„Mój elektorat to ludzie smutni, tacy, którym wszyscy każą brać się w garść, podczas gdy oni tej garści nie mają. Czuję wielką z nimi solidarność. Los doświadczył ich podobnie jak mnie, ale nasz smutek nie jest okropny, dołujący, jest w nim coś pozytywnego” – mówi Magda Umer, która właśnie wydała płytę zatytułowaną „Duety. Tak młodo jak teraz”. „Zaproponowano mi jakiś czas temu, żebym zaśpiewała, co chcę i z kim chcę. Dostałam więc nieprawdopodobnie kuszącą propozycję. I postanowiłam z niej skorzystać” – mówi artystka. „Od tamtej pory upłynęło sporo czasu, ale w końcu stało się. Jest płyta, na której śpiewam piosenki wspaniałych autorów ze wspaniałymi artystami: Piotrem Fronczewskim, Krysią Jandą, Staszkiem Soyką, Grzesiem Turnauem, Anią Jopek, Piotrem Machalicą, Januszem Stroblem, Wojtkiem Waglewskim, Januszem Gajosem, Maćkiem Stuhrem, Arturem Andrusem”. Płyta, jak zwykle u Magdy Umer, będzie refleksyjna, może nawet smutna. Melancholia, jak przyznaje artystka, towarzyszy jej od dzieciństwa. „Z jednej strony miałam wielką miłość rodziców i wartości, które mi wpajano, a z drugiej – nieprawdopodobną tragedię na co dzień, raczej na co noc, bo najbardziej zapamiętałam noce, kiedy mój brat nie mógł sam przewrócić się na drugi bok, i to było straszne. Jego cierpienie, śmierć mnie naznaczyła” – wspomina. „No i rodzice. Byli potwornie smutnymi ludźmi, mieli ten smutek w każdej komórce. To się dziedziczy. Robię wszystko, żeby się nie poddawać, i walczę, ale wiem też, że przychodzi taki etap tej choroby, kiedy żadna walka nie pomoże. Zostaję wtedy w domu, nawet nie mogę czytać, przeczekuję. I doczekuję się lepszego czasu. Mam taką metodę, że przypominam sobie bardzo miłe chwile swojego życia i te wspomnienia są czymś w rodzaju pigułki” – zwierza się. „Agnieszka Osiecka mawiała, że najważniejsze w życiu są cudowne chwile, które się przeżyło, i że trzeba je sobie przypominać, bo wtedy robi się lepiej. Skończyłam polonistykę, poznałam życiorysy wielu pisarzy i poetów, prawie wszyscy cierpieli na tę chorobę, ale bez niej nikt nie stworzyłby tego, co stworzył. Czuję się ich współsiostrą. Wszyscy z tym jakoś żyją. W momentach słabości jestem eskapistką, uciekam, żeby nie zarażać się złymi wiadomościami” – mówi Umer. Artystka skończyła 66 lat, ale nadal świetnie wygląda. Burza siwych, naturalnych – jak podkreśla – włosów i łagodny uśmiech, za który kochają ją Polacy. „O wieku świadczy dusza. Jeżeli jest młoda, to nawet ciało młodnieje i jestem wdzięczna mojemu ciału za taką starość. Czuję, że mam młodą duszę i wieczną dziewczynę gdzieś w środku, którą dostrzegała u mnie i u siebie Agnieszka Osiecka” – mówi Umer. „Im jestem starsza, tym bardziej zbliżam się do moich wnuków, mam coraz większą potrzebę dziecięcej naiwności, chcę zapomnieć o całym złu tego świata i wyobrażać sobie taki świat, o jakim marzę. Cały sierpień spędziłam z wnukami w lesie, na pustkowiu, bez Internetu, telewizji. Chodziłam spać z kurami, budziłam się wraz z pianiem koguta. Zrozumiałam, że zostawiwszy cały ten głośny świat, żyję tak, jak powinno się przeżyć życie. W świecie natury, bez hałasu tego świata dzieje się prawdziwe życie, tylko dochodzimy do tego zbyt późno” – konstatuje. Warto posłuchać słów pieśniarki i w Nowym Roku spróbować znaleźć jak najwięcej czasu na bycie blisko natury i z ludźmi, których się kocha.
