Do tradycji należą niezwykle udane zabawy organizowane przy kościele św. Macieja na Ridgewood. Ostatni Sylwester zorganizowany przez Polonijny Komitet Parafialny na długo pozostanie w pamięci licznie przybyłych gości i to z wielu powodów.

Nowy Rok powitało ponad trzysta osób. Radośnie i z przytupem. Bo jak mówi ludowe porzekadło: jaki Nowy Rok, taki będzie cały rok. A powinien być radosny i bogaty. Organizatorzy zadbali o doskonałą atmosferę i huczną, prawdziwie sylwestrową zabawę.
Już na wejściu ogromne wrażenie robił wytworny wystrój sali, czego nie powstydziłby się nawet przywoływany parokrotnie na tej sali Mariott. Wieczorowe kreacje gości a w szczególności pań dodawały splendoru zabawie, którą śmiało można nazwać balem, bowiem audytorium szkolne zamieniono w przepiękną salę balową.
Ta niezwykla dekoracja sali została zaprojektowana przez Martę Wojtowicz w klimacie zimowym – lodowej krainy – jak sama określiła. Białe i srebrne girlandy wieńczące sufit, sople lodu, spadające śnieżynki, gwiazdy, ba, nawet góry lodowe na scenie. Na stołach białe obrusy i piękne stroiki i oczywiście przystawki na zimno, napoje, alkohol. Białe krzesła z niebieskimi akcentami. To wszystko robiło niezwykle wrażenie na wchodzących. Iście zimowy krajobraz jak przystało na tę porę roku. A do tego efekty świetlne rzucały na salę poświatę srebrzysto-błękitną.
Pomimo zimowego krajobrazu klimat sylwestrowej zabawy był niezwykle gorący jak przystało na tę jedyną noc w roku. Atmosferę rozpalały szalone rytmy w wykonaniu zespołu the Masters. Znane i lubiane polskie przeboje, ale i najnowszy hit latynoski a jakże „Despacito” sprawiły, że tańczący praktycznie nie schodzili z parkietu. Mastersi Jak zawsze porwali wszystkich do tańca.

Przygotowanie i organizacja
sylwestrowego balu
na taka skalę i w takiej oprawie plastycznej musiały być nie lada wyzwaniem dla Polonijnego Komitetu Parafialnego. Wymagało to ogromnego wysiłku i pracy, wręcz poświęcenia wielu ludzi. Nad wszystkim czuwał prezes Komitetu Polonijnego Andrzej Paszkowski i gospodarz ksiądz Dariusz Blicharz, pełniący obowiązki administratora w tej parafii.

Powitanie i błogosławieństwo
„Witamy wszystkich gości w parafii św. Macieja i cieszymy się ogromnie, że chcieliście ten ostatni wieczór roku spędzić z nami… Kochani nie byłoby nas, gdyby nie było Was. Serdecznie Wam dziękuję, że dzisiaj jesteście z nami” – powiedział na powitanie ks. Dariusz Blicharz.
Przywitał także przybyłych gospodarzy parafii – ks. bpa Neila Tiedemanna, ks. Tarcisio Andro oraz przybyłych księży a szczególnie poprzedniego wikariusza ks. Daniela Rajskiego. Podziękował organizatorom za ogromna pracę włożoną w przygotowanie tego szczególnego wieczoru. Na koniec życzył wspaniałej zabawy. Z kolei ks. biskup Neil Tiedemann pobłogosławił przygotowane posiłki i zebranym życzył szczęśliwego Nowego Roku. Na poczatku podano gościom zupę brokułową z zapiekankami, a potem gorące dania.

Magiczna godzina
Im bliżej było północy tym atmosfera stawała się bardziej gorąca. Z nadejściem kulminacyjnej minuty przy odgłosie strzelających korków szampana i wtórze gadżetów wznoszono toasty. Były uściski, pocałunki i niekończące się życzenia noworoczne. Zawsze z nadzieją, żeb ten Nowy Rok będzie lepszy i pomyślniejszy.

Ale wiadomo, jak nowy rok jest bogaty tak i będzie cały rok.
Po północy na gości czekały kolejne atrakcje. Na salę wjechały trzy tzw. chłopskie stoły, tłumnie oblegane przez uczestników zabawy. A na nich obfitość polskich smakołyków. Czego tam nie było? Wędzone kiełbasy, boczki, wędzone ryby, śledzie, pasztety, żeberka, salceson, polędwica, smalec, ogórki, pieróg biłgorajski, domowe pierogi, jaja faszerowane i tradycyjnie już… pieczone prosiaki.
A około drugiej po północy pojawiły się na sali efektowne stoły z palącymi się sztucznymi ogniami, pełne kolorowych słodkości: ciast, ciasteczek, andrutów, lodów, likierów.
Atmosfera była pod każdym względem tak doskonała, ze zabawa trwała aż do piątej nad ranem.
Wychodzący wyrażali swój zachwyt i podziękowania gospodarzom imprezy. – Dopisało wszystko: organizacja, niesamowity wystrój sali, muzyka, wspaniałe towarzystwo – powiedziała pani Ania z Middle Village. I dodała – bawiliśmy się wyśmienicie.
– Polecam wszystkim to miejsce, bo nie ma lepszych zabaw niż tutaj – powiedział pan Stanisław z Ridgewood.
– To, jak było w tym roku, przerosło nasze wyobrażenia – powiedział jeden z gości. Takich głosów i opinii było bardzo wiele. Opłacił się ogromny wkład pracy. A dochód nie pójdzie na marne.
– Cel zabawy jest jak zawsze szlachetny i dobroczynny – powiedział szef Polonijnego Komitetu Parafialnego Andrzej Paszkowski. – wsparcie finansowe naszej parafii św. Macieja. Musimy dbać o nasz kościół bo to jeden z najpiękniejszych obiektów sakralnych w Nowym Jorku a wymaga ogromnych funduszy.

 

Marta Jóźwiak