Doda zatrzymana! – krzyczały w minioną środę nagłówki gazet, paski na ekranie telewizorów i wpisy w internecie. „Znana piosenkarka Dorota R. usłyszała w Prokuraturze Okręgowej zarzut wpływania groźbą na świadka, za co grozi do pięciu lat więzienia. Pełnomocnik pokrzywdzonego Roman Giertych zapewnia, że w sądzie będzie chciał uzyskać zmianę zarzutu na wymuszenie rozbójnicze” – podano do wiadomości. Prokuratura zatrzymała wokalistkę 22 listopada. Policjanci zapukali do drzwi piosenkarki o 6 rano, ale ta „broniła się” dzielnie przez cztery godziny i została wyprowadzona dopiero o 10.

Na koncercie, na którym dwa dni później występowała z Marylą Rodowicz, opowiedziała szczegółowo o zatrzymaniu: „Czy ty teraz wstajesz o szóstej rano. Czy oni walili kolbami? – zapytała Rodowicz. Nie wiem, bo spałam – odparła Doda, a publiczność zaczęła się głośno śmiać. Ale powiedziałaś im, żeby jeszcze zrobili sobie kawę, żebyś mogła dospać? Ale to cztery godziny trwało, to pewnie jakieś śniadanie wypasione? – dopytywała Rodowicz. Jak już się obudziłam, to sama zaproponowałam herbatkę. To nie trwało aż czterech godzin, ale taka czterogodzinna herbata u Dody, to by było całkiem nieźle – odpowiedziała Rabczewska, a Maryla dopytywała, czy policjanci chcieli robić sobie z nią zdjęcia. – Już wcześniej chcieli, my już się znamy! – przyznała Doda. W pewnym momencie jedni mieli, a inni nie, bo chcieli być na zdjęciach – odpowiedziała Doda, zapytana o to, czy funkcjonariusze mieli kominiarki.

Skuli cię? – drążyła Rodowicz. A chciałabyś? Są fajniejsze momenty, by używać kajdanek! – zażartowała Doda. Gdy przeczytałam o tym wszystkim pomyślałam, „Matko, co ona przeżyła!” – wyznała Rodowicz. Nie jest to najfajniejsze przeżycie, nikomu tego nie życzę. Wolę stać na scenie, przynajmniej sobie na to zapracowałam i zasłużyłam. I mam nadzieję, że na niej zostanę – dodała Rabczewska. Jestem o tym przekonana! Bo oni się odgrażają, że cię wsadzą, ale po prostu nie wiedzą, z kim mają do czynienia! – powiedziała Rodowicz. Przede wszystkim nie mają powodów, by tak zrobić, a ja muszę do tego czasu wydać jeszcze dziesięć płyt – zakończyła rozmowę Doda”. Jednak sprawa wygląda dość poważnie. Dla niezorientowanych krótkie streszczenie dramatu: w 2015 roku Doda zaręczyła się z Emilem Haidarem. Byli parą przez rok, związek zakończył się kilka miesięcy po przyjęciu przez wokalistkę pierścionka z brylantem. Rozstanie było burzliwe, o jego kulisach obie strony opowiadały szczegółowo w mediach. W październiku ubiegłego roku sąd orzekł wyrok, w którym nakazał Dodzie zwrócenie Haidarowi pierścionka zaręczynowego o wartości około 200 tysięcy złotych. Długo też trwał proces, który Haidar wytoczył Dodzie za porysowanie mu samochodu. Ostatecznie sąd zdecydował, że wokalistka musi zapłacić 10 tysięcy złotych grzywny, podobną kwotę za naprawę auta oraz ponad 6 tysięcy zł. kosztów sądowych. W międzyczasie w życiu wokalistki pojawił się Emil Stępień, producent filmów „Pitbull. Nowe porządki” i „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, z którym przez jakiś czas była związana. Na początku września producent został zatrzymany przez policję. Przedstawiono mu zarzut „podżegania oraz posiadania środka odurzającego w postaci kokainy w ilości trzech gramów”. Emil S. przyznał się tylko do drugiego zarzutu i wyszedł za kaucją 100 tysięcy złotych. „Przez długi czas w mediach pojawiała się informacja o tym, jakoby eks – narzeczony Dody Emil Haidar miał ją nękać i nachodzić, a w rzeczywiści to właśnie ona i jej ówczesny narzeczony, Emil S., nachodzili braci H. Posunęli się nawet do tego, że nasłali bandytów z bronią, którzy przychodzili do biura z żądaniem okupu. Od miesięcy prowadzone jest śledztwo w tej sprawie” – czytamy.

