tylko zawód, to sposób patrzenia na świat, to otwartość i ciekawość. Każda spotkana przeze mnie osoba ma przecież swoją niepowtarzalną historię do opowiedzenia.

Moja historia w wielkim mieście zaczęła się kilkanaście lat temu, kiedy przyjechałam do Warszawy, aby spełnić swoje marzenie o dziennikarstwie. Pamiętam moment, kiedy zaraz po przyjeździe stałam i długo patrzyłam na Pałac Kultury. Czułam się tak jakbym zdobyła Mont Everest, jakby już mi się udało. Wydawało mi się, że z moim zapałem i pracowitością wszystko pójdzie łatwo. Pamiętam z tamtych lat przekonanie, że jestem tyle warta, ile osiągnę. Profesjonalizm i perfekcja stały się moim mottem. A ciężka praca i przekonanie o własnej sile osobistą religią. Bóg nie był mi do niczego potrzebny. Skutki uboczne – życie w biegu, powierzchowne relacje, poczucie pustki. To wszystko co powinno dawać mi szczęście nie dawało go. Wtedy pojawił się On. Moje życie nie zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale pojawił się w nim ktoś nowy – Bóg. On daje mi nadzieję, siłę i umiejętność doceniania teraźniejszości. Stawia na mojej drodze niezwykłych ludzi, z nim czuję się wartościowa, nawet kiedy ponoszę porażki, piękna bez perfekcyjnego makijażu, z Nim doceniam i rozumiem więcej. Przy Nim czuję, że rozkwitam. Dziś wiem, że On jest Bogiem czułym i bliskim, zainteresowanym moimi sprawami. U niego, odwrotnie niż w wielkim mieście, na nic nie muszę zasługiwać On daje wszystko za darmo. Kim jest Bóg? Dla mnie to mój życiowy kompas. Nawet kiedy błądzę pokazuje najlepszy dla mnie kierunek”.

W swojej książce pani Katarzyna pisze jakie były początki: „Tamtego dnia w SPA poczucie niezrozumienia, samotności i bezsensu stało się nie do zniesienia. Co za wstyd – pomyślałam z niedowierzaniem – nie radzę sobie. Chciałam się zapaść pod ziemię. Pamiętam przerażenie tym odkryciem. Ja, zdobywczyni świata, nie radzę sobie (…). W takim stanie siedziałam w jacuzzi w SPA na Mazurach, kiedy w głowie zaświtała mi myśl, że to wszystko wina Boga. Jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi, to właśnie w SPA, w Wielką Środę, siedząc sama w strefie wellness i patrząc na smętne drzewa za szybą, z głębi serca zawołałam do Niego z pomieszaniem złości i nadziei, z całym bólem, samotnością i rozdarciem: „Jeśli Ty naprawdę jesteś, przyjdź do mnie i mnie uratuj! Już dłużej nie dam rady sama! Nie radzę sobie, słyszysz?!”. W odpowiedzi usłyszałam tylko szum drzew za szklaną ścianą luksusowego basenu i bulgotanie jacuzzi. Zrezygnowana założyłam gruby szlafrok i w poczuciu beznadziei i braku sensu podreptałam do pokoju. Wtedy odezwał się telefon. Dzwoniła koleżanka: ‘Cześć Kasiu, tu Krysia. Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale poczułam impuls, żeby do ciebie zadzwonić. Słuchaj, jestem na rekolekcjach, musisz tutaj przyjechać. To znaczy nie do mnie, tylko do mojej parafii. Codziennie w Wielkim Tygodniu odbywają się tutaj rekolekcje i wiem, że one są dla ciebie, że ty musisz tu przyjść”. Pamiętam, jak przeszły mnie dreszcze i nogi się pode mną ugięły. W końcu dziesięć minut temu pierwszy raz w życiu poprosiłam Boga o znak, a tu nagle taki telefon (…) Po tym wieczorze nie wszystko zmieniło się od razu, ale pierwszy raz w życiu namacalnie poczułam obecność Boga, który słyszy mój krzyk i się mną interesuje. Tego wieczoru On mocno chwycił mnie za rękę. Nie wiedziałam jeszcze, że rekolekcje, na które przyjechałam, nazywają się Talitha kum, czyli w dosłownym tłumaczeniu ‘Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Te słowa w Biblii wypowiada Jezus do umarłej właśnie córeczki Jaira, przywracając ją do życia.”

 

Można powiedzieć, że w życiu dziennikarki powtórzyło się to czego doświadczyli Mędrcy ze Wschodu, którzy za przewodem gwiazdy wyruszyli do Betlejem na spotkanie nowo narodzonego Króla: „A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. i otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”. Tu spełniło się radosne proroctwo Izajasza: „Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą z Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana”. Gwiazda doprowadziła ich do spotkania ze zbawiającym Chrystusem.

Profesor Bednarek tak pisze o gwieździe, która doprowadziła Mędrców do Betlejem: „Najczęściej rozpatrywane były koniunkcje Jowisza i Saturna. Współczesne obliczenia wskazują również, że mogło dojść do koniunkcji Jowisza oraz Wenus, która jest jasnym obiektem. Czasem brany jest również pod uwagę Mars. Koniunkcja Jowisza i Marsa mogłaby wystąpić w czasach Chrystusowych, około 7 roku p. n. e. To były dwie jasne planety widoczne w pewnej odległości kątowej od siebie. Natomiast jeśli chodzi o koniunkcję Jowisza i Wenus, to miało to miejsce w 3 roku p. n. e. i faktycznie te planety były widoczne tak blisko na niebie, że ich blask zlewał się”.

 

Takie tłumaczenia może i są potrzebne, ale najważniejsza jest gwiazda, która chociaż raz zapłonęła w naszym życiu, w naszym sercu. Ważne, aby wyruszyć wtedy za światłem tej gwiazdy, a wtedy z pewnością odnajdziemy nowo narodzonego Chrystusa i radość życia. Warto pamiętać przy tym słowa Matki Teresy z Kalkuty:
„Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, / jest Boże Narodzenie. / Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, / które jak żelazna obręcz uciskają ludzi / w ich samotności, / jest Boże Narodzenie. / Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei ‘więźniom”, / tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, / jest Boże Narodzenie. / Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości / i jak wielka jest twoja słabość, / jest Boże Narodzenie. / Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg / pokochał innych przez ciebie, Zawsze wtedy, / jest Boże Narodzenie.

 

ks. Ryszard Koper