Korea Północna w miniony wtorek przeprowadziła kolejną próbę międzykontynentalnej rakiety balistycznej. Według niektórych analityków jesteśmy obecnie bliżej wojny z tym krajem niż kiedykolwiek.

Prezydent Donald Trump przemawiając we wrześniu w ONZ zapowiedział, że jeśli reżim Kim Dzong Una będzie kontynuował swój program nuklearny Stany Zjednoczone nie będą miały innego wyjścia jak tylko „całkowicie zniszczyć” Koreę Północną. W swoim przemówieniu Trump przykleił też Kimowi jedną ze swoich etykietek nazywając go „przegranym terrorystą” i określając mianem rocket man. Nie było to pierwsze tego rodzaju wystąpienie Donalda Trumpa. Po jednej z wcześniejszych prób rakiety balistycznej przeprowadzonych przez Koreę Północną prezydent powiedział, że jeśli w strategii tego kraju nic się nie zmieni USA będą musiały zareagować „ogniem i furią”.

Twarde słowa Trumpa nie zrobiły jak widać na Kim Dzong Unie najmniejszego wrażenia. Po wtorkowej próbie międzykontynentalnej rakiety, która po przeleceniu blisko 1000 km spadła do Morza Japońskiego, reżimowa telewizja tego kraju oznajmiła, że jest już obecnie w stanie dosięgnąć rakietami z ładunkiem atomowym kontynentalnych Stanów Zjednoczonych.
Według ekspertów groźby Kim Dzong Una są całkowicie realne. Prowadzony przez Koreę Północną od dziesięcioleci program nuklearny, mimo sankcji gospodarczych nakładanych przez społeczność międzynarodową, w ostatnich latach posunął się bardzo do przodu. Przeprowadzane obecnie próby pokazują, że rakiety posiadane przez ten kraj lecą coraz dłużej i coraz dalej.
„To naprawdę imponujące” – powiedział David Wright z Union of Concerned Scientists, oceniając ostatnia próbę. Według tego eksperta rakiety Kima mogą potencjalnie przelecieć ponad 12 tys. kilometrów i razić cele zarówno na wschodnim jak i zachodnim wybrzeżu USA.

Inny z ekspertów, Joshua Pollack z Middlebury Institute for International Studies ostrzega, że rakieta uzbrojona w ładunek nuklearny, gdyby spadła na przykład na Manhattanie, zabiłaby natychmiast około 180 tys. ludzi i raniła ok. 300 tys. Atak na Los Angeles spowodowałby śmierć co najmniej 100 tys. osób, a na Waszyngton około 80 tys. Pollack podkreśla przy tym, że podawane przez niego szacunki odnoszą się wyłącznie do jednego ładunku atomowego. Wystrzelenie jednocześnie kilku rakiet oczywiście odpowiednio zwielokrotniłoby liczbę ofiar.

Wśród ekspertów nie ma jedności co do tego jak skuteczny byłby faktyczny atak Korei Północnej. Rakieta międzykontynentalna by dolecieć do USA musiałaby po wystrzeleniu opuścić atmosferę ziemską, a później ponownie w nią wejść. To technologicznie trudne zadanie. Ěle zaprojektowana rakieta spłonęły wraz z ładunkiem w atmosferze na długo przed dosięgnięciem celu. Wątpliwości ekspertów dotyczą też zdolności reżimu Kima do miniaturyzacji ładunku nuklearnego po to by zmieścił się on w rakiecie i dokładnego trafienia w zamierzony cel. Próbne rakiety wystrzeliwane przez Koreę Północną spadają do morza trudno więc ocenić ich celność. Rakieta musiałaby wreszcie pokonać amerykański system obrony, który może zestrzelić pociski balistyczne znajdujące się w powietrzu. Testy tego systemu nie napawają jednak optymizmem. W większości przypadków nie potrafił on unieszkodliwić wystrzelonego pocisku.

USA wobec Korei Północnej stosują jak na razie system złego i dobrego policjanta. Tę pierwszą rolę pełni Donald Trump, który grozi. W dobrego funkcjonariusza wciela się Rex Tillerson. Po ostatniej próbie koreańskiej rakiety sekretarz stanu powtórzył, że „dyplomatyczne sposoby rozwiązania napięcia wciąż są możliwe do zastosowania”. Jak dotąd Korea Północna nie reaguje jednak ani na jedno, ani na drugie i oprócz wystrzeliwania próbnych rakiet przeprowadza również próbne wybuchy nuklearne. Kim Dzong Un nie przejmuje się też specjalnie epitetami, którymi obdarza go prezydent USA. Ostatnio w odpowiedzi na przydomek rocket man nazwał on Donalda Trumpa „opóźnionym w rozwoju umysłowym zramolałym starcem”.

Inwektywy pozostają inwektywami. Faktem jest, że pomimo światowych protestów, ostatniego roku Korea Północna testowała całą serię coraz lepszych rakiet dalekiego zasięgu. Ostatnie nazywa się już międzykontynentalnymi.

Tomasz Bagnowski