Legendarna aktorka, która zapisała się w pamięci fanów między innymi rolami w Kabarecie Starszych Panów, serialu „Czterej pancerni i pies” czy arcydziele filmowym Hasa „Jak być kochaną” kończy właśnie 89 lat i… nie przestaje występować. Barbarę Krafftównę za chwilę zobaczymy w spektaklu Teatru Telewizji „Biesiada u Hrabiny Kotłubaj” w reżyserii Roberta Glińskiego. Aktorka – jak przyznaje – miała wielką frajdę z powrotu na scenę. „Cała jestem z Gombrowicza i Witkacego, ich postrzegania rzeczywistości w deformacji, przesadzie. Granie Gombrowicza jest jak lot w kosmos” – mówi gwiazda. „Przed laty grałam hrabinę Kotłubaj, teraz Starą Markizę. Te próby i nagrania były jak za dawnych lat” – opowiada. Aktorka wywodząca się z pokolenia wielkich osobowości, jak Kalina Jędrusik, Wiesław Michnikowski, Wiesław Gołas, Jan Kobuszewski, uważa, że „w dawnych czasach” nie było zawodowej zazdrości, „Myśmy byli siebie ciekawi” – przekonuje. „Na scenie byliśmy partnerami” i dzieli się anegdotą: „Pamiętam taką sytuację: przerwa w nagraniu telewizyjnym. Ktoś mówi, że w bufecie jest ta zjawiskowa dziewczyna z burzą loków, lwica o niezwykłym sopranie. Biegniemy wszyscy ją obejrzeć. Ma welon włosów, niskie czoło, gęstą grzywę. To Violetta Villas. Przyjechała ustrojona według własnego gustu – koronki, falbanki. Miała mieć próbę generalną przed wywiadem u Ireny Dziedzic. Telewizja szła na żywo, a Dziedzic chciała mieć pewność, że nie wydarzy się w czasie emisji nic nadzwyczajnego” – wspomina Krafftówna. „Kiedy zobaczyła Villas nie zgodziła się ani na jej fryzurę, ani na ubranie. Elżbieta Czyżewska pobiegła po taksówkę, złapała Violettę za mankiet i zawiozła do siebie. Zgoliła jej grzywę, odsłoniło się czoło. Zrobiła przedziałek. Dała jej swoją bluzkę. Słowem, zamieniła w elegancką młodą kobietę. Takie wspólne bufetowe akcje były naturalne. Poza tym myśmy naprawdę lubili ze sobą przebywać” – wspomina. Mimo podeszłego wieku aktorka jest czynna zawodowo. W Och – Teatrze gra w spektaklu „Trzeba zabić starszą panią”. „Zanim wybiegnę na scenę, już biegnę w miejscu. Ćwiczę oddech i mięśnie” – tłumaczy. I dodaje: „Póki jestem na chodzie, mam jeszcze tyle pomysłów na siebie samą. Bez takiego czy innego spektaklu. W ogóle się tym nie martwię, idę.” – mówi. „Zawsze wyzwania same do mnie przychodziły, i nadal przychodzą, a ja idę za nimi. […] Jako aktorka i człowiek jestem ciągle nienasycona, bez opamiętania wpadam w nowe. Jednak nie wiem, co będzie jutro, za miesiąc” – wyznaje Barbara Krafftówna. „Wiek się zmienił, z nim szczegóły, ale w głowie mam to samo, co miałam. Nadal potrafię się histerycznie śmiać, bez opanowania. Nadal mam tę samą ciekawość. Wokół zrobiło się pusto, tamten świat mojej młodości zupełnie znika. A ja idę. Czy to nie jest szczęście” – pyta. I dodaje. „I jakbym miała umrzeć, to poproszę na scenie. W takim biegu jak w spektaklu, w którym gram. Na razie jednak nie planuję pożegnania. Chcę dożyć trzech kaktusów, czyli 111 lat! Dopóki czuję się młoda, żadnych planów nie zmieniam! Kraina czarów, wsysa mnie, oj wsysa” – śmieje się aktorka.

