Stefan Kisielewski „Kisiel” (1911-1991) był niezwykle popularnym pisarzem i felietonistą. Przez ponad 40 lat zamieszczał swe felietony w krakowskim „Tygodniku Powszechnym”, który często był uważany za jedyne niezależne czasopismo w komunistycznej Polsce. Jego artykuły odzwierciedlały zwykle sytuację w kraju. Zawirowania epoki PRL-u były wyjątkowo celnie oceniane na łamach Tygodnika. Można to zauważyć na przykładzie felietonów Kisielewskiego pisanych na Boże Narodzenie.

Na Święta roku 1946 ukazuje się „Moja szopka narodowa”. W tym czasie istniał jeszcze w Polsce margines swobód społeczno-kulturalnych. Działała legalna, opozycyjna partia (PSL) a jej przywódca – Stanisław Mikołajczyk był wicepremierem rządu.

Kisiel opisuje jak jego artykuły są kontrolowane, cenzurowane i wreszcie oceniane. Autor musiał najpierw uzyskać błogosławieństwo Kurii krakowskiej (Tygodnik był pismem katolickim). Ks. Piwowarczyk, który aprobował treść artykułów, mógł zauważyć odchylenie od linii, odrobinę herezji, uszczerbek dla powagi Kurii, itp. Kolejny etap to sama redakcja: „Duet z Mysikiszek: Gołubiew-Jasienica (…) pod byle pretekstem skreślają z pozostałej części felietonu co celniejsze dowcipy.” Artykuł musiał być dodatkowo zatwierdzony przez Urząd Kontroli Prasy i dopiero wtedy był skierowany do druku. Ale to nie koniec. Kiedy numer dostaje się w ręce czytelników pojawiają się komentarze i pretensje: „Panie, za dużo się Pan wygłupia”, „Co Pan tak poważnie zaczyna pisać jak z ambony?”.

Wreszcie przychodzi chwila wytchnienia – przy drzewku wigilijnym i szopce, z dziećmi na kolanach. Autor zaczyna drzemać i przeżywa widzenie. W małej, tekturowej szopce pojawiają się bohaterowie jego felietonów: znani dziennikarze i literaci o różnych poglądach politycznych. W tym wyjątkowym dniu defilują na malutkiej scence w zgodzie i porządku: Jan Kott, Artur Sandauer, Adolf Rudnicki, Jan Brzechwa, Czesław Miłosz, Ksawery Prószyński i inni. Na koniec wjeżdża na rydwanie „cesarz naszych pisarzy” – Jarosław Iwaszkiewicz.

Felieton kończy się słowami nadziei na pojednanie i zgodne współżycie rodaków: „W szopce może się spotkać cała Polska, jak w przyjemnym, nie obowiązującym śnie (…). Zabawię się w chochoła i będę im przygrywał: Ja muzykę zrobię sam – pięknie gram, pięknie gram”.

Grudzień 1947 to już inne czasy. Władza wyraźnie „przykręciła śrubę”. Po sfałszowanych wyborach, komuniści i ich marionetki zdobyli pełnię władzy. Później nadchodzi rozprawa z opozycją. PSL niszczy się metodami administracyjnymi i policyjnymi. Stanisław Mikołajczyk w obawie przed aresztowaniem (i prawdopodobnie wyrokiem śmierci) ucieka na Zachód.

Na Boże Narodzenie „47 Kisiel pisze felieton „Święta na ponuro”. Ze względu na cenzurę posługuje się delikatnymi aluzjami. Będzie to robić przez następne 40 lat. Stwierdza, że Polacy po wojnie zmienili się bardzo: „(…) brzmią już wesołe, rubaszne śmiechy i śpiewy – ale to nie to, nie o to chodziło”.

Taki humor to narkotyk, humor złudzeń czy humor zapomnienia. Autor życzy Polakom humoru odważnego, godnego, spokojnego, który „potrafi przeprowadzić cało przez otchłań upokorzeń i wyrzeczeń”. Na koniec składa rodakom w kraju i na obczyźnie polskie życzenie: Bądźmy silni!

