Nazachwycałem się młodzieżą w poprzednim odcinku, śliniący się starzec próbujący oszukać swój wiek. Pora byłoby raczej porównywać ubezpieczenia zdrowotne, czytać o amerykańskich emeryturach w Polsce!

Jest w tych moich zachwytach trochę (platonicznego) zauroczenia młodością, próby jej przeżycia na nowo. Mógłbym tu przywołać podobne fascynacje Witolda Gombrowicza ale, po pierwsze, on fascynował się chłopcami. A po drugie, gdzie mi do Gombrowicza.

Moja sympatia i podziw dla polskiej młodzieży nie są jednakże powszechnie podzielane. Są też zapewne skutkiem ignoracji, skoro tak naprawdę młodych tylko obserwuję i to chyba zbyt życzliwie.

Gdybym był nauczycielem lub wykładowcą, to bym się pewnie zdziwił. Z badań statystycznych, wyników matur i egzaminów wstępnych oraz opinii firm rekrutujących do pracy wynika bowiem, że młodzi ludzie w Polsce: nie czytają książek, nie oglądają ambitnych filmów w kinie, nie mają pojęcia o muzyce klasycznej, jazzie, teatrze, historii kina, w ogóle historii. Języków nie znają a jeśli już, to angielski. Z tym ostatnim też bywa różnie i troche mnie to dziwi, skoro angielski jest naprawdę cool, skoro to jest język internetu, turystów, muzyki popularnej, biznesu. Są młodzi (na moje oko, w Warszawie to 30 proc. studentów), którzy mówią po angielsku płynnie; reszta duka, wstydzi się i prosi o pomoc koleżankę albo mnie.

Osoby wykładające na uczelniach i w liceach przytaczają anegdoty o totalnej niewiedzy młodzieży, o jej braku zainteresowania historią (w tym Polski), geografią, polityką. Aspiranci na wydział aktorski prestiżowej warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza nie wiedzą, kto to Zelwerowicz, ale także nie znają „Dziadów”, Becketta, sztuk Szekspira, filmów Bergmanna i Felliniego. Niektórzy maturzyści nie wiedzą, kto to Wałęsa i co to „Solidarność”.

Ja się zachwycam ich inteligencją objawiającą się w zabawnym i barwnym języku ale gdy ich posłuchać dłużej, są to emocje i myśli opisywane przy użyciu tych samych, po chwili już nudzących swoją powtarzalnością, słów. Coś jest megazajebiste albo niefajne, kosztuje dużo hajsu czy kasy albo kosztuje spoko. Też mówiłem w ich wieku slangiem (choć może już nie w wieku 28 lat). Co prawda tak nie bluzgałem ale dziś te „brzydkie słowa” nikogo nie gorszą, są integralną częścią języka nie tylko kiboli ale i panienek po ukończonych studiach humanistycznych. Są oczywiście wyjątki: młodych mówiących i zachowujących się z dystynkcją i delikatnością. Większość jednak dostosowuje się do najniższego wspólnego mianownika.

Może to tendencja ogólnoświatowa? Ostatnio byłem w Sztokholmie, Budapeszcie i Neapolu. Wszędzie młodzież ubiera się tak samo, jak polska: podarte dżinsy, białe tenisówki Converse, bure kurtki z kapturem, iPhone lub Samsung w garści, tatuaże i kolczyki na ciele. (Żegnajcie włoscy chłopcy w sportowych marynarkach, mokasynach i z wyżelowanymi włosami!)

Gdy chwalę polską młodzież wśród polskich znajomych, ci patrzą na mnie z niedowierzaniem. Czy naprawdę mówisz o nich? Dla starszych Polaków nasza młodzież jest: niedouczona, wulgarna, ubiera się bez gustu, myśli tylko o pieniądzach i zagranicy, pieprzy się na lewo i prawo. I nie ustępuje miejsca staruszkom w tramwaju!

(Pomijam w tych rozważaniach, mających przyzwolenie obecnej władzy, ogolonych chłopaczków w koszulkach „Polska Walcząca”, odpalających race na ulicach z okrzykiem: „Śmierć wrogom ojczyzny!”.)

Co ciekawe, moich pochwał pod adresem młodzieży nie podzielają sami młodzi. Mówię o ich inteligencji objawiającej się plastycznym językiem – ale słuchanie języka to moja obsesja i konik, tym bardziej że przyjechałem z zagranicy. Gdy to słyszą, także młodzi słuchacze patrzą na mnie z politowaniem. Może wiedzą, że za tym slangiem nie ma żadnej myśli, a za tatuażami i kolczykami – żadnej substancji?

Nie będąc nauczycielem nie próbuję robić im egzaminów, jedynie z nimi rozmawiam. I dziwię się ogromnie, że nie znają podstawowych rzeczy, nazwisk, faktów. Studentka dziennikarstwa nie słyszała o Orwellu. Opisałem go w paru zdaniach, pokazałem hasło w Wikipedii, książki do kupienia. Powiedziała, że się zapozna. Student geologii nie znał historii zabicia Sharon Tate przez bandę Mansona. Może w ogóle nie słyszał o Romanie Polańskim? Wolałem tematu nie drążyć.
Slang slangiem, fajny jest czasem ale polszczyzna literacka nie jest przez młodzież opanowana. Znowu, nie jestem nauczycielem polskiego, mam tylko okazjonalne traumy gdy ktoś mówi mi, że nie rozumie jakiegoś słowa. – Widzę, że obsługujecie mnie dzisiaj na wyprzódki! – chwalę barmanki. – Co to znaczy „na wyprzódki”? – pyta jedna z nich, absolwentka arabistyki na Uniwersytecie Warszawskim. I kto z nas mieszkał za granicą?

Może te słowa kunsztowne, archaiczne, rzadziej używane ale pełnoprawne w języku polskim, pochodzą dla nich z lektur szkolnych, których nie przeczytali, bo po co?

Wiedza dla samej wiedzy, ciekawość świata nie jest dziś w cenie. Nie próbuję tu nawet pisać o młodzieży amerykańskiej, która pod względem ignorancji plasuje się w światowej czołówce.

Popełniam błąd – a może odwrotnie, postępuję zgodnie ze swoimi ideałami– szukając młodzieży na poziomie, studentów albo też uczestników spotkań podróżniczych. To z definicji grupa elitarna, bo zainteresowana światem, więc „ogarniająca” (słowo slangowe) geografię, języki, historię.

Żeby być sprawiedliwym, powinienem umieścić młodzież polską w kontekście tej światowej. Wszędzie młodzi ludzie stają się ignorantami. Pobierają z internetu potrzebne im informacje i fakty, jednak nie przywiązują wagi do wiedzy, historii i tradycji.

Chodzą po internecie śmieszno-straszne filmiki „Matura to bzdura”, pokazujące w formacie ankiet ulicznych obezwładniającą ignorację polskiej młodzieży. I można by się nad nią użalić, gdyby podobnych, demaskujących programów nie publikowano o młodzieży amerykańskiej i z innych krajów.

Młodzi Amerykanie nie wiedzą, że graniczą z Kanadą? Młodzi Polacy uważają, że w Bitwie pod Grunwaldem uczestniczyli Amerykanie?

Sam wybierz, co cię bardziej śmieszy i przeraża.

 

Jan Latus