W styczniu 1944 r. wojska sowieckie przekroczyły wschodnią granicę Rzeczpospolitej.

 

Los Polski był już przesądzony. Kraj miał się znaleźć pod kontrolą Rosji. Moskwa miała uzyskać ziemie wschodnie RP. Większość Polaków nie zdawała sobie sprawy z tej sytuacji. Tysiące polskich żołnierzy walczących na zachodnim i wschodnim froncie żyło nadzieją powrotu do niepodległej ojczyzny.

W maju II Korpus generała Władysława Andersa zdobył po ciężkich walkach niemieckie umocnienia na wzgórzu Monte Cassino we Włoszech. Ponad tysiąc polskich żołnierzy oddało życie w bitwie, która umożliwiła aliantom otwarcie drogi na Rzym i wyzwolenie stolicy Italii.

Nieco wcześniej, w październiku 1943 r., dywizja polska walcząca przy boku Sowietów przeszła chrzest bojowy w bitwie pod Lenino na wschodniej Białorusi. Wielu żołnierzy podjęło służbę w tej formacji ponieważ była to jedyna droga wydostania się z „nieludzkiej ziemi” i powrotu do Polski. Niezupełnie zdawali sobie sprawę z tego, że jest to wojsko „komunistyczne”.

W międzyczasie Stalin przygotowywał utworzenie marionetkowego rządu polskiego, który byłby posłusznym wykonawcą jego woli. W początkach stycznia 1944 r. została utworzona w okupowanej Warszawie tzw. Krajowa Rada Narodowa (KRN), która miała spełniać rolę służalczego wobec Moskwy „parlamentu”. Przewodniczącym KRN został nikomu nieznany przedwojenny komunista, Bolesław Bierut. Jak się później okazało, agent sowieckich służb bezpieczeństwa.

Premierem rządu londyńskiego był w tym czasie przywódca PSL, Stanisław Mikołajczyk, który objął ten urząd po tragicznie zmarłym generale Sikorskim.

Mikołajczyk pochodził z zachodniej Polski i nie w pełni rozumiał przywiązanie milionów Polaków do kresów wschodnich. Nie orientował się też zbyt dobrze (w odróżnieniu np. od Piłsudskiego) w przewrotności rosyjskich czy sowieckich przywodców. Przekonywany przez Churchilla, skłonny był uwierzyć, że za cenę zrezygnowania z ziem wschodnich da się ocalić niepodległość Polski. Z tego m.in. względu rząd londyński oraz dowództwo Armii Krajowej zdecydowało, że należy współpracować z Armią Czerwoną wkraczającą na terytorium Rzeczpospolitej.

W lipcu 1944 r. oddziały AK brały udział w wyzwalaniu Wilna, tuż przed wkroczeniem Sowietów. Po zakończeniu walk oficerowie polscy zostali zaproszeni przez Rosjan na obiad a następnie aresztowani. Internowano również kilka tysięcy żołnierzy, którzy zostali zesłani w głąb Rosji. Pomimo to, Polacy postanowili powtórzyć podobną akcję w Warszawie. Spodziewano się, że Sowieci nie odważą się zrobić tego w Warszawie, stolicy kraju, co zrobili w Wilnie.

Wydarzenia w Warszawie potoczyły się inaczej. Kiedy pod koniec lipca czołgi rosyjskie pojawiły się na przedmieściach Pragi, Komenda Główna AK wydała rozkaz do powstania. Stalin jednak celowo wstrzymał ofensywę, a gdy Armia Czerwona w końcu zajęła Pragę w połowie września, powstanie po przeciwnej stronie Wisły dogorywało. Miasto zostało zamienione w ruiny a 200 tysięcy ludności cywilnej i żołnierzy AK poniosło śmierć. Nie ulega wątpliwości, że Stalin świadomie dopuścił do zniszczenia milionowej stolicy – historycznego i kulturalnego centrum narodu. Warszawa była sercem Polski. Trzeba było zabić to serce aby łatwiej zapanować nad krajem.

Jednakże nawet po tej niewymownej tragedii Mikołajczyk łudził się jeszcze. W październiku pojawił się w Moskwie na rozmowy ze Stalinem, które nie przyniosły żadnego rezultatu. Spotkał się nawet z przedstawicielami tzw. komitetu lubelskiego, grupy agentów Moskwy, którzy uzurpowali sobie prawo sprawowania rządów w Polsce.

Churchill, który również przebywał w sowieckiej stolicy, twardo naciskał na polskiego premiera aby ten porozumiał się ze Stalinem i oddał mu połowę kraju. Polska w tym momencie nie była już potrzebna Wielkiej Brytanii. Stanisław Mackiewicz-Cat, emigracyjny pisarz i polityk, pisał: „Sprawa polska dla Anglii była teraz natrętną, dawną kochanką, z którą się raz zgrzeszyło, a która wciąż się narzuca i psuje harmonię w domu”.

Mikołajczyk wraca z pustymi rękami do Londynu. Na posiedzeniu Rady Narodowej (polskiego sejmu na wychodźstwie) zostaje ostro skrytykowany i podaje się do dymisji. Urząd premiera obejmuje socjalista, Tomasz Arciszewski. Polska ma wreszcie rząd prawdziwie patriotyczny i walczący o rzeczywiste interesy kraju. Jest jednak za późno. Mocarstwa światowe wydały już wyrok.

Pod koniec stycznia 1945 r. Stalin, Churchill i Roosevelt spotykają się na konferencji w Jałcie na Krymie. Gospodarzem konferencji jest sowiecki dyktator. Wielka „trójka” jest gotowa do podziału świata na strefy wpływów. Europa środkowo-wschodnia ma znaleźć się w rosyjskiej strefie. Polska traci nie tylko ziemie wschodnie, ale alianci zachodni zgadzają się również aby „komitet lubelski”, który przekształcił się już w rząd tymczasowy, stanowił podstawę do objęcia władzy w Rzeczpospolitej. Gabinet ten miał być „przeorganizowany na szerszych, demokratycznych podstawach z włączeniem doń demokratycznych przywódców z samej Polski i z Polaków z zagranicy”. Nieco później okazało się, że o tym kto jest wystarczająco „demokratyczny” miał decydować Stalin. Sowiecki wódz obiecał również, że w Polsce odbędą się jak najszybciej całkowicie wolne wybory. Propozycję aby wybory te odbyły się pod nadzorem międzynarodowej komisji stanowczo odrzucił.

Rząd Tomasza Arciszewskiego zdecydowanie sprzeciwił się uchwałom narady krymskiej. W ówczesnej sytuacji nie miało to jednak większego znaczenia.

Jałta oznaczała złamanie wszystkich umów i deklaracji składanych w sprawie Polski przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię podczas wojny i przed wojną. Był to w istocie kolejny rozbiór Polski.

 

Kazimierz Wierzbicki