Przez najbliższe kilka lat Polacy w kraju potrzebowali rzeczywiście niezwykłej siły. Polska wkracza w okres stalinizmu. Komunistyczny terror dotyka setki tysięcy ludzi. Pod koniec lat 40. represje nie oszczędzają Kościoła katolickiego. Tygodnik Powszechny zmaga się z wieloma represjami. Cenzura na ogół konfiskuje większość artykułów. Na początku 1953 r. czasopismo przestaje wychodzić. Bezpośrednią przyczyną była odmowa zamieszczenia „odpowiedniego” artykułu ze zdjęciem Stalina po jego śmierci. Przez trzy lata bezrobotny Kisiel udzielał lekcji muzyki oraz dorabiał pracami zleconymi dla Polskiego Radia i wydawnictw muzycznych.

Nadchodzi rok 1956 a z nim odwilż polityczna. Nowa władza z Władysławem Gomułką na czele obiecuje społeczeństwu liberalne reformy. Na wolność wychodzi Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Na Boże Narodzenie „56 wychodzi pierwszy numer nowego Tygodnika. Świąteczny felieton Kisiela zaczyna się słowami: „Ludzie kochane, co też to się dzieje?! Znowu wydajemy „Tygodnik Powszechny” i to ten stary, reakcyjny czyli po nowemu postępowy (…) Wszystko się w Polsce zmieniło i pomieszało, posłuchajcie tylko: ci co siedzieli w ciupie siedzą w ministerstwie, ci co siedzieli w ministerstwie (bezpieczeństwa) siedzą w ciupie.”

Autor zachęca społeczeństwo do większej aktywności i pisze: „Tygodnik Powszechny to szopka swiąteczna (…) Ale jasełka w tej szopce to już Wy będziecie odgrywali – ta szopka jest dla Was (…) Grajcie na niej, śpiewajcie, rozrabiajcie, tylko nie ględźcie – ku chwale Ojczyzny i kultury, czego i sobie życzę”.

Stefan Kisielewski poszedł w ślady własnych porad i w styczniu 1957 r. zgodził się kandydować do Sejmu PRL wraz z kilkoma kolegami ze środowisk katolickich. Przez dwie kadencje (do roku 1965) będzie pełnić godność posła. Jeden z przyjaciół wysłał do niego depeszę z gratulacjami wraz z dopiskiem: „Kisielu, cóżeś za małpę z siebie wystrugał”.
Wkrótce okazuje się, że z obietnic, które Gomułka przedstawił w październiku 1956 r. niewiele zostało. Z roku na rok nasilają się ingerencje cenzury w prasie i wydawnictwach oraz w życiu kulturalno-artystycznym. W roku 1964 Kisiel „podpada” władzy podpisując słynny list 34 znanych pisarzy i intelektualistów w sprawie wolności kultury w PRL.
Felieton na Boże Narodzenie 1967 jest „neutralny”. Cenzura nie przepuszczała już tematów drażliwych lub bardziej jasnych aluzji politycznych. Kisielewski pisze o sporach w środowisku językoznawców, czy np. należy pisać Indie czy też Indyje, i zaznacza: „Język wcale nie musi być logiczny. Język to nie logika, lecz tradycja”. Krytykuje również marną jakość polskich płyt długogrających, które produkuje się w „starej budzie urągającej elementarnym wymogom BHP, nie mówiąc już o technice”. Pod koniec dość długiego artykułu czytamy: „(…) I wlasnie niżej podpisany tak długo przy świątecznej okazji gadał do P. T. Czytelników. Ale wesoło było, byco było, ubaw po pachy przy śledziu i karpiu!”. Kisiel nie wiedział, że jego następny felieton świąteczny będzie mógł się ukazać dopiero za 4 lata.

W styczniu 1968 r. władze zdejmują ze sceny Teatru Narodowego spektakl „Dziadów” Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Pod koniec lutego odbywa się w Warszawie nadzwyczajne zebranie stołecznego oddziału Związku Literatów Polskich. Stefan Kisielewski w swym przemówieniu określa politykę kulturalną PRL jako „dyktaturę ciemniaków”. Słowa te przeszły do historii. Pisarz otrzymuje zakaz jakichkolwiek publikacji, który będzie trwać prawie trzy lata. To nie wszystko. 11 marca wieczorem zostaje dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców”. Tak jak w latach 50. Kisiel jest znowu na „wakacjach”. Publikuje jedynie pod pseudonimem w paryskim Instytucie Literackim.

