Kandydat Partii Demokratycznej, Doug Jones, dokonał niemożliwego. Wygrał wybory uzupełniające do Senatu w republikańskim stanie Alabama. Przegrana popieranego przez prezydenta republikanina, Roy’a Moore’a jest również porażką Donalda Trumpa.

 

Alabama, stan mocno konserwatywny, w którym wielką rolę odgrywa Kościół, w wyborach prezydenckich od czasu Richarda Nixona zawsze głosuje na kandydatów GOP. Jedyny wyjątkiem od tej reguły było zwycięstwo Jimmy’ego Cartera w 1976 roku. Później zawsze już wygrywali tu republikanie. Nie zmieniła tego nawet duża popularność Baracka Obamy, który przegrał w Alabamie zarówno z Johnem McCainem jak i Mittem Romney’em. W ostatnich wyborach prezydenckich Alabama murem stanęła za Donaldem Trumpem, który pokonał Hillary Clinton blisko 30 proc. głosów.
Tym razem jednak było inaczej. Demokrata Doug Jones nieznacznie, ale jednak wygrał z republikaninem Roy’em Moore’em. Według wyników wyborów, które odbyły się w miniony wtorek, na Jonesa zagłosowało 49.9 proc. wyborców, a na Moore’a 48.4 proc.

Wybory w Alabamie były konieczne gdyż senator z tego stanu, Jeff Sessions, został szefem Departamentu Sprawiedliwości w rządzie Donalda Trumpa.

Dlaczego jednak w ogóle zajmujemy się tą uzupełniającą elekcją? Dlaczego amerykańskie media na żywo relacjonowały spływające wyniki, dleczego zwycięstwo Douga Jonesa trafiło na pierwsze strony gazet? Powody są co najmniej trzy.
Pierwsza sprawa to nikła przewaga jaka republikanie mają w Senacie USA. Przed wyborem Jonesa wynosiła ona zaledwie dwa głosy, teraz zmalała do jednego. Może to znacznie skomplikować uchwalanie ustaw, na których republikanom zależy i tym samym utrudnić realizację programu Donalda Trumpa, który już teraz ma poważne kłopoty przepchnięciem przez Kongres czegokolwiek. Lider demokratów w Senacie, Chuck Schumer, po wygranej Jonesa wezwał już zresztą GOP do wstrzymania prac nad ustawą podatkową.

 

Drugi powód to oskarżenia jakie wobec kandydata republikanów wysunęło dziewięć kobiet. Według ich relacji Roy Moore przed laty napastował je seksualnie. Część z oskarżających miała być wówczas nieletnia. Najmłodsza z kobiet w chwili opisywanych zdarzeń miała 14 lat.

Kandydat GOP odrzucił wszystkie oskarżenia, twierdząc, że są one motywowane politycznie. Sprawa położyła się jednak cieniem na jego kandydaturze. Moore’a nie poparł nikt z establishmentu Partii Republikańskiej. Mitch McConnell, przewodniczący republikańskiej większości w Senacie, zapowiedział wręcz, że jeśli wygra on wybory będzie musiał stanąć przed senacką komisją etyki, a jej dochodzenie może doprowadzić nawet do pozbawienia go mandatu.
Warto też jednak wspomnieć, że Moore był kandydatem kontrowersyjnym nawet bez oskarżeń natury seksualnej. Został między innymi usunięty ze stanowiska prezesa Sądu Najwyższego w Alabamie po tym jak w 2003 roku, w jednym z sądowych gmachów wywiesił tablicę z 10 przykazaniami i odmawiał jej zdjęcia, mimo decyzji gubernatora stanu, który uznał, że narusza ona zasadę rozdziału kościoła od państwa.

Trzeci, być może najważniejszy powód, dla którego elekcja w Alabamie nabrała dużego znaczenia to Donald Trump. Prezydent, wbrew namowom swoich doradców, zaangażował się po stronie Roy’a Moore’a i namawiał wyborców do poparcia jego kandydatury. Trump nie wystąpił wprawdzie wspólnie na żadnym wiecu wyborczym z kandydatem GOP, przemawiał jednak w jego imieniu, między innymi w Pensacoli, w graniczącej z Alabamą Florydzie.

„Głosujcie na Roy’a Moore’a, bo jego obecność w Senacie jest nam bardzo potrzebna” – apelował Trump pod koniec listopada. Fakt, że większość mieszkańców Alabamy, na co dzień przecież kochającej Trumpa, zagłosowała wbrew jego wezwaniom, może być sygnałem świadczącym o słabnięciu jego wpływów.

Polityczne znaczenie wyborów w Alabamie jest więc duże. Z drugiej jednak strony nie należy przeceniać ich wyniku. Moore przegrał, ale wątpliwe by jego porażka miała zwiastować przejęcie większości w Senacie przez demokratów. W wyborach w połowie kadencji, które odbęda się w przyszły roku, demokraci będą musieli obronić 25 miejsc w tej izbie Kongresu, w tym 10 w stanach, w których wygrał Trump. Republikanie mogą stracić senatorów zaledwie w trzech stanach: Arizonie, Nevadzie i Tennessee.

 

Tomasz Bagnowski