„Każdy z nas odejdzie z tego świata i zostawi wszystko. Tkaninę nylonową. Rubaszny śmiech. Smartfon za złotówkę”. Czytam <Wycinki w termosie>. Kolaże z pociętych gazet. „Jak lepiej i wygodniej żyć, piękniej wyglądać, gotować smaczniej? Nie musisz tego wiedzieć” – puentuje slogan reklamowy poeta z nożyczkami. „W ramach prezentu dla siebie samej staram się nie/ rozmawiać z ludźmi” – brzmi druga część, pozornie nie do pary. „Jesień. Czy wystarczy siły?” pobrzmiewa słynnym „będzie psychicznie trudniej” Świetlickiego. Poezja napiera. Atakuje. Z najmniej oczekiwanej strony. Jak w wierszu Joanny Dziwak: Podłości świata/ dopiero po chwili widzisz/ że na tym smutnym szyldzie/ to „podłogi świata”.

*

Jesień. Queens Museum. Corona Park. Metalowy globus wbity w cement. Pozostałości po światowych targach. Przedziwne konstrukcje przypominające szkielety atomowych grzybów. Beton. Liszaje korozji. Nieczynne fontanny wymalowane na niebiesko. Rozpad. Rozkład. Który pamiętam z dzieciństwa. Może dlatego to miejsce tak bardzo przypomina PRL – owską Polskę. Znękany krajobraz naszej części Europy, o którym pisze Stasiuk. Po który musi jeździć coraz dalej na wschód. Więc pakuje Osiołka i wyrusza. W podróż sentymentalną. Do opuszczonych amfiteatrów, placów zabaw z kikutami huśtawek, ławek z cementu i dworcowych, zaropiałych kibli, których próżno szukać w ojczyźnie. Ojczyźnie, której przed laty wybito wszystkie zęby, ale w końcu wstawiono nowe. Piękne, równiutkie, lśniące licówki. Co z tego, że za fundusze unijne. Ważne, że w ulubionym, patriotycznym kolorze. Białe.

Białej Polski chcą polscy faszyści. Noszą opaski na rękawach. Kominiarki i brunatne serca. Krzyczą coraz głośniej. Coraz głupsze hasła. Coraz bardziej absurdalne. Lecz przez to groźniejsze. Bo niebrane na poważnie.

„Polska jest biała jak Bielsko – Biała, Biała Podlaska, jak biała kiełbaska/ jak kostka masła/ jak mleko, którym karmiła cię matka, mama/ Polska jest biała jak myśl Pana Romana/ bielsza niż biel sama/ biała Polska – kraj bałwana”.*

*

Grudzień. Gnieżdżę się. Zapadam. Jak u Janerki: lubię się zaszywać, lubię nadużywać/ szukam wciąż okazji/ i je mam. Co wieczór piję grzane wino. W towarzystwie ludzi. Albo zwierząt. Wolę to drugie. Ale nie unikam. Spotkań towarzyskich. I zawodowych. Wczesne wieczory sprzyjają życiu stadnemu. Gromadzeniu się. Jest w tym jakaś pierwotna potrzeba. Ogrzania się przy ognisku. Plemiennych pląsów. Poczucia wspólnoty. Które zwykle jest złudzeniem. Namiastką głębszych relacji. O te najtrudniej. Ale warto się starać.

 

*

Szczepan Twardoch otwarcie przyznaje się do mizantropii. „Z całej ludzkości toleruję tych, których kocham i z którymi się przyjaźnię, kilkunastu ludzi poza tym może jeszcze lubię na tyle, aby rozmowa z nimi nie była dla mnie udręką, nie mam też nic przeciwko codziennym, powierzchownym, acz uprzejmym interakcjom z tymi, których w naturalny sposób spotykamy, wiodąc swoje życia zwierząt stadnych. I to wszystko” – deklaruje pisarz. Rozumiem go świetnie, choć w dobie nieustającego konkursu popularności, mierzonej ilością podniesionych do góry kciuków i liczbą „przyjaciół na Fejsie”, ćwiczenie pozycji dystansu i nieprzysiadalności jest coraz trudniejsze, jeśli nie niemożliwe.

*

Ostanie spotkanie Ridgewoodteki – Polonijnego Klubu Książki było przedziwne. Zaproszony – za wstawiennictwem serdecznej znajomej – gość, okazał się dość kiepskim autorem, za to świetnym aktorem. Grał, śpiewał, sam sobie zadawał pytania i na nie odpowiadał. Jednym słowem – człowiek orkiestra. A biorąc pod uwagę rozmiary jego ego – jak pisał Artur Andrus – można nawet stwierdzić, że orkiestra dęta.

*

„Poszukuję pięknej blondynki z zabawy andrzejkowej w Cracovia Manor w Wallington” – pisze niejaki Lolek na portalu ogłoszeniowym. „Byłaś z ciemnoskórą koleżanką i kimś jeszcze. Tańczyliśmy obok siebie, ale niestety byłem z żoną. Odezwij się” – błaga. „Jestem 34 letnim przystojnym mężczyzną, który czuje się emocjonalnie i fizycznie zdystansowany od swojej partnerki – nie darzy mnie tym, czego potrzebuję. Próbowałem wszystkiego ale nic; jednak związek trzeba utrzymać” – żali się Piotr. „Ale znowu więzi tego typu potrzebuję, szczególnie tej drugiej jako mężczyzna – więc co robić?” – pyta zdesperowany. „60 – letni mężczyzna pozna w celu matrymonialnym energiczną, lubiącą wyzwania i rozrywkę, a jednocześnie spokojną i domową, wolną, bez zobowiązań, sympatyczną kobietę w wieku około 40 lat, porozumiewającą się w języku angielskim” – pisze Adam. „Status majątkowy nie ma dla mnie znaczenia. Dodam, iż nie mówię w języku angielskim”. Energiczny, ważący 80 kg, uprawiający sport amant obiecuje wycieczkę statkiem i piękne widoki. Na przyszłość (?)

Lektura ogłoszeń w zakładce „Osobiste” popularnego polonijnego portalu niezmiennie bawi i wzrusza. I mówi o nas więcej, niż niejedno badanie socjologiczne. Czy tacy jesteśmy: nadęci, z pretensjami, bez dystansu do siebie i poczucia humoru. A może – jak w wierszu klasyka – „To nie Polska. To Polsat”? **

 

*K. Czarnecka, M. Łubieński

** Marcin Świetlicki

Ego andrus

 

 

Weronika Kwiatkowska