Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nad swoją trzodą. Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska ich zewsząd oświeciła, tak, że się bardzo przestraszyli. I anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś, bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan”.
Łk 2, 3- 11

 

Tak wiele napisano wierszy i piosenek na temat rodzinnego domu. Współgrają one z rytmem niepowtarzalnych wspomnień z lat dzieciństwa. Damian Holecki w piosence „Rodzinny dom” śpiewa: „Znam takie miejsce na ziemi / Cudowne miejsce, gdzie zawsze chciałbym żyć. / Zawsze tu wracam myślami / Nawet gdy sam nie mogę tu być. / To mój rodzinny dom / W sercu go mam / Długie wieczory nie byłem nigdy sam / Każdy opuszcza dom, przychodzi taki czas / Lecz bez niego nie byłoby nas. / Domu się nie zapomina / To musisz wiedzieć – w nim mieszkasz tylko raz. / Bo najpiękniejsze są chwile / Kiedy znów widzisz matki swej twarz”.

Te słowa o rodzinnym domu dopełniają aforyzmy. Oto kilka z nich: „Dla człowieka, podobnie jak dla ptaka, świat ma wiele miejsc, gdzie można odpocząć, ale gniazdo tylko jedno /Oliver Wendel Holmes/. „Więzy, które łączą twoją rodzinę, nie są więzami krwi, ale szacunku i radości, jakie wnosicie nawzajem do swojego życia /Richard Bach/. „Dom to nie miejsce, w którym mieszkasz, ale miejsce, gdzie ciebie rozumieją /Janusz Morgenstern/. „Im więcej jeżdżę po tym świecie, tym bardziej jestem skłonny uwierzyć, że rodzina pozostaje jedyną rzeczą, która liczy się w tym życiu /Charles Alexis de Tocqueville/. „Twój dom może ci zastąpić cały świat. Cały świat nigdy nie zastąpi ci domu /Blaise Pascal/.

Bliska naszemu sercu chata niejednokrotnie kryta strzechą, zagroda z skrzypiącym żurawiem, ogródek z kwitnącymi piwoniami i jaśminem, ścieżki przez nas wydeptane i Burek merdający ogonem. Ale to wszystko jest tylko oprawą do tego, co stanowi istotę rodzinnego domu. Dom to przede wszystkim ludzie bliscy naszemu sercu, z którymi łączą nas więzy miłości. Wymownym obrazem tak pojmowanego domu rodzinnego, w polskiej tradycji jest stół wigilijny. Każdy z nas nosi jego niepowtarzalny obraz głęboko zapisany w pamięci i sercu.

 

Wracam wspomnieniami do wigilijnego wieczoru z lat dzieciństwa. Ten dzień od samego rana był taki inny, odświętny, mistyczny. Nawet pozdrowienie w tym dniu było inne. Wchodząc do domu mówiło się: „Na szczęście, na zdrowie ze świętą wiliją”. W tym dniu wszystko zdążało do wigilijnego stołu i było jego dopełnieniem. Zapachy potraw wigilijnych dolatujących z kuchni. Choinka wniesiona do domu w dzień wigilijny rozsiewała zapach żywicznej jedliny. Dołączał zapach słomy, którym wyścielony był cały dom oraz siana, które kładliśmy na stole i pod stołem. A na koniec, jak wieniec spleciony miłością stawaliśmy przy wigilijnym stole, przykrytym nieskazitelnie białym obrusem, zastawionym dwunastoma potrawami. Modlitwa i rzewna kolęda wzbijały się ku niebu, a my wyciągaliśmy ku sobie ręce z białym opłatkiem. W tym geście Miłość zstępująca z nieba dopełniała naszej wzajemnej, ludzkiej miłości i dokonywał się cud wcielenia Miłości z Betlejem w naszych sercach. Nasz rodzinny dom zaczynał pulsować najcudowniejszymi kolorami rodzinnej miłości.

 

Utrata domu, bezdomność, to wielka tragedia. Bardzo często nazywamy bezdomnymi tych, którym chwilowo, z różnych powodów, zabrakło dachu nad głową. Ale bezdomność to nie tylko to. Można być bezdomnym i to tragicznie bezdomnym, w pięknym, luksusowym otoczeniu. Bezdomność dotyka nas, gdy zabraknie w nas i wokół nas miłości oraz bliskich nam ludzi, zabraknie Miłości zstępującej z nieba.