*
20 nominacji do Oscara i 30 do Złotych Globów nie przewróciło jej w głowie. Jest uznawana za najwybitniejszą aktorkę naszych czasów, choć – kiedy podczas gali rozdania nagród filmowych stanęła w obronie imigrantów, mniejszości i wolnej prasy, Donald Trump nazwał ją „jedną z najbardziej przereklamowanych aktorek”. Tak czy inaczej, Meryl Streep to „pierwsza liga”, „marka”, „ikona”. Od 40 lat z tym samym mężem, z którym ma czworo dzieci. W 2012 roku odbierając Oscara za „Żelazną Damę” aktorka powiedziała: „Najpierw podziękuję Donowi, bo jak dziękujesz mężowi na końcu, to zagłuszają to muzyką. A  chcę, by wiedział, że dał mi wszystko, co uważam za najcenniejsze w życiu” – podkreśliła. Tajemnicą małżeństwa, które przetrwało 77 filmów i kilkanaście – wyłącznie ekranowych – romansów m.in. z Dustinem Hoffmanem, Jeremy Ironsem czy Robertem Redfordem, jest „wrzucenie na luz”. „Dajemy sobie wzajemnie dużo przestrzeni” – mówi Streep. „On lubi golfa i nawet nie chce słyszeć o teatrze, który ja uwielbiam. Jesteśmy inni, cieszy nas to i nie wchodzimy sobie w paradę”. Z Nowego Jorku do Connecticut wyprowadzili się w 1985 roku, następnie kupili dom w Los Angeles, ponieważ tak było wygodniej. „Po pracy Meryl wracała na kolację do męża i dzieci. Kiedy jednak podrosły, powiedziała: „dość”. Cztery lata spędzone w stolicy filmowego biznesu była dla aktorki zawracaniem głowy. Kiedy się tam mieszka, trzeba chodzić na gale, ceremonie, bankiety, przyjęcia, do każdego uśmiechać itd.”. Aktorka wolała zaszyć się na farmie w Connecticut, z dala od zgiełku Hollywood. „Zwykle odrzucałam propozycje, które wymagały długich zagranicznych wyjazdów” – opowiada Meryl. „Jestem szczęśliwa, że mam pracę, która umożliwia spędzanie z bliskimi więcej czasu niż dwa tygodnie sierpnia i robienie sobie po każdym porodzie rocznej przerwy (w USA właściwie nie ma urlopów macierzyńskich)”. Oprócz intensywnej pracy zawodowej, Meryl Streep „zamiast epatować wizerunkiem, woli działać” i jest jedną z najbardziej zaangażowanych społecznie gwiazd Hollywood.
*
A na koniec prawdziwa noworoczna petarda. Popularny portal tabloidowy zrobił zestawienie zatytułowane: ŻENADA ROKU. Internauci zagłosowali i oto wyniki sondażu: miejsce 1 „Dodagate” czyli przepychanki Doroty Rabczewskiej ze swoim eks – narzeczonym, na 2 pozycji uplasował się Łukasz Jakóbiak, który tak zwizualizował występ u amerykańskiej gwiazdy Ellen, że aż śmiano się z niego na obu kontynentach, nr 3 to gwiazdka Marina, znana żona znanego bramkarza Wojtka Szczęsnego, która obraziła się na portal za umieszczanie niepochlebnych artykułów na jej temat. Wpisy dotyczyły głównie tego, że piękna brunetka jest „pusta jak bramka przed meczem”. Przed sądem byłoby trudno udowodnić, że internauci się mylą, więc pozew wycofano. W pierwszej piątce znalazła się również „batalia pani Zamachowskiej”, która „kłóci się o alimenty” oraz Jacek Kurski i jego pomysł na zorganizowanie Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w Kielcach. Oprócz tego: „Julia Wróblewska śmieje się z rannego lisa”, „Deynn napisała książkę”, „Kręglicka rozkracza się w pelargoniach”, „Rodzina Staraków oferuje pracę za darmo”, „Dariusz K. unika więzienia”, „Ivan Komarenko w ruskiej bani”, „Agnieszka Szulim „pieprzy ścianki”, a „Michał Wiśniewski śpiewa o seksie na pielgrzymce”. Może dobrze, że ten rok już się skończył. Więcej sensu w 2018 życzymy wszystkim polskim celebrytom.
Weronika Kwiatkowska