 

*

Ikona stylu. Piękna. Odważna. Uwielbiana przez kobiety na całym świecie dzięki serialowi „House of cards”. Robin Wright skończyła 51 lat i wygląda zjawiskowo, może nawet lepiej niż kiedykolwiek. Ale – jak sama podkreśla – ważniejsze jest to, co ma w głowie. „Choć wiele się zmieniło na lepsze, my, kobiety, musimy być czujne. Bo nic nie jest nam dane na zawsze. Świat powinien słyszeć nasz głos” – podkreśla. „Dla wielu feministka to wciąż kobieta z brodą. A przecież feminizm zakłada wolność wyboru i odrzuca schematy stworzone przez mężczyzn. Na czerwonym dywanie noszę długie suknie od znanych projektantów. I co z tego? Równie dobrze można być seksbombą i walczyć o swoje prawa” – podkreśla aktorka. To z jej inicjatywy rola żony Franka Underwooda, bezwzględnego polityka w serialu „House of cards”, została napisana na nowo. „Moja bohaterka miała być początkowo wyłącznie żoną skrupulatnie wypełniającą obowiązki pierwszej damy” – zdradza. „Tego typu postać wydawała mi się jednak przeżytkiem, postanowiłam więc nadać jej bardziej niezależny charakter. Przecież pierwsza dama nie musi zadowalać się rolą ozdobnego breloka. Świadczy o tym najlepiej Michelle Obama, która sama byłaby świetnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. I chociaż mentalność społeczeństwa zmienia się powoli, uważam, że jesteśmy w przededniu prawdziwej rewolucji” – mówi zaangażowana aktorka. „Kobiety są coraz bardziej świadome swoich praw. Pokoleniu, które teraz studiuje, obcy jest już patriarchalny model. Musimy tych młodych ludzi dopingować. I ja to robię. A równość zaczyna się od tej samej płacy za tę samą pracę” – dodaje. „Stare bastiony mocno się trzymają. Coś się zmienia, ale w początkach mojej kariery w Hollywood dyskryminacja kobiet to była norma. Kiedy miałam 17 lat byłam na castingu w Paryżu. Stawiłam się na spotkanie, chciałam coś recytować, ale reżyser kazał mi pokazać biust. Po czym powiedział do asystenta: „Tej nie chcę, wolę cycki poprzedniej”. Przysięgłam sobie wtedy, że już nigdy nikt mnie tak nie potraktuje” – dodaje Robin. I stając po drugiej stronie kamery, udowadnia, że nie jest tylko „ładną buzią”.

 

*

Święta za pasem. Na portalach społecznościowych przybywa zdjęć z choinką w tle, gwiazdy chętnie prezentują tzw. ugly sweaters czyli kiczowate swetry z motywem Mikołaja, renifera albo bałwana.

Ania Lewandowska pozuje z bezglutenowymi pierniczkami, Maja Sablewska wyznaje, że odkąd nie je mąki, na wigilijnym stole pojawiają się bezglutenowe pierogi, a Wojciech Modest Amaro postanawia otworzyć „restaurację chrześcijańską”. „Lokal powstaje przy Piotrkowskiej w Łodzi i będzie prowadzony przez fundację charytatywną i osoby związane z kościołem jezuitów. Restauracja będzie lokalem non – profit, a łódzki arcybiskup Grzegorz Ryś wpadł na pomysł, by w menu znalazła się pizza. To także on jest pomysłodawcą niektórych nazw takich jak pizza Magnificat i pizza Osiem Błogosławieństw” – czytamy. „Włoskie dania to jednak dopiero początek menu. Chrześcijańska pizzeria stawia na potrawy biblijne. W menu pojawią się owoce znane z Biblii. Będą daktyle, figi, ciasta z rodzynkami, ale także kanapki i pizza” – mówi Marta Cyganek, pomysłodawczyni projektu. „Być może pizzeria będzie serwować też piwo i wino. W wystroju lokalu mają znaleźć się chrześcijańskie symbole. Całości patronuje Matka Boska” – podaje serwis plotkarski. Otwarcie chrześcijańskiej pizzerii z pomocą znanego restauratora już w marcu przyszłego roku.

 

Weronika Kwiatkowska