Sędzia federalny z Hawajów zablokował wydany przez administrację Donalda Trumpa zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla obywateli kilku państw islamskich. To już trzecia tego rodzaju blokada.

 

Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że USA powinny wprowadzić czasowy zakaz wjazdu na swoje terytorium dla muzułmanów, „do momentu aż władze zorientują się o co chodzi”. Jako prezydent Trump zmodyfikował nieco retorykę swojej wypowiedzi mówiąc, że nie chodzi o wyznawców islamu generalnie, a o osoby przybywające do Stanów Zjednoczonych z krajów, w których rutynowe sprawdzenie obywateli występujących o wizy pod względem bezpieczeństwa nie jest w tej chwili możliwe.

Zakaz taki w formie prezydenckiego rozporządzenia został wydany w styczniu tego roku, wkrótce po objęciu władzy przez Trumpa. Dotyczył on podróżnych z państw takich jak: Iran, Somalia, Libia, Syria, Jemen czy Czad. Rozporządzenie, mówiąc delikatnie, nie było przygotowane najlepiej skutkiem czego na amerykańskich lotniskach zapanował chaos. Nie było wiadomo dokładnie kogo można wpuścić, a kogo nie. Wątpliwości pojawiły się np. w przypadku posiadaczy zielonych kart, a także osób, które miały już wydane wcześniej wizy. W wielu amerykańskich miastach doszło do licznych protestów przeciwko zakazowi, szybko też sprawą zajęły się sądy. Zakaz został zablokowany. Administracja nowego prezydenta zdecydowała wówczas, że nie będzie wdawać się w batalię sądową i postanowiła przygotować nowe rozporządzenie, zmodyfikowane tak by spełniało prawne wymogi. Drugi zakaz również jednak utkwił w sądach.

Kilka tygodni temu Trump wydał wreszcie trzecie rozporządzenie, które miało wejść w życie w mijającym tygodniu. Ta decyzja też jednak na razie nie nabierze mocy prawnej. Sędzia federalny z Honolulu Derrick Watson, zablokował ją po raz kolejny argumentując, że według dużego prawdopodobieństwa, podobnie jak wcześniejsze zakazy, jest ona niezgodna z prawem.

Nominowany przez Baracka Obamę sędzia Watson w swojej 40 stronicowej decyzji napisał, że administracja prezydenta Trumpa oceniając potencjalne zagrożenie jakie dla bezpieczeństwa USA mogą stwarzać podróżujący niezgodnie z prawem bierze pod uwagę ich narodowość. Według sędziego w rozporządzeniu nie wykazano również by istniejące obecnie przepisy uniemożliwiały zapewnienie USA bezpieczeństwa. „Najnowsze rozporządzenie zawiera te same błędy co poprzednie. Nie wykazuje w sposób wystarczająco wyraźny by zakazanie wjazdu około 150 mln. ludzi z różnych państw było w interesie Stanów Zjednoczonych” – napisał sędzia Watson.

Po opublikowaniu decyzji sędziego z Hawajów Biały Dom nie krył swojego niezadowolenia. Rzeczniczka prezydenta Sarah Huckabee Sanders stwierdziła, że „podkopuje ono wysiłki Donalda Trumpa zmierzające do zapewnienia Amerykanom bezpieczeństwa”. Departament Sprawiedliwości zapowiedział też szybkie złożenie apelacji. Zajmie to jednak trochę czasu, a sprawa nie zakończy się zapewne na jednej instancji.

Przedłużająca się batalia o zakaz wjazdu obrazuje dobrze dwie rzeczy. Po pierwsze prezydent w Stanach Zjednoczonych może bardzo dużo, równie potężna jest jednak władza sądownicza. Ci, którzy nie zgadzają się z prezydentem politycznie mogą ją wykorzystywać dla blokowania jego poczynań. Doświadcza tego każdy gospodarz Białego Domu. Podobnie było przecież z rozporządzeniami Baracka Obamy dotyczącymi imigrantów. Sądy różnych instancji również przez długi czas je blokowały.

Druga rzecz to kwestia sposobu sprawowania władzy. Prezydent, nawet jeśli jego mandat pochodzący z wyborów jest bardzo silny, nie działa w politycznej próżni i nie rządzi sam. Dlatego każdy kto znajdzie się na tym stanowisku powinien szukać konsensusu i wyciągać rękę do opozycji. Tak realizowana polityka ma znacznie większe szanse stać się prawem niż wydawanie rozporządzeń przypominających nieco królewskie edykty. Podział polityczny w USA zaszedł już jednak tak daleko, że można mieć wątpliwości czy republikanie i demokraci będą w stanie kiedykolwiek porozumieć się co do jakiejś sprawy.

 

Tomasz Bagnowski