Poniedziałek

Przy okazji Marszu Niepodległości otrzymaliśmy przykład tego, jak się szyje propagandowe kawałki. Tak, nie wierzymy już w bajeczki o tym, jak media tutejsze służą dociekaniu prawdy, opisywaniu faktów, itp. W dużej mierze liczy się wypełnianie z góry założonej tezy przez krąg ludzi, których często łączą znajomości a nade wszystko wizja świata, w którym ich zawsze jest na wierzchu, a wobec spektakli owych elitarystycznych medialnych Demiurgów, rolą maluczkich jak choćby Polski, jest pokornie milczeć.

Jak to działa? Najlepiej prześledzić to relacje z Marszu Niepodległości 11 listopada 2017 r. Dotarł on za Ocean pod hasłem „60 tysięcy nazistów i zwolenników wyższości białej rasy przemaszerowało w Warszawie”, wzmocnionej wyjątkowo tendencyjnym, nawet jak na jego standardy, artykułem Jana Grossa w „New York Timesie” pt. „Polacy znów wołają o czystą krew”. Całe zamieszanie zaczęło się od warszawskiej korespondentki agencji Associated Press, Vanessy Gary. Ponieważ rzadko która amerykańska gazeta ma korespondentki w Warszawie, większość mediów opiera się na relacjach tej agencji. W swoim materiale, z 10 listopada (i tego dnia został opublikowany np. w „The Washington Post”) – a więc na dzień przed samym marszem – autorka pisze: „Faszyści i inni prawicowi ekstremiści mają się zebrać w sobotę w Warszawie podczas marszu, który stał się jednym z największych w Europie a może i poza nią, dla coraz bardziej rozzuchwalonych zwolenników wyższości białej rasy. W poprzednich latach, marsz organizowany w dniu niepodległości Polski 11 listopada zgromadził dziesiątki tysięcy uczestników. Ekstremiści ze Szwecji, Węgier, Słowacji i innych krajów, dołączyli do polskich nacjonalistów aby zademonstrować ksenofobiczne i rasistowskie poglądy w marszu, który zaczął się na dużo mniejszą skalę w 2009 r. W tym roku hasłem marszu jest „My chcemy Boga”, słowa ze starej religijnej pieśni, które cytował prezydent Donald Trump w czasie lipcowej wizyty w Warszawie. Trump chwalił wówczas Polskę za to, że broniła zachodniej cywilizacji”.

Trzy krótkie akapity, a wszystkie mocne klawisze Politycznej Poprawności naciśnięte. Przypomnijmy, że relacja napisana została… dzień przed Marszem, będąc swego rodzaju dziennikarstwem antycypującym. Potem był już przekaz dnia właściwy. Napisany przez dziennikarza „The Wall Street Journal”- Drew Hinshaw. Pierwsze zdania brzmiały tak: „Dziesiątki tysięcy Polaków przemaszerowało przez centrum Warszawy w demonstracji z okazji dnia niepodległości zorganizowanej przez młodzieżówkę narodowców, która chce etnicznie czystej Polski z mniejszą ilością Żydów i muzułmanów. W dużej mierze tłum młodych ludzi przeszedł z racami, wielu krzyczało „Ojczyzna”, niosąc banery „Biała Europa”, Europa Będzie Biała” czy „Czysta Krew”. Niektórzy z maszerujących przybyli z Węgier, Słowacji czy Hiszpanii i powiewali flagami i symbolami tych krajów z czasów ich kolaboracji z nazistowskimi Niemcami”. Co prawda dziennikarz napisał, że nie wszyscy może byli faszystami, ale w świat poszedł przekaz: 60 tysięcy nazioli przemaszerowało swobodnie ulicami Warszawy. Dziesiątki tysięcy Polaków, którzy wybrali się z dziećmi i flagami na patriotyczną imprezę, musiałoby być w niezłym szoku, czytając tę relację. A wszystko wzięło się od grupki może kilkuset osób, które mogły wyglądać jak skini i rzeczywiście – z braku reakcji organizatorów – nieśli jakieś idiotyczne transparenty o białej rasie. Opozycyjne portale podgrzewały atmosferę – W Polsce paradują naziole pod okiem polskiego rządu, który nic nie robi. Kolejne komentarze już nie mówiły o bierności rządów PiS i Jarosława Kaczyńskiego, ale niemal o współudziale.

