Z profesorem Benedyktem Błońskim, Dziekanem Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, dyrygentem Chóru Cantores Varmienses, który ostatatnio z wielkim powodzeniem występował w Nowym Jorku, rozmawia Bożena Konkiel. 

 

– Panie Profesorze, jest Pan pedagogiem z dużym doświadczeniem. Wykształcił Pan wiele pokoleń dyrygentów chórów, między innymi mnie.

– W tym roku obchodzę 35-lecie swojej pracy dydaktycznej i artystycznej. Bezpośrednio po ukończeniu Akademii Muzycznej w Warszawie w 1982 r. powróciłem do Olsztyna i zostałem kierownikiem artystycznym i dyrygentem akademickiego chóru im. Prof. Wawrzyczka, ówczesnej Akademii Rolniczo-Technicznej, który obecnie jest chórem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Chór ten prowadziłem przez dwadzieścia siedem lat – do 2009 roku. W roku 1982 podjąłem również pracę w Wyższej Szkole Pedagogicznej, gdzie przeszedłem wszystkie szczeble rozwoju naukowego – od asystenta do profesora zwyczajnego. Byłem także ekspertem do spraw chórów przy Ministrze Kultury i Sztuki. Pełniłem także funkcję kierownika Katedry Dyrygentury Chóralnej w Instytucie Muzyki WSP w Olsztynie, dyrektora Instytutu Muzyki. Obecnie jestem Dziekanem Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

 

– Jednak kontynuuje Pan pracę pedagogiczną…

– Oczywiście, od 35 lat uczę dyrygowania studentów na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Warmińsko–Mazurskiego w Olsztynie, od 1999 roku wykładam także przedmioty: dyrygowanie i metodyka prowadzenia chórów na Podyplomowych Studiach Chórmistrzowskich przy Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Oprócz tego prowadziłem dziesiątki chóralnych warsztatów w Polsce i za granicą, a poza tym prowadzę także działalność artystyczną i naukową. W centrum moich zainteresowań znajdują się problemy wykonawcze muzyki wokalnej oraz wokalno – instrumentalnej, no i oczywiście efektywność kształcenia muzycznego dyrygentów.

 

– Ma Pan tytuł profesora sztuk muzycznych.

– Tak, ale najpierw uzyskałem doktorat w dziedzinie sztuki muzycznej w dyscyplinie artystycznej prowadzenie zespołów wokalno instrumentalnych, następnie w 1993 tytuł doktora habilitowanego z dyrygentury, a w 1999, w wieku 42 lat tytuł profesora sztuk muzycznych.

 

– Czyli nie tak łatwo zostaje się profesorem, jak się niektórym wydaje. Do pracy naukowej trzeba jeszcze dołączyć działalność artystyczną.

– Przez 27 lat moja działalność artystyczna związana była z chórem im. Prof. Wiktora Wawrzyczka. Z tym chórem brałem udział w wielu konkursach i festiwalach krajowych i zagranicznych zdobywając wiele najwyższych nagród.

 

– Wróćmy więc do początków. Jak zaczęła się pańska przygoda z muzyką?

– Z inspiracji starszego brata. Chodził do szkoły muzycznej a ja byłem pod wrażeniem jego osiągnięć. Kiedy byłem w piątej klasie szkoły podstawowej przyjęto mnie do szkoły muzycznej w Olsztynie w klasie akordeonu. Po ukończeniu pierwszego i w dalszej kolejności drugiego stopnia szkoły muzycznej, dostałem się do Akademii Muzycznej w Warszawie na kierunek wychowanie muzyczne – specjalność dyrygentura. Po ukończeniu Akademii wróciłem do Olsztyna i zająłem się pracą pedagogiczną i jednocześnie prowadzeniem chóru.

 

– Praca pedagogiczna, działalność naukowa to jeszcze nie koniec. Proszę nam opowiedzieć o Pana działalności artystycznej.

– W ciągu 35 – letniej działalności prowadziłem setki koncertów krajowych i zagranicznych. Występowałem w Grecji, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Rosji, Meksyku a także dwukrotnie w Argentynie. Nie sposób wymienić wszystkich. Sześć razy występowałem dla Ojca Świętego Jana Pawła II. Raz nawet na prywatnej audiencji. Wypracowałem z chórami bogaty repertuar w którym były zarówno utwory polskie jak i zagraniczne.

 

– Zapewne wiele utwórów zostało nagranych lub zarejestrowanych przez radio lub telewizję.

