„Na pierwszym spotkaniu terapeutycznym usłyszałem, że trzeźwienie to „zmiana, zmiana, zmiana”. Trybu życia, przyjaciół, nawyków, spojrzenia na świat. Tego się przecież wszyscy boimy, dlatego tak trudno wyjść z nałogu. Ale ja, paradoksalnie, dzięki temu nabrałem odwagi w podejmowaniu decyzji. Mimo że sprawiałem kiedyś wrażenie pewnego siebie, to gdy trzeba było dokonać ważnego wyboru, wolałem uciec w żart lub się napić. Dziś mam siłę, by na trzeźwo się z tym mierzyć” – mówi Borys Szyc. „Moja decyzja o trzeźwości była dla wielu osób zaskakująca” – dodaje. Aktor, który skończył właśnie 39 lat, od momentu decyzji o próbie wyjścia z nałogu, zdążył zrealizować cztery filmy, ale przede wszystkim ułożyć sobie życie osobiste. „Tylko ktoś bezmyślny nie wyciąga konsekwencji z własnych czynów. „Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością, jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością, a jeśli jesteś spokojny, to żyjesz teraźniejszością” mówi Laozi, chiński filozof. Ale życie skoncentrowane na tu i teraz nie jest wcale łatwe” – tłumaczy Szyc. „W spektaklu „Słoneczna linia” Iwana Wyrypajewa, w którym gram razem z Karoliną Gruszką w Teatrze Polonia, mój bohater mówi: „Zrozumiałem, że ten, kto nie pozwala mi przejść, to ja sam”. Próby do tej sztuki pięknie zbiegły się z moim trzeźwieniem, z pracą nad sobą także w kontekście relacji z moją partnerką Justyną” – zwierza się aktor. „Obchodziłem niedawno urodziny. Miałem taki moment, patrząc na przyjaciół i bliskich, którzy zgromadzili się przy stole, że zacząłem myśleć o swoim życiu. Stojąc przed nimi ze szklanką wody w ręku, podziękowałem za to, że nadal przy mnie są. To wielki sukces, bo bardzo ich zaniedbywałem” – przyznaje Borys Szyc, przez wielu uważany za największy talent swojego pokolenia. Trzymamy kciuki za wytrwanie w trzeźwości i kolejne, rewelacyjne role.

 

*

 

Podejmowanie trudnych decyzji wymaga nie lada odwagi. Maria Sadowska, wokalistka, scenarzystka, absolwentka reżyserii na łódzkiej filmówce, która ma już na swoim koncie pierwsze sukcesy na dużym ekranie (wyreżyserowała m.in. „Dzień kobiet” oraz „Sztukę kochania. Historię Michaliny Wisłockiej”) uważa, że najtrudniejsze wybory dotyczą miłości. „Zanim byłam z moim obecnym mężem „przerobiłam” kilka relacji, które trwały po dwa, trzy lata. Decyzje, aby z każdej z nich się wyplątać, nie były łatwe” – mówi. „W sierpniu tego roku wzięłam ślub z Adrianem, z którym tworzymy związek od 11 lat i mamy dwoje dzieci. To było dla nas wejście na wyższy duchowy poziom. Polecam wszystkim parom z długim stażem! Kiedy zimą skończyłam pracę nad filmem „Sztuka kochania” pomyślałam: trzeba zamknąć i tę sprawę. Bo film wpłynął bardzo pozytywnie na mój związek. Prowadziliśmy długie rozmowy o miłości i seksie, o przenikaniu się duchowości i cielesności. Ta piękna podróż, którą odbyliśmy, umocniła nas w uczuciach. Cieszę się, że tyle lat czekaliśmy na ślub. I żartuję, że jednego dnia byłam panną młodą, a następnego „starą żoną” z dwójką dzieci” – śmieje się Sadowska. „Czy każdy wybór to ryzyko?” – zastanawia się głośno artystka. „Dla mnie wybór oznacza przede wszystkim zmiany, a ludzie zazwyczaj się ich obawiają. To dziwna filozofia, bo przecież jedyną pewną rzeczą w naszym życiu jest właśnie zmiana. Co nie znaczy, że powinniśmy przestać myśleć o istnieniu ryzyka. Ono jest nieuniknione”.