Jaka jest prawda? Tego – jak zapewnia prokuratura – dowiemy się niebawem. Tymczasem „oskarżona” próbuje wykorzystać zainteresowanie mediów i przedstawić siebie, jako pokrzywdzoną, która jednak zamierza walczyć o swoje prawa: „W związku z moją obecną sytuacją, otrzymuję wiadomości na Facebooku i telefony ze wsparciem i zrozumieniem, za które serdecznie pragnę podziękować” – napisała Doda. „Domniemam, że to właśnie przez nagłośnienie przez media moich problemów prywatnych, dostałam też mnóstwo wiadomości z prośbą o pomoc od kobiet, będących w podobnej sytuacji – nękania przez mężczyzn rękami prawa. Przeczytałam kilka maili od instytucji zajmujących się ochroną praw kobiet w Polsce z prośbą, bym dodała kobietom otuchy i siły. W końcu przechodzimy przez to samo” – dodała. „Ja mam od jednego gentlemana sześć spraw w sądzie. Przemyślałam temat i chciałabym wesprzeć takie działania. Postaram się pomóc jak będę tylko mogła! Skoro moja sytuacja i moja osoba może komuś pomóc to wiecie, że zawsze jestem do dyspozycji. Z tego miejsca zapraszam fundacje do kontaktu z moim menedżerem. Dziewczyny! Nie dajcie się” – zaapelowała wokalistka. „Ciekawe ile tych pokrzywdzonych dziewczyn nasyłało gangsterów z ganami na eks – boyfriendów albo włamywało się do garażu, żeby porysować lakier na samochodzie za pół miliona” – podsumowała jedna z internautek. Wygląda na to, że wersja Dody cieszy się coraz mniejszym poparciem opinii publicznej, a „królową mafii” – jak żartuje o sobie wokalistka, czeka proces i – być może – poważne konsekwencje.

Mecenas Emila Haidara, Roman Giertych w rozmowie z serwisem gazeta.pl powiedział: „Nie wolno mi mówić o szczegółach, w tym o materiale dowodowym, bo sprawa jest jeszcze na etapie postępowania przygotowawczego. Jednak w mojej ocenie dowody są po prostu miażdżące. Dla mnie nie ma żadnej wątpliwości co do winy sprawców, umyślnego działania, a także co do motywacji”. Z kolei adwokat Dody uważa, że „to prywatna wojna, toczona rękami organów państwa” i dodaje, że „od dwóch lat to pani Dorota jest ofiarą”. W oficjalnym oświadczeniu możemy przeczytać, że „Dorota Rabczewska nie miała świadomości w zakresie działań podejmowanych w Jej imieniu, będąc w istocie zamieszana w całą sytuację bez wiedzy i wbrew własnej woli. Również Emil Stępień – podejrzany w tym samym postępowaniu – potwierdza fakt, iż Dorota Rabczewska o działaniach osób obecnych w siedzibie firmy Emila Haidara, dowiedziała się kilka tygodni po zdarzeniu i nie miała z nimi nic wspólnego”. Wygląda na to, że spełni się marzenie Dody o aktorstwie i celebrytka jeszcze długo będzie występować w roli głównej głośnego serialu kryminalnego, śledzonego przez całą Polskę.

Weronika Kwiatkowska