Artur Rojek jest jednym z najbardziej charakterystycznych wokalistów w Polsce. Lider zespołu Myslovitz, z którym oficjalnie rozstał się pięć lat temu, pomysłodawca i dyrektor artystyczny OFF Festivalu, wyróżnionego m.in. prestiżową Europen Festival Award. W 2014 roku ukazał się jego debiutancki solowy album zatytułowany „Składam się z ciągłych powtórzeń”. Od kilku tygodni dużo mówi się na temat płyty nagranej z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach, na której Rojek – ku wielkiemu zaskoczeniu fanów – zaśpiewał m.in. „Cucurrucucu Paloma” wielki meksykański przebój w oryginalnej interpretacji. Znów jest na szczycie, choć część fanów nie wybaczyła mu do dzisiaj, że odszedł z zespołu. „Wcześniej zdarzało się, że nie było mnie w domu przez pół roku. Bo najpierw były koncerty w kraju, potem zagraniczne” – wyjaśnia artysta. „Ostatnie dwa, trzy lata mojego bycia w zespole Myslovitz to czas dłuższych przerw i rocznego urlopu, mimo że tylko ja tego chciałem, a pozostała czwórka muzyków nie. Decydującym dla mnie momentem były narodziny mojego pierwszego syna. Nagle pojawił się na świecie ktoś, za kogo poczułem szczególny rodzaj odpowiedzialności. Mocne uczucie. Wartościowe, ekscytujące, przyjemne. Ono się zresztą nie pojawiło nagle. Do tego musiałem dorosnąć, zanim jeszcze Franek przyszedł na świat. I kiedy przyszedł, stało się dla mnie jasne, że trzeba coś zmienić. Od kiedy sam decyduję, czy chcę dać koncertów mniej, czy więcej, czy wydaję płytę teraz, czy później, rzadko zdarza się weekend, kiedy nie ma mnie w domu. To bardzo satysfakcjonująca sytuacja” – deklaruje Rojek. „Pomiędzy pracą a wychowaniem dzieci zawsze jest konflikt. I jeśli ktoś bardzo mocno zaangażowany w sferę zawodową – zwłaszcza taką, która wymaga od niego przebywania często poza domem – mówi, że udaje mu się to pogodzić z życiem rodzinnym, po prostu mu nie wierzę. Nie twierdzę, że kłamie, ale to raczej kwestia wyobraźni niż rzeczywistości. Jeśli chcesz mieć dobrze funkcjonującą rodzinę, musisz z nią przebywać” – przekonuje artysta. Artur Rojek ma dwóch synów, o których przyszłość – jak przyznaje – czasem się martwi. „Gdybym miał zwerbalizować konkretne lęki, to chyba najbardziej boję się, że któregoś dnia, za kilkanaście lat, mój syn przyjdzie do mnie z pretensjami: „Wszystko dlatego, że nie zrobiłeś tego i tego”. Jest we mnie nieskonkretyzowane poczucie winy, że coś można było zrobić lepiej” – mówi wokalista. Choć sam nie czyta poradników o wychowaniu (robi to jego żona), to ma nadzieję, że nie popełnia zbyt wielu błędów wychowawczych. „Przekazuję im to, co jestem w stanie. Na tyle, na ile potrafię. To skomplikowana sytuacja, bo sam wychowałem się bez ojca, nie mam zaczerpniętego z domu wzorca męskości jako takiego” – zwierza się muzyk. „Figura ojca wzięła się u mnie w dużej mierze z wyobraźni o nim, a nie z własnego doświadczenia. I te moje wyobrażenia były weryfikowane przez lata w różnych sytuacjach” – podsumowuje. Na pocieszenie trzeba by zacytować Oskara Wilda, który mawiał: „Dzieci zaczynają od tego, że kochają swoich rodziców. Po pewnym czasie sądzą ich. Rzadko kiedy im wybaczają”. Bez względu na to, jakich błędów wychowawczych udało im się uniknąć.

 

*

Choć to zwykle aktorki muszą udowadniać, że oprócz ładnej buzi mają jeszcze mózg, w przypadku George Clooneya mamy do czynienia z podobnie krzywdzącym stereotypem. O czym mówi jego kolega z branży – Matt Damon, którego najnowszy film „Suburbicon” właśnie wchodzi do kina. „Pamiętajmy, że kiedy George spotkał swoją żonę Amal, miał na koncie sześć nominacji do Oscara w różnych kategoriach. Nie wiem, czy ktokolwiek w historii powtórzył ten wyczyn” – mówi aktor. „O Clooneyu długo mówiło się, jak o przystojniaczku z serialu „Ostry dyżur”, a przecież był już wtedy partnerem samego Soderberga (producenta). Ale nie ulega wątpliwości, że Amal miała na jego życie duży wpływ, ponieważ jest niezwykłą osobą. Jako świetna specjalistka od praw człowieka, prawa karnego i ekstradycji, ma kryształową reputację wśród najlepszych prawników Londynu” – mówi Matt. I dodaje: „To, jak George jest postrzegany dziś jest o wiele bliższe prawdy. Producent, reżyser, scenarzysta i aktor, intelektualista, człowiek wielu talentów” – zachwala kolega z branży. Najnowszy film wyreżyserowany przez Clooneya, w którym główną rolę gra Matt Damon został zrealizowany na podstawie scenariusza braci Coen sprzed 30 lat. „Akcja nawiązuje do prawdziwej historii rodziny Myersów, Afroamerykanów, którzy w latach 50. przeprowadzili się do dzielnicy Levittown, zamieszkanej właściwie wyłącznie przez białych. Mimo że okolica była z pozoru cywilizowana i kulturalna, owa rodzina stała się ofiarą ciągłych ataków na tle rasowym” – tłumaczy aktor. „Suburbicon” pokazuje, jakimi przywilejami cieszą się biali mieszkańcy USA. […] Filmy są zwierciadłem, w którym przegląda się świat. I to odbicie, które widzimy, nie napawa optymizmem” – dodaje. Matt Damon mimo zaangażowania w działalność charytatywną oraz ruchy obywatelskie, nie widzi siebie w polityce. Za to – podkreśla – „George Clooney mógłby być nawet prezydentem. Myślę, że dałby radę”. Czyżby za kilka lat jeden z najprzystojniejszych aktorów Hollywood miał pójść w ślady Regana i ubiegać się o najwyższy urząd w państwie? „Po Trumpie wszystko jest możliwe” – stwierdził jeden z komentujących rozmowę. Trudno się nie zgodzić.

 

*

A ponieważ Święta zbliżają się wielkimi krokami, na koniec Joanna Brodzik opowie o tym, co jest w życiu najważniejsze: „Dziś śniło mi się, że idę rynkiem mojego rodzinnego miasteczka. Jest Wigilia i ten moment, kiedy wszystko powinno już by gotowe. Spojrzałam na jakąś cukiernię, zamknięta. No, pięknie… Najpierw mocno zaklęłam, że przecież nie mamy dosłownie nic, ani gołąbków, ani makowca. I wtedy nagle przyszła do mnie taka myśl: „OK, ważne jest przecież, żebyśmy spędzili ten czas razem”. I tak właśnie myślę też na jawie: że najważniejsze jest to życie, które toczy się pomiędzy tymi gołąbkami a makowcem”. Nie zapomnijcie o tym, przygotowując listę zakupów, listę prezentów, listę gości i listę rzeczy do zrobienia. Bądźcie blisko. Ze sobą. To wystarczy.

Weronika Kwiatkowska