Podobne elementy znalazły się w artykule z 13 listopada napisanym przez Anne Applebaum. Żona Radosława Sikorskiego – a więc osoba zainteresowana walką z obecnym rządem (oczywiście czytelnicy „Posta” nie dowiedzą się o tym, bo w tej sprawie autorka zachowuje milczenie). W sprawę polskiego Marszu Applebaum również miesza Trumpa i amerykańskich prawicowych ekstremistów, którzy dali się poznać w czasie zamieszek w Charlotville. Przeczytajmy sami. Dla Applebaum polscy neofaszyści kwitną – „populistyczno-nacjonalistyczna partia rządząca, Prawo i Sprawiedliwość, które wspiera i życzliwie wita sobotni marsz jako „patriotyczny”, mimo że wie kto za nim stoi. Polska policja, kiedyś wytrenowana aby bronić społeczeństwo przed neofaszystami, tym razem aresztowała 50 członków prodemokratycznej grupy, którzy zorganizowali manisfestację, aczkolwiek nie zrobili nic aby powstrzymać ‘patriotów” od pobicia innej grupy kontrmanifestantów. Media publiczne będące dzisiaj megafonem dla rządzącej partii, pokazywały marsz bardzo intensywnie, w pozytywnym świetle”.

Znalazło się również miejsce dla Antoniego Macierewicza, który ma rzekomo „dziwaczne powiązania” z Rosjanami. Ale najważniejsze dla amerykańskiego i globalnego czytelnika, bo przecież trzeba znać swego odbiorcę, jest powiązanie Marszu z Trumpem oraz tzw. ruchem alt-right, który jest uważany nieomal za amerykańskich neofaszystów.
No i na koniec włączył się ze swoimi wyjątkowymi manipulacjami Jan Tomasz Gross, tytułując swój tekst w „New York Timesie“ – „Polacy znów wołają o czystą krew”. Czegóż tam nie ma… „Dziesiątki tysięcy ludzi – wielu młodych mężczyzn, a także niektórzy rodzice z dziećmi – przybywali do stolicy Polski, aby świętować Dzień Niepodległości w marszu zorganizowanym częściowo przez dwie organizacje neofaszystowskie” – relacjonuje historyk, choć sam w Warszawie nie był. „Wymachiwali biało-czerwonymi polskimi flagami, potrząsali płonącymi pochodniami i mieli na sobie symbole „białej siły”. Nieśli transparenty z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny” i krzyczeli: „Sieg Heil!” i „Ku Klux Klan!” No i najważniejsze na koniec – wszystkiemu winne PiS i Kaczyński, bo „polscy przywódcy wypuścili z butelki złego dżina. To, czego byliśmy świadkami na ulicach Warszawy, stanowi zagrożenie nie tylko dla liberalnej demokracji w Polsce, ale także dla stabilności i dobrobytu Unii Europejskiej”.

Polska znalazła się w propagandowym kotle, bo całe te Fake Newsy ostro rozeszły się pod mediach społecznościowych i zwykłych. Choć w międzyczasie „Wall Street Journal” i CNN wycofało się z najbardziej absurdalnych zarzutów, ale dla takich Applebaum czy Grossa to nie ma znaczenia: mają swój plan i lecą dalej z „polskimi neonazistami”.

Warto o tym pamiętać na przyszłość: wojna informacyjna trwa, a Polska jest znów ulubionym „chłopcem do bicia“. Czy to dla Elity Politycznej Poprawności, czy dla Rosjan. W obu przypadkach nie podoba się jedno: że po latach uzależnień, Polacy starają się decydować sami o sobie, nie słuchając poleceń z zagranicznej Centrali.

 

Jeremi Zaborowski