Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”.
Mt 22, 34-39

 

Na portalu internetowym Netkobiety. pl, w ramach cyklu „Najpiękniejsze słowa o miłości” jedna z pań napisała:

Miłość jest wtedy, gdy on ledwie wyszedł, a ty już chcesz do Niego dzwonić i wtedy gdy, na dworze burza, a on mokry punktualnie przychodzi… I gdy wyjeżdża gdzieś na trzy dni, a ty za nim tak strasznie tęsknisz i choć jesteście daleko od siebie to nucicie te same piosenki…
Miłość jest wtedy, gdy on cię całuje, ale to ty proponujesz mu więcej… I wtedy, gdy on jest smutny, zgaszony to Tobie też pęka serce… I gdy on chce po prostu pomilczeć to ty też się wtedy wyciszasz… A gdy on tylko spojrzy na Ciebie Ty wszystko mu z oczu wyczytasz…
Miłość jest wtedy, gdy on wyczuwa czy masz dziś nastrój na śmiech. I wtedy, gdy patrząc na innych facetów uważasz, że czynisz grzech… I gdy on wciąż ma ten błysk w oku chociaż ostatnio sporo przytyłaś… A gdy trochę podetniesz włosy on widzi, że coś zmieniłaś…
Miłość jest wtedy, gdy on, choć nie umie, na rocznice pisze ci wiersze… I wtedy, gdy pijecie szampana choć zajął gdzieś siódme miejsce… I wtedy, gdy on dawno zasnął a ty nadal na Niego patrzysz… I mimo, że jesteście 50 lat razem on nadal po policzku Cię głaszcze…

 

Gdy zacząłem czytać te słowa, to pomyślałem piękny tekst o miłości, tak wiele w nim uczucia i serdecznych wzruszeń. Ale czy to jednak wystarczy, aby na tym uczuciu zbudować piękną, prawdziwą miłość. Moje wątpliwości rozwiały słowa: „…50 lat razem on nadal po policzku cię głaszcze…”. Ten piękny, wzruszający początek został wykorzystany w budowaniu prawdziwej miłości. W codziennej służbie i zatroskaniu o siebie przekuwali te pierwsze porywy serc w piękną, prawdziwą miłość. Potwierdzili ją przy ołtarzu żarliwym słowem: „Chcemy”, odpowiadając na pytanie kapłana: „Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?” Tylko prawdziwa miłość i nasza troska o nią gwarantuje zachowanie jej do końca życia. Ci, którzy mają dłuższy staż małżeński wiedzą doskonale, że zachowanie piękna uczuć wyrażonego w zacytowanym tekście, jest możliwe tylko wtedy, gdy nasza miłość i nasze uczucie są przekuwane w codzienną w służbę współmałżonkowi. Każda prawdziwa miłość jest służbą i zatroskaniem o drugiego człowieka, a to jest nieraz bardzo wymagające.

Istnieje miłość, której może nie towarzszącą aż tak intensywne uczucia, dające wiele przyjemności i radości. Jest to miłość do człowieka nieznanego osobiście, a znajdującego się w potrzebie.

 

W ostatnim czasie przekonałem się, jak ogromny potencjał takiej miłości skrywają ludzkie serca. Zapewne wielu z nas zna afrykańskie misje polskiej siostry Rut, która buduje w Tanzanii sierociniec dla porzuconych sierot, zagrożonych głodem, a nawet śmiercią. Wspólnota Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku wspomaga ją w tym szlachetnym dziele. Dzięki temu wsparciu zbudowano już jedno skrzydło sierocińca, a drugie jest w budowie. Nie jeden raz słyszałem słowa ofiarodawców, słowa które wzruszają do łez, bo tak wiele w nich miłości do najbardziej opuszczonych na świecie, a z którymi Chrystus się identyfikuje: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie (…). Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Miłość do Boga w słowach modlitwy jest piękna i potrzebna, ale najpiękniej wyrażamy ją przez czyn miłosierdzia wobec bliźniego, szczególnie biednego i bezbronnego.