Takie refleksje zrodziły się we mnie na spotkaniu opłatkowym dla bezdomnych zorganizowanym przez Erykę, znaną woluntariuszkę pracującą na rzecz bezdomnych i samotnych. Tym ludziom często bardziej doskwiera brak rodziny, niż brak dachu nad głową.

W czasie tego wigilijnego spotkania miał miejsce bardzo wymowny obrzęd, który wskazuje drogę wyjścia z różnego rodzaju bezdomności. Do sali pogrążonej w mroku, która może symbolizować mrok naszej bezdomności, weszli harcerze ze światłem betlejemskim, które zostało zapalone w betlejemskiej grocie.

W tym roku świetlna sztafeta wędruje pod hasłem „Pokój jest w nas”. Do Polski światło betlejemskie dotarło za pośrednictwem słowackich harcerzy. Teraz dociera do miast i wiosek, szkół, kościołów i instytucji publicznych. To światło dotarło także na spotkanie opłatkowe dla bezdomnych w Nowym Jorku. Najważniejsze jednak, aby dotarło do naszych serc, które nieraz popadają w „bezdomność”, bo zabrakło w naszym życiu miłości.

 

Chrystus przynosi nam światło miłości. W jednej z kolęd śpiewamy: „Jakieś światło nad Betlejem się rozchodzi / W środku nocy zagubiony świat się budzi / Dzisiaj właśnie dla nas Chrystus się narodził/ Do nas przyszedł, bo ukochał wszystkich ludzi /Teraz spij, Dziecino mała / Teraz śpij, Dziecino miła/Ziemia bogactw Ci nie dała / Bo bez Ciebie biedną była”.
W każdym z nas są ciemne zakamarki „bezdomności”, miejsca których nie ogarnęła zwykła ludzka miłość, a przede wszystkim Miłość, która przybrała kształt bezbronnego Dzieciątka w stajni betlejemskiej. Św. Jan Paweł II w orędziu na Boże Narodzenie „Urbi et Orbi” powiedział: „Boże Narodzenie to tajemnica miłości! To miłość Ojca, który posłał jednorodzonego Syna na świat, aby ofiarował nam dar swojego życia. Miłość „Boga-z-nami”, Emmanuela, który przyszedł na świat, aby umrzeć na Krzyżu. W zimnej stajni, pogrążonej w ciszy, dziewicza Matka, z sercem pełnym przeczuć, już przeżywa bolesny dramat Kalwarii. To będzie wstrząsająca walka pomiędzy światłem i ciemnością, pomiędzy śmiercią i życiem, nienawiścią i miłością. Książę Pokoju, narodzony dziś w Betlejem, odda na Golgocie swoje życie, aby na świecie zapanowała miłość. Narodzenie Jezusa jest znakiem miłości”.

 

Na zakończenie warto przypomnieć o najważniejszym darze nocy betlejemskiej, który Lambert Noben zawarł w Orędziu z Groty Betlejemskiej: „Narodziłem się nagi, mówi Bóg, abyś potrafił wyrzekać się samego siebie. Narodziłem się ubogi, abyś ty mógł uznać Mnie za jedyne bogactwo. Narodziłem się w stajni, abyś ty nauczył się uświęcać każde miejsce. Narodziłem się bezsilny, abyś ty nigdy się Mnie nie lękał. Narodziłem się z miłości, abyś ty nigdy nie zwątpił w moją miłość. Narodziłem się w nocy, abyś ty uwierzył, iż mogę rozjaśnić każdą rzeczywistość spowitą ciemnością. Narodziłem się w ludzkiej postaci mówi Bóg, abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą. Narodziłem się jako człowiek, abyś ty mógł stać się ‘synem Bożym’. Narodziłem się prześladowany od początku, abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności. Narodziłem się w prostocie, abyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany. Narodziłem się w twoim ludzkim życiu, mówi Bóg, aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca”. A w domu Ojca „jest mieszkań wiele”.

 

ks. Ryszard Koper