Spotkania, premiery, uroczystości, biesiady, prośby o recenzje i najróżniejsze zaproszenia. Dostaję po kilka dziennie. Nie mogę im sprostać ani czasowo, ani fizycznie. Nie mogę też pisać o wszystkim, bo nie mam po temu odpowiedniej wiedzy ani umiejętności. W „Kartkach z przemijania” i w artykułach okazjonalnych daję wyraz swym subiektywnym przekonaniom, wątpliwościom, zachwytom i uniesieniom. Piszę jako zwykły człowiek a nie jako profesjonalista.

$

Uroczysta kolacja w restauaracji Amber Steak House na rzecz wsparcia Funduszu Jubileuszowego Instytutu Piłsudskiego z okazji stulecia niepodległości Polski. Siedzę przy stoliku razem z trzema uroczymi Gracjami, które są zagorzałymi PiSówkami. Bałem się, że mnie ukamienują na miejscu za brak entuzjamu dla PiSlamizacji Polski, ale jakoś udało się nam ten temat ominąć. Program społeczno-gospodarczy partii rządzącej gorąco popieram, zatem była płaszczyzna, która nas nie dzieliła. A kiedy zaczęliśmy mówić o urodzie i zaletach ziemi andrychowsko-wadowicko-oświęcimskiej, z którą owe trzy Gracje są związane, zrobiło się całkiem miło. Każda z pań opowiedziała coś ciekawego, ja starałem się nie być dłużny. Reszty wrażeń dopełnił mini-recital młodego tenora Piotra Buszewskiego, który wspaniale zaśpiewał trzy „Pieśni” Mieczysława Karłowicza do słów Kazimierza Przerwy – Tetmajera, „Arię z kurantem” z opery „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki i wielki przebój Jana Kiepury „Brunetki, blondynki”. Piękny, niezwykle dźwięczny i czysty głos oraz pełne żaru interpretacje poderwały gości z miejsc. Mnie ujęły także wprowadzenia informacyjne, jakie ten artysta wygłaszał przed każdym utworem, przypominając m.in. patriotyczne znaczenie akcentów narodowych w „Strasznym dworze”, począwszy od owej „Arii z kurantem”. Po występie miałem okazję porozmawiać z nim chwilę i wspomnieć wybitnego tenora Bogdana Paprockiego, który przez długie lata uchodził za najlepszego wykonawcę tejże arii. Piotr Buszewski wyznał, że właśnie ten śpiewak jest jego wzorem. Bardzo dobrym akompaniatorem okazał się Jonathan Heaney, który znakomicie schwycił polskiego ducha wykonywanych utworów.
Uroczysta kolacja była również okazją do spotkania ze znajomymi osobami, związanymi w różnych formach z Instytutem Piłsudskiego. Wśród nich była profesor Beata Dorosz, z którą połączyły mnie więzy szczególnej sympatii na kanwie twórczości skamandrytów.

 

$

Skoro mowa o skamandrytach – Antoni Słonimski wieńcząc na emigracji wzruszajace spotkanie po wielu latach z Kazimierzem Wierzyńskim podarował mu tom swojej najnowszej poezji z dedykacją – „W dniu spotkania na szczycie Skamandryta Skamandrycie”. Wierzyński zrewanżował się swoim tomem, który pdpisał – „Skamandryta Skamandrycie w dniu spotkania na szczycie”.

$

 