– W swoim dorobku mam wiele nagrań radiowych i telewizyjnych zarówno w kraju jak i za granicą. Moja dyskografia obejmuje 13 płyt z utworami a capella i muzyką wokalno – instrumentalną, na przykład” Pieśni morskie” op. 42 Feliksa Nowowiejskiego, czy dwupłytowy album „Chwalmy Pana i W śpiewie się radujmy”.

 

– Czy znajduje Pan czas na dodatkową działalność?

– Jestem zapraszany jako juror w krajowych i zagranicznych konkursach chóralnych, zasiadam w radach artystycznych wielu festiwali, jestem członkiem International Choir Olympic Council, prowadzę międzynarodowe warsztaty chóralne. Pracy jest wiele, ale i satysfakcja duża.

 

– Wróćmy do ostatnich koncertów. Przyjechał Pan z Chóre Cantores Varmienses do Nowego Jorku aby dać koncerty z najpiękniejszymi polskimi kolędami i pastorałkami. Chór, który prowadzi pan od kilku lat brzmi znakomicie i ma już na swoim koncie osiągnięcia.

– Cantores Varmienses prowadzę od 2009 roku i mam wielką satysfakcję z pracy z tym zespołem. Podczas ośmioletniej działalności chór występował setki razy na różnych koncertach krajowych i zagranicznych, z program a cappella jak również z orkiestrą wykonując duże dzieła oratoryjno – kantatowe, wszędzie zbierając pochlebne recenzje. Chór uczetniczy w ważnych rocznicach i wydarzeniach. Bierze także udział w koncertach charytatywnych pomagając zbierać fundusze dla ubogich rodzin. Oczywiście chór bierze także udział w konkursach chóralnych. W 2014 roku, na IV Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Barcelonie chór otrzymał Złote Dyplomy w kategoriach Sacred music i Pop music.

Natomiast w 2010 roku chór zajął pierwsze miejsce i Grand Prix w kategorii chórów mieszanych na Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Kiten – Primorsko, Bułgaria.

– Wspominał Pan, że Cantores Varmienses nie jest chórem profesjonalnym.

– Chór Cantores Varmienses choć pracuje przy Filharmonii Warmińsko – Mazurskiej w Olsztynie jest chórem amatorskim. Należą do niego studenci, byli studenci, ale także lekarze, architekci, budowlańcy i rolnicy. Wszystkich jednak łączy jedno, zamiłowanie do muzyki chóralnej.

 

– Znając jeszcze z czasów studiów Pana wysokie standardy, nie dziwię się że chór brzmi tak profesjonalnie.
– Nawet najwięszy talent musi byś poparty ogromem pracy, dlatego chór spotyka się dwa – trzy razy w tygodniu. Niejednokrotnie dodatkowo również w weekendy.

 

– W Nowym Jorku jesteście po raz pierwszy. Co spowodowało, że wybraliście się właśnie tu na koncerty.

– Bardzo chcieliśmy przyjechać do Nowego Jorku przed Bożym Narodzeniem. Zawsze słyszeliśmy że Nowy Jork jest najpiękniejszy przed świętami. Nie rozczarowaliśmy się.

 

– Co najbardziej podobało się Wam w Nowym Jorku?

– Ludzie. Zwykle uśmiechnięci, życzliwi i zawsze pogodni. W odróżnieniu od Polaków, którzy zdecydowanie za mało się uśmiechają. Musieliśmy pogodzić koncerty, których daliśmy dziewięć z chęcią poznania życia w Nowym Jorku, jego kultury i atmosfery, na którą składają się drapacze chmur, Greenpoint, Statua Wolności, Broadway i musical „Cats”, Metropolitan Opera i „Wesele Figara”, World Trade Center i bardzo zapadający w sercu pomnik bohaterów okrutnego zamachu 11 września, Metropolitan Museum i MoMA zachwycające swoimi zbiorami a także koncerty w Konsulacie Polskim, siedzibie ONZ czy też wzruszające spotkania z Polonią amerykańską.

 

– Muszę powiedzieć, że na Polonii Amerykańskiej zrobiliście duże wrażenie. Wasze koncerty były szeroko komentowane. Podobaliście się młodszej i na starszej publiczności. Mamy nadzieję, że nie był to ostatni przyjazd Waszego chóru do Nowego Jorku. Ten pierwszy był zdecydowanie zbyt krótki. Osobiście cieszę się że po 30 latach mogłam spotkać swojego bardzo wymagającego profesora dyrygentury, który zaszczepił we mnie pasję do muzyki chóralnej. Kontynuuję ją pracując z dziećmi w Nowym Jorku.

 

 

Bożena Konkiel