Wtorek

 

Prawdą jest, że ludzie którzy walczą z wiarą i religią w imię rozsądku czy rozumu, sami są straszliwymi dewotami, tylko że znakiem ujemnym. Ich dewocja jest czasem śmieszna, ale głównie żałosna. Bo Człowiek musi w coś wierzyć, a podstawione przez nich obiekty, wyznania to, nie żadne „ateistyczne humanizmy” zgoła, ale z reguły jakieś gusła czy nowe wiary.

Bez wątpienia współczesne Lewactwo, pomimo różnych odcieni ideolo, ma jedną rzecz wspólną: to wiara w Aborcję. To jest ich credo, każdy musi pochwalić, ba wręcz z entuzjazmem mówić o tym. Na to wszystko nakładają się działania różnego rodzaju idiotów i idiotek, robiących – w gruncie przerażające rzeczy, bo chodzi o zabijanie ludzi – występy dla gawiedzi. Nie wierzycie? Proszę bardzo.

„Czułam się bardzo silna, choć byłam zmęczona – po wszystkim doznałam ulgi. W końcu jestem wolna” – napisała na swoim profilu na portalu społecznościowym niemiecka fotograf Esther Mauersberger, chwilę po tym, jak w łazience zabiła własne dziecko.

„Artystka” postanowiła, że cały dokonywany przez nią „akt aborcji” zostanie udokumentowany fotograficznie i opatrzony stosownym odautorskim komentarzem na Instagramie: „Nastawiam kąpiel. 18 godzin po pierwszych pigułkach zaczyna się krwawienie, które nasila się wieczorem. Choć chciałam to zrobić w sobotę rano, już wieczorem decyduję się wziąć Cytotec. Wiem, że moje ciało jest na to gotowe, ja także” – opisuje pierwszy etap swoich zmagań.
Dalej jest fizjologia: „Jestem niespokojna, poruszam się szybko, czuję się chora. Bałam się stracić kontrolę nad moim ciałem, ale na szczęście tak się nie stało. Wracam do ubikacji. Czuję parcie. Nagle mięśnie się rozluźniają, a ze mnie wypływa wreszcie różowa bańka. To koniec. Nie muszę już tego trzymać, popatrzę na to nazajutrz rano zanim wyniosą śmieci. Stoję z moją przyjaciółką na balkonie i jestem szczęśliwa. Czuję się taka odważna i silna. #historiaprzerwaniaciąży, #jajestem, #życiekobietymatki” – czytamy.

Cała historia jest tym bardziej przerażająca, że Mauersberger jest na co dzień jedną z najbardziej cenionych niemieckich fotografów robiących zdjęcia noworodkom. O sobie mówi, że urodziła już dwie córki i więcej jej nie potrzeba, bo to ogranicza jej wolność.

Oczywiście o wszystkim wiemy, bo fejsbuki i instagramy rozsiewają wieści na cały świat. Pomyślcie sobie, co by było, gdyby tak siedemdziesiąt pięć lat temu istniały media społecznościowe… Jak piękne grupy społecznościowe tworzyłyby np. załogi obozów śmierci, umieszczając fotki z hasztagami #Auschwitz #DeportujemyŻydów czy #DoGazu… Ludzka nikczemność nie zna granic, to wiemy. Dzięki internetowi może się o tym dowiedzieć cały świat.

 

Środa noc

Przyklęknąć czy stanąć na baczność – oto jest pytanie. A może schować się z drużyną w szatni, żeby nas nie widzieli? Czy pokazywać to wszystko w telewizji czy zagadywać w studio lub przykrywać emisją reklam? Przed takimi dylematami stali przez ostatnich kilka tygodni zawodnicy, trenerzy oraz właściciele klubów ulubionego sportu Amerykanów – futbolu amerykańskiego oraz zawiadujący telewizyjnymi transmisjami na żywo. To kolejna odsłona wojny kulturowej, trawiącej coraz mocniej Amerykę, w której oliwy do ognia dolał tym razem prezydent Donald Trump.