W ostatnim czasie siostra Rut zadzwoniła do Małgosi, koordynatorki Wspólnoty Dobrego Samarytanina i powiedziała: „Małgosiu potrzebujemy pomocy. Otrzymaliśmy od KIRCHE IN NOT obietnicę 15 tys. euro na nasze dzieło, ale pod warunkiem, że sami zbierzemy na ten cel 20 tysięcy dolarów. Ta oferta ważna jest do końca roku. Co robić?”. Po tym telefonie zaczęliśmy nagłaśniać sprawę. Niektórzy z potencjalnych ofiarodawców, pytali czy ofiarowaną sumę mogą odpisać od podatków. Zarejestrowanie Wspólnoty jako organizacji non profit może potrwać do roku, stąd też chcemy się afiliować przy już zarejestrowanej organizacji. Wygląda na to, że niedługo afiliacja stanie się faktem. Ale nie jest to takie proste, bo wiele praw państwowych czy kościelnych nie sprzyja szlachetnym odruchom serc w wypełnianiu najważniejszego ewangelicznego przykazania miłości. Według tych praw bywa, że odruchy serc spieszenia z pomocą umierającym dzieciom są nielegalne. A w rzeczywistości to te ludzkie prawa są nielegalne, gdy przyłożymy do nich, miarę ewangelicznej miłości, które jest najważniejszym prawem. Gdy staniemy przed Bogiem, zdawać będziemy sprawę tylko z ewangelicznego prawa miłości. „Nielegalna”, publiczna zbiórka pieniędzy dla głodujących dzieci będzie przed Bogiem jak najbardziej legalna, zasługująca na chwałę wieczną.

Jeśli już teraz ktoś chciałby odliczyć ofiarę od podatków, to jest to możliwe gdy bezpośrednio przesyłamy pieniądze do Tanzanii. Szczegółowe informacje na ten temat, jak i temat misji znajdziemy na stronie nytravelclub.com.pl w sekcji Uratuj życie dziecka – Afrykańskie misje. Nasze ogłoszenie o propozycji KIRCHE IN NOT nie pozostało bez odpowiedzi. Kasia i Jan napisali, że chcieliby przekazać dziesięć tysięcy dolarów na ten cel, nawet gdy tego nie mogą odliczyć od podatków. Co więcej „adoptowali” sześcioletniego letniego Denisa z sierocińca siostry Rut. Kasia mówiła o tej ofierze z ogromną radością i wyznała, że to ją bardzo duchowo ubogaciło, ofiarowana miłość wraca do nas niezwykłymi łaskami samego Boga. Na drugi dzień ich przyjaciółka Elizabeth ofiarowała trzy tysiące dolarów na sierociniec, dziękując Bogu, że może się dzielić tym co otrzymała od Niego. Kilka dni później Ania i Marcin, szczęśliwi małżonkowie i rodzice ofiarowali 500 dolarów, dziękując Bogu za błogosławieństwo ich rodziny. Były też ofiary dziesięciodolarowe. Gdy słyszałem, że ofiarodawcy wychowują własne dzieci i na więcej ich nie stać, ale chcą się podzielić z najbardziej potrzebującymi, to byłem pewien, że jest to wielka ofiara, bo Bóg patrzy w nasze serce. Ci wspaniali ludzie są przekonywującymi świadkami zbawiającej miłości, która w Bogu ma swoje źródło.

 

Prawdziwa miłość przybiera i taki kształt. W marcu 2008 roku 19-letni Christopher Gregory zmarł nagle z powodu pęknięcia tętniaka. Zrozpaczonych rodziców zapytano, czy nie zgodziliby się na pobranie z ciała syna narządów do przeszczepów. W tym trudnym momencie przypomnieli sobie słowa syna, wypowiedziane tydzień wcześniej, że chciałby oddać swoje narządy potrzebującym. Dzięki zgodzie rodziców uratowano życie pięciu osobom.

Po trzech miesiącach rodzice Christophera otrzymali list: „Nie wyobrażam sobie waszego żalu po stracie syna. Nie mam słów, aby wyrazić wasze cierpienie. Nie mniej jednak chcę wam podziękować za podzielenie się ze mną największym darem – darem życia. Zaś ojciec Chrisa napisał: „Bolesne doświadczenie utraty dziecka zostało zmienione przez świadomość, że jego śmierć uratowała życie pięciu innych osób. Nauczyłem się widzieć Boga we wszystkich wydarzeniach, nawet w tragedii. Im więcej uczyłem się o transplantacji, tym bardziej upewniałem się o istnieniu Boga”.

ks. Ryszard Koper