Podczas owej kolacji na rzecz Instytutu Piłsudskiego uświadomiłem sobie nagle, że z tą placówką jestem związany już ponad pięć lat. Przeleciały jak z bicza strzelił. Jednym z najciekawszych rozdziałów mojej pracy było opracowywanie akt generała Tadeusza Rozwadowskiego. Jego osoba interesowała mnie od dawna, zatem szczęśliwie się złożyło, że właśnie ja dostałem do przestudiowania i opisania jego dokumenty. Wynika z nich wprost, że to on jest autorem strategii związania sił wroga pod Radzyminem i okrążenia jego oddziałów od północy i południowego wschodu. Była ona przekonsultowana z Piłsudskim jako naczelnym wodzem i przez niego zaakceptowana. Sam Piłsudski ruszył w nocy z 15 na 16 sierpnia znad Wieprza. Nie powiem, trochę trzęsły mi się ręce, kiedy trzymałem jego list informujący, iż właśnie wyrusza z Puław. Przejmująca jest cała korespondencja między dowódcami. Przebija z niej najwyższy szacunek, jakim się wzajemnie obdarzali. Z dokumentów pozostawionych przez Rozwadowskiego wynika, że opracowanie zwycięskiej strategii nie byłoby możliwe bez przechwycenia i rozpracowania szyfrogramów sowieckich, w których zawarte są plany zmierzające do pokonania armii polskich i zdobycia Warszawy. Wśród tychże dokumentów są także sprawozdania i informacje operacyjne generałów: Józefa Hallera, dowodzącego frontem północno-wchodnim, Stanisława Hallera kierującego frontem południowym i Władysława Sikorskiego nacierającego od północy na trzy sowieckie armie, znacznie liczniejsze od jego wojsk. Wiele frontowych informacji znajduje się również w meldunkach dowództwa 3, 5 i 6 Armii Polskiej oraz w sprawozdaniach samego Rozwadowskiego. Warto też prześledzić wnioski i zalecenia operacyjne generała Maxime’a Weyganda z pomagającej Polakom Francuskiej Misji Wojskowej.

Po zwycięstwie Rozwadowski trzymał się w cieniu marszałka, wychodząc z założenia, że państwo odradzające się po 123 niewoli potrzebuje kultu naczelnego wodza. Jaka szkoda, że ich drogi rozeszły się podczas Przewrotu Majowego, kiedy Rozwadowski okazał się lojalny wobec legalnej władzy i urzędującego prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Jego wiedza wojskowa i jego wynalazczy umysł mogły się jeszcze Polsce przydać. Stało się jednak inaczej – na skutek fałszywych oskarżeń został uwięziony i wkrótce zmarł w 1928 roku w niewyjaśnionych okolicznościach i z niewiadomego powodu. Nie brak daleko idących podejrzeń snutych nawet przez najostrożniejszych historyków. Dla pełności obrazu dodam, że Rozwadowski bohatersko kierował obroną Lwowa na przełomie 1918 i 1919 roku i był znakomitym przedstawicielem Polski podczas rokowań pokojowych w Paryżu i przygotowań do Traktatu Wersalskiego. Działał w składzie polskiej delegacji państwowej przysłanej do Paryża przez Piłsudskiego.

Kiedy przed laty byłem we Lwowie na Cmentarzu Orląt Polskich, zapaliłem znicz na symbolicznym grobie Rozwadowskiego. Jego szczątki zostały gdzieś przeniesione w latach 70. ub. wieku, w obawie przed zniszczeniem przez ówczesne komunistyczne władze Ukrainy. Najprawdopodobniej znajdują się na Cmentarzu Łyczakowskim. Najwyższa pora, aby je odnaleźć. Najwyższa też pora, ażeby przypomnieć jego samego i oddać mu sprawiedliwość. Był w moim przekonaniu jednym z największych bohaterów, jakich mieliśmy w historii. Jego postać w dalszym ciągu mnie fascynuje, podobnie jak postacie spokrewnionych ze sobą generałów Józefa i Stanisława Hallerów.

$

Bezcenny Tajny Rozkaz Operacyjny nr 10000 z 10 sierpnia 1920 roku, napisany własnoręcznie przez generała Rozwadowskiego w nocy z 5 na 6 tegoż miesiąca, wraz z odręcznymi szkicami sytuacyjnymi przedstawiającymi dwa warianty okrążenia wojsk bolszewickich, znajduje się w Instytucie Piłsudskiego w specjalnym sejfie. Moje biurko jest tuż obok. Takie zrządzenie losu. A może nawet historii. Zobowiązujące.

 

 

Andrzej Józef Dąbrowski