Republikanie w Senacie zdecydowali się włączyć do opracowywanej właśnie reformy podatkowej likwidację obowiązku posiadania ubezpieczenia zdrowotnego.

 

Obowiązek wykupienia ubezpieczenia zdrowotnego jest jednym z najbardziej niepopularnych elementów Obamacare. Wiedzą to doskonale ci, którzy każdego roku przy rozliczaniu podatków muszą zapłacić karę za brak ubezpieczenia. Republikanie od dawna krytykowali tzw. individual mandate, jednak próby jego zlikwidowania jak dotąd spełzły na niczym, podobnie zresztą jak przyjęcie obiecywanej przez Donalda Trumpa w trakcie kampanii wyborczej nowej, „znacznie lepszej i tańszej” ustawy zdrowotnej. Być może złaknionym jakiegokolwiek sukcesu legislacyjnego ustawodawcom GOP uda się to teraz.
Włączając likwidację obowiązku posiadnania ubezpieczenia zdrowotnego do ustawy podatkowej republikanie chcą upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: zmniejszyć nieco deficyt budżetowy, który powstanie po wprowadzeniu postulowanej przez nich obniżki podatków i zadać śmiertelny cios flagowej regulacji wprowadzonej przez poprzednią administrację.

Według wstępnych szacunków obniżka podatków, którą proponują republikanie w ciągu dziesięciu lat spowoduje powiększenie dziury budżetowej o około 1,5 biliona dolarów. Dla konserwatywnej części partii Donalda Trumpa, od lat krytykującej rosnący deficyt budżetowy, to suma trudna do przełknięcia. Likwidacja obowiązku posiadania ubezpieczenia medycznego spowoduje, że zmniejszają się także pochodzące z budżetu państwa dopłaty dla osób o niskich dochodach, które wykupują ubezpieczenie medyczne i tym samym zmniejszy się również deficyt. Jak wynika z wstępnych obliczeń o kilkaset miliardów dolarów.

Druga pieczeń, którą pieką republikanie to propozycja by proponowana przez nich obniżka podatków dla osób indywidualnych wygasła z końcem 2025 roku.

 

To kolejny krok mający na celu uczynienie reformy podatkowej bardziej strawną dla konserwatystów i tym samym zwiększający jej szanse na uchwalenie. Obniżka podatków dla firm, również zawarta w opracowywanej przez GOP reformie, miałaby by być permanentna.

Likwidacja obowiązku posiadania ubezpieczenia medycznego i tym samym rządowych dopłat będzie miała jednak inne, daleko idące konsekwencje. Około 13 mln ludzi straci ubezpieczenie, o około 10 proc. wzrosną także ceny dostępnych na rynku planów ubezpieczeniowych.

Fakt ten stanowi główną oś krytyki propozycji GOP przez demokratów, którzy wskazują, że republikanie kosztem osób najbiedniejszych chcą sfinansować obniżkę podatków dla najbogatszych. Według nich bowiem reforma podatkowa GOP jest opracowana tak, by najbardziej skorzystali na niej najzamożniejsi Amerykanie, czerpiący dochody z rynku kapitałowego lub dzięki posiadaniu drogich nieruchomości. Tzw. klasa średnia bezpośrednio po wprowadzeniu reformy GOP odczuje pewną ulgę dzięki zwiększeniu odliczeń podatkowych na dzieci i niewielkiemu obniżeniu stawek podatkowych. Ulgi te wygasną jednak z końcem 2025 roku.

Republikanie twierdzą, że reforma podatkowa przyniesie korzyści wszystkim, gdyż spowoduje ożywienie gospodarcze, dzięki któremu zwiększą się dochody budżetowe, a także płace dla pracowników. Historia uczy nas jednak czegoś innego.

Ronald Reagan, który prowadził politykę zmniejszania wydatków rządowych, redukcji federalnych podatków i podatków z rynku kapitałowego doprowadził do trzykrotnego wzrostu długu publicznego USA. Stany Zjednoczone z największego na świecie kraju udzielającego pożyczek stały się największym na świecie dłużnikiem. Bill Clinton, który podniósł podatki dla najbogatszych uzyskał nadwyżkę budżetową. Za jego prezydentury stworzono również ponad 22 miliony nowych miejsc pracy, co do dzisiaj jest rekordem. George W. Bush, który znów obniżył podatki wywołał kolosalną recesję gospodarczą i gigantyczny wzrost długu publicznego. Sytuacja znacząco poprawiła się za Baracka Obamy. Każdy dla kogo obniżka podatków jest dogmatem prowadzącym do polepszenia sytuacji wszystkich łatwo może to sobie sprawdzić. Problem w tym, że niewielu się chce.

 

Tomasz Bagnowski