Niedziela noc

Czytam w „Wall Street Journal” o przedawkowaniu heroiny przez 22-letniego chłopaka w stanie New Mexico. Wychowywał się w rodzinie z dziećmi zaadoptowanymi, także z rodzin narkomańskich. Rodzice nie wytrzymali tempa życia, rozwiedli się, pogubili, pogubiło życie chłopaka. Walił heroinę pod okiem nieświadomej matki, która nota bene pisała komentarze do stanowej gazety o różnych aspektach życia. Walcząc o życie swoje i szóstki dzieciaków, nie zauważyła że jej syn ćpa, a inny syn go kryje, wie, ale nic nie mówi. Teraz, gdy chłopak jest tylko wspomnieniem, żyć trzeba dalej, ze świadomością straty i wymyśleniem na nowo, co z tym zrobić na resztę życia. Ot, kolejna opowieść z historii 60 tysięcy zgonów rocznie, zamkniętych wygodnie w pudełeczku informacyjnym „epidemia opioidowa w Ameryce”.

Zaraz obok informacja o małym chłopcu, który walczy o życie dzięki strasznie drogiemu lekowi… Wyrywa oddechy, po jednym na raz, w czasie, gdy inni, tak łatwo tracą zdrowie ćpając i chlając. Strasznie to wszystko przygnębia. Jak trudno znaleźć sens, nie popaść w cynizm, lub komfort udawania, że nie dzieje się naokoło nic, co powinno nas martwić.

 

Poniedziałek

„Nie prosiłem nikogo, aby nie uruchamiać artykułu 7, ponieważ nie jesteśmy w Europie żadnymi petentami i nikogo nie prosimy o to, żeby zgodził się na reformowanie przez nas wymiaru sprawiedliwości – powiedział w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Lubię ten merytoryczny spokój nowego premiera Polski. Choć zmiana na tym stanowisku była przeprowadzona fatalnie (miesiące spekulacji, jakieś tajne motywy, brak tłumaczenia o co tak naprawdę biega) to jest naprawdę dobra zmiana w Dobrej Zmianie.

Ja zresztą zmieniać się nie muszę: Morawieckiego chwalę od początku na tych łamach, z nadzieją zresztą, że kiedyś zastąpi Jarosława Kaczyńskiego na czele Prawa i Sprawiedliwości, bo daje dwa w jednym: piękny życiorys oraz doskonałe przygotowanie merytoryczne do rządzenia 38-milionowym krajem w Europie. Prezes Rady Ministrów wyjaśnił dzisiaj na antenie Radia Szczecin, że podczas wizyty w Brukseli w ubiegłym tygodniu wiedział, że „Komisja Europejska zamierza uruchomić artykuł 7, ponieważ nie kryła się z tym”. I tu mój komentarz: ale zamiast kryć się po kątach z podkulonym ogonem i szlochać „łolaboga, zabiorą nam piniondze unijne, albo złym słowem ugodzą”, z otwartą przyłbicą zaatakował problem w rozmowach dwustronnych. Tak, jak to robią wszyscy, a czego nie może zrozumieć totalniacka opozycja w Polsce, uczepiona ostatniej nadziei, że Bruksela „coś zrobi” z tym niedobrym Kaczyńskim.

Morawiecki rozmawiał więc z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, próbując mu uświadomić, że „15 lat po II wojnie światowej Francuzi wychodzili spod bardzo podobnego systemu, totalitarno-kolaboranckiego takiego, jakim był rząd Vichy. Premier Michael Debre, podczas prezydentury Charlesa de Gaulla, kiedy wrócił do władzy w 1958 r. przeprowadził bardzo podobną reformę, głęboko zmieniając strukturę ichniego KRS-u w taki sposób, że większość w tym KRS-ie nie stanowili sędziowie. I uwaga: powołując również izbę dyscyplinarną, jak tłumaczył premier. „Można powiedzieć, że wzorujemy się na dobrych przykładach francuskich – dodał Morawiecki, zaznaczając że rozmowa z prezydentem Francji odbyła się w cztery oczy, a „prezydent Macron bardzo mocno się uśmiechnął, ponieważ bardzo dobrze zrozumiał tę analogię historyczną”. Tak właśnie trzeba i mówić, i zachowywać się na europejskich salonach.

Tymczasem akcja „strachy na Lachy” trwa. Komisja Europejska ma zdecydować, czy należy aktywować art 7 ust 1. wobec Polski po analizie ustaw o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa. Zapis unijnego Traktatu, który może zostać uruchomiony 20 grudnia, mówi o tym, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE może stwierdzić, że istnieje wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości Wspólnoty. Decyzja w tej sprawie, podejmowana przez kraje większością czterech piątych, nie wiąże się jeszcze z sankcjami, ale jest krokiem do ich ewentualnego rozważenia. Wprowadzenie sankcji jest mało prawdopodobne, bo wymagałoby jednomyślności; ale już samo uruchomienie art 7., byłoby bezprecedensowym krokiem w historii Unii Europejskiej i zmusiłoby stolice do zajęcia stanowiska wobec wydarzeń w Polsce.

Według źródeł unijnych, komisarze będą porównywać ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym z przyjętymi w lipcu przez KE rekomendacjami wobec Polski. Kolegium komisarzy wystosowało wówczas ostrzeżenie do polskich władz wskazując, że podjęcie kroków mających na celu przeniesienie lub wymuszenie przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego może skutkować uruchomieniem art. 7 ust. 1 unijnego traktatu. Nawet jeśli Komisja Europejska zdecyduje się na uruchomienie art 7.1 wobec Polski, to dyskusja państw członkowskich w tej sprawie nie odbędzie się wcześniej niż w lutym. Dopiero pod koniec tego miesiąca przewidziane jest spotkanie unijnych ministrów do spraw europejskich, którzy mieliby zajmować się tą kwestią.

Tak naprawdę chodzi o danie po łapach krnąbrnej Warszawie, bo elity europejskie już szykują się do przykręcenia śruby i wdrożenia procesu większej integracji i federalizacji Unii Europejskiej pod światłym przywództwem kanclerz Angeli Merkel oraz prezydenta Emmanuela Macrona. Po Brexicie, odpadła Wielka Brytania, główny przeciwnik takiej akcji scaleniowej, więc trzeba by – mówiąc żargonem więziennym „przecwelić” Polaków, żeby się nie stawiali.

Ale my, Polacy, gróźb eurobiurokratów się nie bójmy, bo stoi za nami nie tylko racja (Polacy mają prawo żyć w kraju, który sobie sami urządzają zgodnie z wolą wyrażoną w demokratycznych wyborach), ale i stoi za nami unijne prawo, które eurourzędasy starają się rozciągnąć niby przykrótką kołderkę, aby tylko osiągnąć własne cele. Niech nas wspomaga w tym przykład Dzieciątka Boga, które też nie miało lekko przecie w Betlejem, ale wyrósł nam z niego Zbawiciel.

Nie, Polska nie jest Zbawicielem Narodów, Broń Boże, ale twardości i hartu ducha możemy się uczyć od Świętego Dziecięcia, Jego Matki „i Józefa Starego”. Niech Wam się wszystkim święcą te Bożonarodzeniowe Święta, Kochane Czytelniczki i Kochani Czytelnicy.

 

Jeremi Zaborowski