W Partii Republikańskiej pogłębia się spór o prezydenturę Donalda Trumpa. Część republikanów otwarcie krytykuje prezydenta, establishment GOP pozostaje wobec niego chłodny, a ci, którzy chcieliby zreformować partię, starają się wykorzystać do tego jego obecność w Białym Domu.

 

Oliwy do ognia dolał niedawno senator z Arizony Jeff Flake, który podczas swojego przemówienia w Senacie, informując, że nie będzie ubiegał się o reelekcję, jednocześnie ostro zaatakował Donald Trumpa. Zdaniem senatora sposób pełnienia przez niego urzędu prezydenta „nie jest normalny” i jest wręcz „niebezpieczny dla demokracji”.

Inny z senatorów Bob Corker, który również kończy swoją karierę w Kongresie, jest w głośnym sporze z prezydentem od dłuższego czasu. Corker powiedział, że nieracjonalne zachowania Donalda Trumpa stawiają Amerykę na „krawędzi III wojny światowej”. Senator, będący szefem komisji spraw zagranicznych, stwierdził również, że żałuje poparcia udzielonego Trumpowi w trakcie kampanii wyborczej, gdyż „nie dorósł on do pełniania funkcji prezydenta”.

Wśród krytyków Donalda Trumpa są także osoby z partyjnego stablismentu GOP jak choćby były prezydent George W. Bush, który krytykuje go za pogłębianie podziałów w amerykańskim społeczeństwie i senator John McCain, który zarzuca mu przede wszystkim brak strategii w polityce zagranicznej. Politycy tacy jak Mitch McConnell, czy Paul Ryan zachowują rezerwę. Jednak ich stosunki z Donaldem Trumpa są raczej chłodne. Można odnieść wrażenie, że obaj ci liderzy większości republikańskiej w Kongresie, czekają tylko aż prezydentowi powinie się noga, by bardziej zdecydowanie się od niego odciąć.

Na tle tych sporów wokół Trumpa w Partii Republikańskiej odradza się bunt wobec liderów, który zapoczątkował właśnie obecny prezydent.

 

Steve Bannon były szef jego kampanii wyborczej i do niedawna jeden z głównych doradców Trumpa, podczas jednego ze swoich ostatnich przemówień „wypowiedział wojnę” krytykom prezydenta wewnątrz GOP, którzy mają zamiar ubiegać się o kolejne kadencje.

„Nasz ruch pokona was w prawyborach lub zmusi do przejścia na emeryturę” – zapowiedział Bannon dodając, że „dni establishmentu GOP, który sprzeciwia się polityce pod hasłem ‘najpierw Ameryka”, są policzone”.

Spór w Partii Republikańskiej i otwarta wojna niektórych senatorów z prezydentem stawiają pod znakiem zapytania realizację zamierzeń programowych zarówno Donalda Trumpa jak i republikanów. Wkrótce minie rok odkąd nowojorski biznesmen został prezydentem. Trudno byłoby jednak wymienić jakieś znaczące reformy, które udało mu się wprowadzić w życie. Reforma zdrowia Baracka Obamy nadal obowiązuje, reforma systemu podatkowego wciąż pozostaje w sferze dyskusji, a o murze na granicy z Meksykiem nikt nawet już nie mówi. Prezydent wprowadził drobne w gruncie rzeczy zmiany głównie przy pomocy dekretów. Zdołał również umieścić w Sądzie Najwyższym swojego kandydata. To jednak wszystko.

Donald Trump ma na razie silne poparcie swojego elektoratu, który w sporze toczącym się w GOP weźmie zapewne jego stronę. Prezydent nie działa jednak w próżni. Zapowiadanych przez niego zmian nie da się dalej realizować wyłącznie przy pomocy dekretów. A czas ucieka. Większość republikanów w Kongresie jest raczej niewielka. W Senacie mają oni tylko 52 senatorów na ogólną liczbę stu. W Izbie Reprezentantów jest nieco lepiej, GOP ma 239 kongresmanów, a Partia Demokratyczna 194. Po wyborach w połowie kadencji, które odbędą się w przyszłym roku proporcje te mogą się znacznie pogorszyć. Do obsadzenia będą wszystkie miejsca w Izbie Reprezentantów i 33 fotele senatorskie. Dziś jest oczywiście za wcześnie by prorokować jaki będzie wynik tych wyborów. Trudno jednak przypuszczać by elektorat, któremu obiecano „wspaniałą na nowo Amerykę” zadowolony był z tego, co tak naprawdę otrzymał.

 

Tomasz Bagnowski