W grudniu 1970 r. Polska przechodzi następny zakręt. W wyniku robotniczego buntu na Wybrzeżu Gomułka jest odsunięty a do władzy dochodzi bardziej nowoczesny i pragmatyczny Edward Gierek. Po kilku miesiącach Kisielewski ponownie uzyskuje możliwość publikacji. W swym pierwszym felietonie na łamach Tygodnika argumentuje, że należy uznać realia geopolityczne w których znalazła się Polska. Jak twierdzi, należy „przyjąć za punkt wyjścia to, co jest obecnie – i próbować posuwać sprawę naprzód (…) czyli działać ku poprawie Rzeczpospolitej”.

W roku 1974 swiąteczny felieton zatytułowany jest „Pod państwową choinką”. Kisiel wyjaśnie istotę tego tytułu następująco: „Boć gospodarka tu państwowa, wszelkie dobra państwowe (…) „Wolnym jest ten, kto posiada środki produkcji” – powiedział świecki prorok materii Karol Marks. A więc, skoro środki produkcji posiada państwo, ono jest wolne”. Dalej autor oddaje się wspomnieniom. Pisze o różnych Wigiliach w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat: warszawskich, krakowskich, zakopiańskich i jednej paryskiej. Na koniec wyraża pragnienie jedności w noc wigilijną: „Żyjemy wszkże konfliktami i zmianą – lecz tej nocy, wśród niepowtarzalnych nastrojów powraca jedność w czasie i przestrzeni, polska jedność w ciągu całego roku zagubiona”.

Gierkowski renesans nie trwa długo. Już w roku 1975 pojawiają się kłopoty gospodarcze i braki zaopatrzenia w artykuły konsumpcyjne. W tym samym roku Kisielewski podpisuje „List 59” w sprawie zmian w Konstytucji PRL. Tym razem nie zostaje ukarany całkowitym zakazem publikacji ale przez najbliższe 5 lat nie będzie miał możliwości uzyskania paszportu na wyjazdy zagraniczne. W latach 1980/81 jest nieco sceptyczny wobec karnawału „Solidarnosci”. Argumentuje, że sama wolność bez głębokich reform gospodarczych nie ma większego znaczenia.

W lipcu 1981 r. Kisiel wyjeżdża na rok zagranicę. Wprowadzenie stanu wojennego zastaje go w Australii. Na początku 1982 r. wraca do Europy i zamieszcze swoje artykuły w paryskiej „Kulturze”. Jest przeciwny ciągłej walce z systemem panującym w Polsce. W jednym z felietonów cytuje Sienkiewicza: „Biada narodom, które bardziej kochają wolność niż ojczyznę”. Proponuje dogadanie się z Rosją ponad głowami polskich komunistów. Przyjeżdża do kraju w lecie 1982 r. i wraca do pracy w Tygodniku. Jest przeciwny urządzaniu manifestacji patriotycznych podczas nabożeństw w kościołach. Na pytanie: Czy Pan Bóg nas wybawi? – odpowiada „nie”.

W świątecznym felietonie roku 1986, Kisiel wędruje ulicami Warszawy i rozmyśla nad losem Polski i jej historią:

„(…) a jednak kraina nasza niedobita wbrew wszelkiemu przewidywaniu, wbrew egoizmowi ludzi i braku pomyślunku u nadludzi. Jeszcze Polska nie zginęła!”. Przechodząc w pobliżu miejsca gdzie się urodził zaznacza: „Tu się urodziłem i tu umrę – bardzo to pocieszające, niedaleka droga. Lecz narazie Święta Narodzenia, dzisiaj to droga do Betlejem Polskiego, w ciemności świeci gwiazda, ścieżka światła pośród owej gęstej czerni nad warszawskim brukiem.”

Stefan Kisielewski publikował cotygodniowe felietony w Tygodniku Powszechnym do czerwca 1989 r. Jego ostatni artykuł ukazał się w krakowskim czasopiśmie w marcu 1990 r. Pytany, dlaczego odszedł z Tygodnika odpowiadał, że zwycięzca powinien opuścić pole bitwy, na którym tryumfował i szukać nowych wrażeń. Zmarł w październiku 1991 r. Doczekał upadku realnego „socjalizmu” z którym walczył przez całe życie.

 

Kazimierz Wierzbicki

 

Pełny zbiór świątecznych felietonów Kisiela ukazał się w Polsce: Stefan Kisielewski, Felietony pod choinkę, wyd. Prószyński i S-ka: Warszawa, 2012