Rzecz dotyczy amerykańskiej flagi oraz zachowania w czasie odgrywania hymnu Stanów Zjednoczonych tuż przed rozpoczęciem meczów zawodowej ligi NFL. Z reguły towarzyszyło temu powiewanie ogromniastą na pół boiska flagą i różne elementy wojskowego ceremoniału. Aż do 2016 r. gdy rozgrywający (quarterback) zespołu San Francisco 49ers Colin Kaepernick w proteście przeciw nierównościom rasowym postanowił siedzieć w trakcie odgrywania hymnu. Było to w miesiącach, gdy w Ameryce podniósł się bunt czarnoskórych mieszkańców przeciw „brutalności policji” wywołany kilkoma interwencjami, zakończonymi śmiertelnym postrzeleniem osób, które właściwie nie popełniły żadnych wykroczeń lub biernie sprzeciwiały się stróżom prawa.

W tym sezonie protest Kaepernicka (i kilku kolegów z boiska) przycichł. Do czasu, aż na scenę wkroczył prezydent Donald Trump. W czasie wyborczego wiecu w Alabamie 22 września prezydent Donald Trump nawiązał do tej sytuacji z siłą wiązki ręcznych granatów wrzuconych do burzowca. „Czyż nie chcielibyście zobaczyć jednego z właścicieli drużyny NFL mówiącego, kiedy ktoś nie będzie okazywał szacunku naszej fladze: ‘Weźcie tego sukinsyna z boiska natychmiast, wywalcie, jest zwolniony. Jesteś zwolniony” zakrzyknął na wiecu Trump, ku uciesze dziesiątek tysięcy fanów. Trzeba pamiętać, że użyty przez niego zwrot „Jesteś zwolniony!” (You fired!) to klasyczne zawołanie Trumpa, gdy przed kilkunastu laty prowadził – jako biznesmen – swój reality show „Apprentice”. Show, który nie tylko przyniósł mu sławę i kolejne miliony dolarów, ale uczynił z nazwiska „Trump” markę znaną niemal w każdym amerykańskim domu, co niewątpliwie ułatwiło mu późniejszą drogę do Białego Domu.

To było jak piorun z jasnego nieba: wszystkie media oraz media społecznościowe wręcz zawrzały. Przez kilka tygodni wrzało i wrzało, choć teraz już nieco przycichło. Dla NFL, atak Trumpa i wezwanie kibiców do bojkotowania meczów dopóki zawodnicy nie oddają należytej czci narodowym barwom, nie mógł przyjść w gorszym czasie. Liga od dwóch lat notuje znaczne spadki oglądalności meczów w telewizji. W porównaniu z poprzednim sezonem oglądalność zaledwie po sześciu z szesnastu kolejek spadła o 7,5 proc. i dalej leci na łeb na szyję. A widzów jest aż o prawie 19 proc. mniej niż w 2015 r. To wszystko oznacza straty idące w setki milionów, jeśli nie miliardy dolarów. Nic dziwnego, że właściciele klubów, którzy w równych udziałach są właścicielami imperium NFL, chcieli jakiegoś rozwiązania kompromisowego: pokazania, że są za „wolnością” ale bez dalszego zrażania patriotycznie nastawionej publiki. Skończyło się jak zwykle na niczym: liga nie zdecydowała się na żadne sankcje wobec graczy za przyklękanie czy siedzenie podczas hymnu, choć okraszone wypowiedziami komisarza NFL Rogera Goodell ’a, że jego zdaniem „zawodnicy powinni stać” w czasie hymnu. „NFL zdecydowało, że nie zmusi swoich graczy aby stali na baczność w czasie hymnu. Zupełny brak szacunku dla naszego, wielkiego kraju” napisał Trump – a jakże na – Twitterze. Oznacza to, że kontrowersje i groźba bojkotu kibicowskiego dalej się będą utrzymywać. A Trump – z braku innych osiągnięć w świecie realnym – triumfuje jako żołnierz antypostępowej krucjaty populistycznych patriotów.

 

Czwartek

„Wszelka doskonałość w tym życiu, z jakąś niedoskonałością jest połączona, i wszelkiemu dociekaniu naszemu towarzyszy ciemność jakaś.” Lubię czytać Tomasza a Kempis o poranku. Czuć w nim smak… wieczności.

 

Jeremi Zaborowski