 

*

 

Była rozchwytywaną modelką, pierwszą skandalistką i pierwszą damą Francji. Po czterech latach postanowiła wrócić do miłości swojego życia: muzyki. Carla Bruni właśnie wydała nową płytę pt. „French Touch”, na której pojawiły się autorskie interpretacje znanych hitów takich zespołów jak Depeche Mode, The Rolling Stones, a nawet AC/DC. „W głębi duszy jestem rock’n’rollową dziewczyną” – śmieje się Carla. „Piosenki, które wybrałam do tego albumu znają wszyscy, nie tylko fani rocka. Starałam się nadać im trochę delikatności. Chciałam, żeby ten album był prosty. Najprostszy, jaki się tylko da. Lubię prostotę w muzyce i w modzie” – oznajmiła. 50 – latka, matka dwójki dzieci, która przez lata miała status supermodelki, dzisiaj „szuka wyciszenia”. Znane przeboje w jej interpretacji brzmią dość melancholijnie. „Ta sama sukienka – w zależności od osoby, która ją nosi – będzie miała inny charakter. Podobnie jest z piosenkami. Nagrywając je, wyobrażałam sobie, że jestem autorem tekstów, co oczywiście było z mojej strony wyrazem wielkiej arogancji, bo tylko geniusze mogli napisać tak dobre utwory. Ale tylko w ten sposób mogłam sprawić, że staną się bardziej prywatne, wręcz intymne” – mówi piękna Carla. I dodaje, jak na perfekcyjną panią domu przystało: „za dnia jestem matką i żoną, dopiero kiedy wszyscy śpią, mam czas dla siebie, jestem wolna. Kiedy nie miałam dzieci, pisałam między osiemnastą a północą, nie musiałam nawet jeść kolacji, bo pochłaniała mnie muzyka. Gdy na świecie pojawił się mój syn, przesunęłam początek pracy na dziewiątą wieczorem. A potem wyszłam za mąż i teraz zaczynam o jedenastej, bo mój mężczyzna też chce spędzić ze mną trochę czasu” – opowiada Bruni. Wygląda na to, że artystka odkryła sposób na pogodzenie obowiązków rodzinnych z karierą. Wystarczy nie sypiać.

 

*

 

Na zakończenie krótka wizyta na jednym z portali plotkarskich, gdzie lektura samych tylko nagłówków, może być dobrą rozrywką. „Janet Jackson z łopatką w kroku”. Wróć. „W koku”. Na zdjęciu czarnoskóra piękność z czymś, co wygląda jak silikonowy przybór kuchenny wpięty we włosy. Dalej: „Zdruzgotana Kołakowska kłóci się przez telefon”. Nie bardzo wiem, kim jest brunetka ze zdjęcia, ale faktycznie wygląda, jak by się właśnie dowiedziała, że śledzą ją tabloidowe hieny. Odwrotnie niż „Stifler”, który „cieszy się, że jest na Pudelku”. Są jeszcze fotografie młodych, bladych dziewcząt i hasło: „Jessica Ziółek i wnuczka Millera pozują na tle pustaków”. Prościej byłoby napisać: „pustaki na tle pustaków”. Nie chce mi się sprawdzać, ale pewnie jakiś internauta zostawił podobny komentarz. Niejaki Kwiatkowski „jest szczęściarzem, że ma brata, który zawalczył o swoją miłość, „Kirsten Stewart odsłania brzuch w koszulce z dziurami”, a „Wonder Woman łapie się za głowę w najnowszej sesji”. Poza tym wszystko po staremu: „Stuletni Kirk Douglas całuje w usta swoją synową”, „Kate Rozz pokazuje bieliznę pod przezroczystą kreacją”, a „Ciężarna Kate Middleton występuje w skromnej stylizacji za 45 tysięcy”. Jak mawiał podwórkowy filozof Zdzichu Wąs: „świat się kręci, a my razem z nim”.

 

Weronika Kwiatkowska